Przełamanie w Radomiu
Poprzednio żółto-biało-niebiescy z wygranej w lidze cieszyli się w tym sezonie tylko raz. A miało to miejsce 16 sierpnia, kiedy trzy punkty w Lublinie zostawił GKS Katowice. Po długiej przerwie reprezentacyjnej wszyscy liczyli w końcu na przełamanie w Radomiu. Nie przeliczyli się, chociaż trudnych momentów nie brakowało.
W pierwszej połowie Jacques Ndiaye wpakował piłkę do siatki, ale okazało się, że Makan Aiko, który rozpoczął akcję bramkową był na spalonym. Zamiast 0:1 kilka chwil później zrobiło się 1:0 po rzucie rożnym. Goście po 45 minutach przegrywali 0:1, ale w drugiej połowie odwrócili wynik po bramkach: Ndiaye i Karola Czubaka z rzutu karnego. Dla „Czubiego” to był już siódmy gol w tym sezonie, a szósty w lidze (w dziesięciu występach).
Tradycyjnie zespół trenera Misiury nie zadbał jednak o zdrowie swoich kibiców, bo zdążył dostarczyć im jeszcze sporej dawki emocji. Najpierw Radomiak doprowadził do wyrównania i kiedy zanosiło się na podział punktów, po dośrodkowaniu z narożnika boiska Christopher „Kikis” Simon zapewnił przyjezdnym arcyważne trzy punkty.
Czas na mecz brejdaków
Po przełamaniu, Motor będzie miał szybko doskonałą okazję, żeby pójść za ciosem i na dobre zapomnieć o strefie spadkowej, w której rozgościł się na kilka dobrych tygodni. Jedna wygrana jednak wystarczyła, żeby wyskoczyć nad kreskę. W sobotę żółto-biało-niebiescy zagrają z zaprzyjaźnionym Śląskiem, który delikatnie mówiąc, nie radzi sobie w tym sezonie najlepiej. Ledwie jedna wygrana, trzy remisy i sześć porażek, a w sumie jedynie sześć punktów. Co więcej, na wyjeździe ekipa z Wrocławia uciułała ledwie „oczko” w pięciu występach. Jeszcze mało? No to na dodatek trzeba wspomnieć o formie drużyny z ostatnich tygodni – podopieczni trenera Ante Simundzy przegrali już cztery razy z rzędu.
Z drugiej strony Śląsk z Piotrem Samcem-Talarem i Śląsk bez tego zawodnika, to dwie zupełnie inne drużyny. A tak się składa, że jeden z najlepszych pomocników w PKO BP Ekstraklasie długo leczył kontuzję ręki. Wrócił dopiero do gry po przerwie na kadrę, ale nie pomógł kolegom, bo gospodarze przegrali z Lechem Poznań 1:4. Najważniejsze jednak dla kibiców i klubu, że niespełna 25-latek wytrwał na murawie ponad 70 minut. Kolejny tydzień treningów na pewno pomoże mu wrócić do formy. A mówimy o człowieku orkiestrze, który w siedmiu poprzednich występach ligowych, w klasyfikacji kanadyjskiej zapisał na swoim koncie siedem punktów. Uzbierał: cztery gole i trzy asysty. Z nim na boisku ekipa z Wrocławia na pewno będzie groźniejsza. Mimo wszystko, to obok Rakowa Częstochowa, jeden z głównych kandydatów do spadku. A przecież Motor właśnie jako jedyny przegrał w tym sezonie z „Medalikami”.
Ostatni raz obie drużyny mierzyły się ze sobą w sezonie 24/25. Pierwsze starcie na pewno bardzo dobrze pamięta Marek Bartos, który strzałem z rzutu wolnego zapewnił Lublinianom zwycięstwo 2:1 (wynik otworzył Jakub Świerczok, a do wyrównania doprowadził Simon). W rewanżu było za to 1:1 po golach Arnau Ortiza i Ndiaye. Czasu nie minęło tak dużo, a w Motorze zostało ledwie czterech zawodników, którzy brali udział w tych meczach: Filip Luberecki, Bartos, Ndiaye i Simon.
Śląsk, czyli monolit
Jak najbliższego rywala ocenia trener Misiura? Szkoleniowiec uważa, że ekipa z Wrocławia powinna mieć kilka punktów więcej.
– Ich siłą jest to, że długo ze sobą pracują, trener jest chyba 2,5 sezonu. Spadł z drużyną z ekstraklasy, potem awansował. Pamiętam, jak zaczęli grać w I lidze, bo dyrektor Sztylka przeniósł się z Wisły Płock właśnie do Śląska. Widziałem, jak buduje drużynę, że grają 3-5-2, czyli w strukturze, która dobrze jest mi znana. Solidna drużyna, która borni całą jedenastką. Jest groźna w szybkich atakach po odbiorach, to samo w stałych fragmentach. Czeka nas spotkanie, w którym przeciwnik będzie się dobrze bronił i szukał swoich momentów po odbiorach. Czasu nie było dużo, żeby się przygotować i zregenerować, ale wierzę w naszą mądrość i że mechanizmy w naszym modelu wyglądają coraz lepiej i że wszystko będziemy w stanie pokazać – wyjaśnia trener Motoru.
Przyznaje też, że chociaż w zespole rywali jest kilka indywidualności, to najmocniejszą stroną Śląska jest po prostu drużyna.
– Wierzę, że ich siłą jest monolit. Kilku zawodników się jednak wyróżnia. Karol Linetty, to ciekawy transfer, widać jak dużą rolę spełnia w drużynie, na pewno coraz większą. Samiec-Talar ma fantastyczny sezon. Ja śledzę młodego Rosiaka, bo grałem z jego ojcem, pamiętam, jak się wychował w Arsenalu, to ciekawy zawodnik. Drużyna ma kilka indywidualności, ale największą siłą jest drużyna – wyjaśnia opiekun klubu z Lublina.
Drużyna trenera Simundzy wywalczyła do tej pory ledwie sześć punktów, ale aż pięć meczów przegrała zaledwie jedną bramką (wszystkie 1:2). Dopiero ostatnio uległa Lechowi 1:4.
– Jako beniaminek radzą sobie bardzo dobrze. Te trzy nowe drużyny, czyli: Wisła Kraków, Śląsk i Wieczysta, są najlepsze od 5-6 lat. Mamy trzy zespoły w tym roku z bogatą historią, które dodatkowo finansowo dysponują budżetem, który pozwala płacić piłkarzom nienajgorzej. To bardzo dobre drużyny. Śląsk, to zespół, który dwa lata temu spadł z ekstraklasy, większość zawodników gra ze sobą 3-4 rundy mogli mieć jednak kilka punktów więcej – kończy szkoleniowiec.

Komentarze