Gdy spojrzeć na finansowe zestawienie powiatów w Lubelszczyźnie za pierwsze półrocze 2026 roku, liczby mówią same za siebie. Szpital w Krasnymstawie zamknął pierwsze sześć miesięcy ze stratą 8 mln zł. Szpital w Parczewie wykazał 6 mln zł na minusie. Na tym tle wynik Szpitala Powiatowego we Włodawie – 0,5 mln zł straty – wygląda jak wygrana na loterii.
Jak podkreśla starosta włodawski Mariusz Zańko, to efekt konsekwentnie wdrażanego planu naprawczego. Dla lokalnej społeczności każda złotówka wywalczona w bieżącym bilansie to krok w stronę ratowania placówki, która odpowiada za bezpieczeństwo zdrowotne mieszkańców całego regionu.
– Każdego dnia walczymy o poprawę sytuacji finansowej naszej placówki. Wdrażamy plan naprawczy, ratujemy szpital, miejsca pracy oraz stabilność finansową całego powiatu – deklaruje starosta Mariusz Zańko.
Jednak bieżąca optymalizacja nie jest w stanie wymazać przeszłości. Szpital podąża w cieniu gigantycznego długu, który sięga około 60 mln zł. Znaczną część tej kwoty stanowią zobowiązania zaciągnięte w instytucjach parabankowych przez poprzednie ekipy zarządzające.
Samorządy płacą za błędy systemu: Banki zyskują, pacjenci tracą
Istota kryzysu leży w paradoksie polskiego prawa. Teoretycznie samorządy powiatowe nie odpowiadają za finansowanie leczenia – od tego jest Narodowy Fundusz Zdrowia jako jedyny państwowy płatnik. W praktyce jednak to do lokalnych włodarzy pukają zdesperowani pracownicy i pacjenci, gdy placówce grozi zajęcie komornicze lub paraliż operacyjny.
Aby nie dopuścić do tragedii, Powiat Włodawski systematycznie dosypuje do szpitalnej kasy miliony z własnego budżetu. Tylko w 2025 roku samorząd przekazał szpitalowi około 10 mln zł wsparcia, a w sierpniu 2026 roku rada powiatu zdecydowała o przyznaniu kolejnego miliona złotych.
To jednak pieniądze zabierane bezpośrednio z inwestycji lokalnych – naprawy dróg, edukacji czy infrastruktury. Najbardziej bulwersujący pozostaje fakt, że środki te w dużej mierze nie idą na leczenie czy nowatorski sprzęt, ale na spłatę odsetek od kredytów i pożyczek parabankowych. Koszty obsługi długu nie są bowiem w żaden sposób refundowane ani przez Ministerstwo Zdrowia, ani przez NFZ.
Efekt domina. Bunt starostów w całej Polsce
Sytuacja we Włodawie nie jest odosobnioną wyspą, lecz częścią ogólnokrajowej fali, która zagraża egzystencji szpitali powiatowych. Według danych przytaczanych przez samorządowców, aż 91% szpitali w Polsce generuje straty. Systemowe przyczyny tej dramatycznej sytuacji są od lat te same:
- Drastyczny wzrost kosztów bieżących (energii, leków, wynagrodzeń), za którym nie nadąża wycena świadczeń z NFZ.
- Opóźnienia w płatnościach z NFZ za świadczenia już wykonane, sięgające w skrajnych przypadkach nawet roku.
- Brak systemowych i obiecanych programów oddłużeniowych dla jednostek w kryzysie.
Owoce tych zaniedbań są widoczne w całym kraju. Na Pomorzu doszło do zamknięcia szpitala w Miastku. W Sanoku na Podkarpaciu pracownikom wypłacono zaledwie 70% pensji, co doprowadziło do protestu głodowego. Na Śląsku do wspólnego protestu stanęli niemal wszyscy starostowie i prezydenci miast.
Gra o wysoką stawkę: Pracodawca, tarcza i szpitalny szczyt
Dla powiatu włodawskiego walka o szpital to nie tylko debata o cyfrach w księgach rachunkowych. Włodawska lecznica to kluczowy punkt na mapie społeczno-gospodarczej regionu:
- Ponad 220 miejsc pracy: W powiecie, w którym zarejestrowanych jest około 2 tys. bezrobotnych, ewentualny upadek lecznicy wywołałby lokalny wstrząs społeczny i finansowy.
- Geografia i wykluczenie: Powiat włodawski leży z dala od dużych aglomeracji miejskich. Likwidacja lub drastyczne ograniczenie oddziałów oznaczałoby dla pacjentów wielokilometrowe, czasochłonne dojazdy w stanach zagrożenia życia.
Już w najbliższy poniedziałek, 19 października, ma odbyć się nadzwyczajny Szczyt Szpitali Powiatowych. Samorządowcy z całej Polski spotkają się, by wspólnym głosem zażądać natychmiastowych decyzji, odblokowania nadwykonań oraz przedstawienia przejrzystego planu ratunkowego. Starostowie liczą na bezpośrednie spotkanie z minister zdrowia, choć w kuluarach nie brakuje sceptycyzmu, czy szefowa resortu zdecyduje się na konfrontację z samorządowcami.
Ograniczenie bieżącej straty do pół miliona złotych we Włodawie pokazuje, że lokalnie można zrobić wiele. Bez zmian systemowych na szczeblu centralnym pozostaje to jednak tylko odwlekaniem wyroku na polskiej medycynie powiatowej.

Komentarze