Przejdź do głównych treściPrzejdź do wyszukiwarkiPrzejdź do głównego menu
Reklama
Przyroda i turystyka

Tu noc naprawdę jest ciemna. Lasy Sobiborskie między dziką przyrodą a wizją parku narodowego

Nie ma tu miejskiej łuny, są za to torfowiska, śródleśne jeziora, rozległe lasy i Bug. Można godzinami wędrować, nie spotykając nikogo, usłyszeć klangor żurawi, wypatrzeć tropy rysia albo po prostu patrzeć nocą w niebo. Lasy Sobiborskie należą do tych miejsc, które wciąż opierają się turystyce spod znaku „zaliczania atrakcji”. Teraz coraz częściej mówi się o nich również w innym kontekście – jako o obszarze, który może w przyszłości stać się Sobiborskim Parkiem Narodowym.
Lasy Sobiborskie
Lasy Sobiborskie pozostają jednym z najbardziej dziewiczych obszarów wschodniej Polski

Autor: Nick Owen Williams

Źródło: OTOP

Są takie miejsca, których nie da się opisać liczbą gwiazdek, długością promenady czy liczbą atrakcji na kilometr kwadratowy. Ich największą wartością jest właśnie to, czego brakuje gdzie indziej: przestrzeń, cisza i poczucie, że człowiek nie jest tu najważniejszym elementem krajobrazu.

Lasy Sobiborskie są jednym z takich miejsc.

Po zmroku robi się tu naprawdę ciemno. Bez świetlnej kopuły miasta nad horyzontem. W dzień krajobraz potrafi zmienić się w ciągu jednego spaceru – sosnowy bór przechodzi w podmokły las, później pojawia się torfowisko, śródleśne jezioro, łąka. Gdzieś w tle płynie Bug.

Ogólnopolskie Towarzystwo Ochrony Ptaków zachęca, by właśnie teraz spojrzeć na ten obszar nie tylko przez pryzmat planowanej ochrony, ale po prostu przyjechać i zobaczyć go na własne oczy.

– O Lasach Sobiborskich nie da się dobrze opowiedzieć wyłącznie za pomocą danych przyrodniczych. Tu trzeba wejść w głąb lasu, zobaczyć śródleśne jeziora, usłyszeć klangor żurawi, zostać do wieczora, a nocą popatrzeć w rozgwieżdżone niebo – mówi Anna Treit z OTOP, koordynatorka projektu powołania Sobiborskiego Parku Narodowego.

Nie „zaliczać”. Zostać na dłużej

Weekend wystarczy, żeby zobaczyć fragment tego regionu. Ale jego charakter zaczyna być widoczny dopiero wtedy, gdy nie trzeba wracać tego samego dnia.

Jednego można ruszyć pieszo w głąb lasu, następnego wsiąść na rower. Kolejny przeznaczyć na Włodawę, Jezioro Białe albo wyprawę w stronę Bugu. Osobnego czasu wymaga Muzeum i Miejsce Pamięci w Sobiborze – miejsce, którego nie sposób traktować jak kolejnego punktu turystycznego programu.

A któregoś dnia można po prostu nie robić prawie nic.

Być może właśnie na tym polega największa różnica między Lasami Sobiborskimi a najbardziej obleganymi kierunkami turystycznymi: tutaj atrakcją może być brak pośpiechu.

Dobrym początkiem jest zielona Pętla Sobiborska. Licząca około 11,3 kilometra trasa zaczyna się i kończy przy stacji Sobibór. Prowadzi przez centralną część kompleksu leśnego, w sąsiedztwie rezerwatu Żółwiowe Błota i śródleśnych jezior.

To właśnie podczas takiego spaceru najlepiej widać, że określenie „lasy” nie oddaje całej różnorodności tego miejsca.

Więcej niż las

Suche bory sąsiadują tutaj z olsami, lasami bagiennymi, torfowiskami, podmokłymi łąkami i jeziorami. Całość łączy się z dolinami Bugu i Włodawki.

Przyrodnicy wskazują na występowanie 18 typów siedlisk oraz 50 gatunków ptaków występujących na tym bogatym przyrodniczo obszarze.

To właśnie tutaj po raz pierwszy w Polsce stwierdzono lęgi puszczyka mszarnego. Lasy Sobiborskie są również jedną z najważniejszych krajowych ostoi gadożera oraz miejscem występowania populacji żółwia błotnego.

– Największą wartością Lasów Sobiborskich nie jest jeden spektakularny gatunek, ale cała mozaika siedlisk i związanych z nimi organizmów – podkreśla dr Bartłomiej Woźniak, współautor opracowania przyrodniczego tego obszaru.

Na uważnego obserwatora czekają bociany czarne, żurawie, lelki, sóweczki czy dzięcioły białogrzbiete i trójpalczaste. Można natrafić na ślady rysia. W wodzie żyje niepozorna strzebla błotna, nazywana lokalnie „mulikiem”, a wśród roślin występuje aldrowanda pęcherzykowata – niezwykle rzadka roślina owadożerna.

Ale gwarancji spotkania z którymkolwiek z tych gatunków nikt nie daje.

I może dobrze.

Dzika przyroda nie działa według rozkładu jazdy i nie pojawia się dlatego, że turysta przyjechał z aparatem. Trzeba zwolnić, patrzeć i słuchać.

Piechotą, rowerem albo z poziomu rzeki

Pętla Sobiborska to tylko jedna z możliwości. Piechurzy mogą wybrać m.in. ścieżkę Stulno, okolice rezerwatu Trzy Jeziora czy liczący około 20,7 km Szlak Siedmiu Jezior Włodawskich.

Dla rowerzystów interesującą propozycją jest około 36-kilometrowa trasa prowadząca z Włodawy przez Okuninkę i Sobibór w kierunku Woli Uhruskiej.

Jest również Bug.

– Jednego dnia można iść przez las i mokradła, następnego przejechać kilkadziesiąt kilometrów rowerem, a kolejnego zobaczyć ten sam krajobraz z kajaka na Bugu. To region, który najlepiej poznaje się powoli – mówi Krzysztof Gorczyca z Towarzystwa dla Natury i Człowieka.

W przypadku wypraw nad graniczny Bug trzeba jednak pamiętać, że to obszar szczególny. Przed planowanym spływem lub pobytem nad rzeką warto sprawdzić aktualne zasady obowiązujące w strefie nadgranicznej i dopełnić wymaganych formalności.

Od dzikiego lasu do Jeziora Białego

Kto po kilku godzinach ciszy ma ochotę na bardziej tradycyjny wypoczynek, może przenieść się do Okuninki.

Jezioro Białe tworzy zupełnie inny obraz regionu. Latem dominują tu plaże, kąpieliska, gastronomia, wypożyczalnie sprzętu i tłumy wczasowiczów. Jesienią tempo wyraźnie zwalnia. Okuninka może wtedy pełnić rolę wygodnej bazy do wypraw w Lasy Sobiborskie, nad Bug czy do Włodawy.

Kto natomiast chce zachować ciszę także po powrocie ze szlaku, może szukać noclegów bliżej kompleksu leśnego – w niewielkich siedliskach, gospodarstwach, na kempingach i w miejscowościach rozrzuconych między Włodawą, Sobiborem i okolicznymi jeziorami.

Ta różnorodność ma znaczenie również w dyskusji o przyszłości regionu. Turysta nad Jeziorem Białym szuka czegoś innego niż obserwator ptaków, rowerzysta, kajakarz czy ktoś przyjeżdżający tutaj przede wszystkim po ciszę.

Kilka kilometrów dalej – zupełnie inna historia

Lasy Sobiborskie nie istnieją w kulturowej próżni.

Włodawa od lat buduje swoją tożsamość wokół dziedzictwa trzech kultur. W niewielkim centrum znajdują się katolicki kościół św. Ludwika i klasztor Paulinów, prawosławna cerkiew Narodzenia Najświętszej Marii Panny oraz zespół synagogalny z Wielką Synagogą. Nad rynkiem dominuje charakterystyczny Czworobok.

To inne oblicze tego samego pogranicza – nie przyrodnicze, ale historyczne.

– Dziedzictwo tego regionu jest znacznie większe niż zabytki, które możemy zaznaczyć na mapie. To także pamięć o ludziach, miejscach i sposobach życia, lokalne pieśni, opowieści i tradycje – zwraca uwagę Krzysztof Gorczyca.

Szczególne miejsce zajmuje Sobibór i znajdujące się tam muzeum poświęcone historii niemieckiego nazistowskiego obozu zagłady. To przestrzeń wymagająca osobnej wizyty, skupienia i szacunku – nie kolejna „atrakcja” pomiędzy spacerem a obiadem.

Park narodowy – nie tylko kolor na mapie

W tle turystycznej podóży po Lasach Sobiborskich trwa znacznie poważniejsza dyskusja o przyszłości tego obszaru.

OTOP wraz z partnerami pracuje nad koncepcją Sobiborskiego Parku Narodowego. Zwolennicy tej idei argumentują, że objęcie terenu silniejszą ochroną pozwoliłoby lepiej zabezpieczyć cały połączony system lasów, torfowisk, jezior i mokradeł.

Jednocześnie park nie oznaczałby wyłącznie nowego koloru na mapie ochrony przyrody. Jego powstanie miałoby znaczenie dla turystyki, lokalnej gospodarki i mieszkańców.

Nowe trasy, przewodnicy, edukacja przyrodnicza, punkty informacji, gospodarstwa agroturystyczne czy lokalna gastronomia mogłyby wykorzystać rozpoznawalność parku. Z drugiej strony każda koncepcja ochrony musi uwzględniać ludzi, którzy na tym terenie mieszkają, pracują i korzystają z lasu od pokoleń.

Pytanie o przyszły park jest więc jednocześnie pytaniem o to, jak chronić przyrodę, nie traktując regionu jak skansenu – i jak rozwijać turystykę, nie niszcząc tego, po co turyści mają tutaj przyjeżdżać.

Anna Treit ujmuje tę zależność prościej: cisza, dzikie krajobrazy, torfowiska, śródleśne jeziora, ptaki i ciemne niebo mogą przyciągać ludzi tylko tak długo, jak długo rzeczywiście istnieją.

Tego nie da się później odbudować jak hotelu czy promenady.

Najpierw trzeba to miejsce zobaczyć

Być może właśnie dlatego Lasy Sobiborskie warto poznać przed wyrobieniem sobie opinii na temat ich przyszłości.

Nie tylko przeczytać listę chronionych gatunków. Nie tylko spojrzeć na proponowane granice parku. Przejść kilka kilometrów przez las, zobaczyć jezioro schowane między drzewami, posłuchać żurawi. Pojechać do Włodawy. Stanąć nad Bugiem. Dać sobie czas na Sobibór.

A wieczorem wyjść przed dom lub namiot i zgasić światło.

Bo być może największym luksusem Lasów Sobiborskich nie jest dziś to, co można w nich zobaczyć. Jest nim to, czego niemal nie ma: hałasu, pośpiechu i światła wielkiego miasta.

I właśnie od odpowiedzi na pytanie, czy uda się tę wartość zachować, może zależeć przyszłość jednego z najbardziej niezwykłych obszarów wschodniej Polski.


Lasy Sobiborskie

Autor: Nick Owen Williams

Źródło: OTOP

Lasy Sobiborskie

Autor: Nick Owen Williams

Źródło: OTOP

Lasy Sobiborskie

Autor: Nick Owen Williams

Źródło: OTOP

Lasy Sobiborskie

Autor: Nick Owen Williams

Źródło: OTOP

Lasy Sobiborskie

Autor: Nick Owen Williams

Źródło: OTOP

Lasy Sobiborskie

Autor: Nick Owen Williams

Źródło: OTOP

Więcej o autorze / autorach:
Podziel się
Oceń

Komentarze

Reklama