Przejdź do głównych treściPrzejdź do wyszukiwarkiPrzejdź do głównego menu
Reklama

Spór o gigantyczne wiatraki w gminie Kurów

Wszyscy wiemy, jak wyglądają ogromne, 175 metrowe wiatraki w gminie Michów. Widać je z odległości wielu kilometrów. Te w gminie Kurów według założeń mogłyby mieć nawet 250 metrów. Czy faktycznie powstaną? Przed budową farmy przestrzega m.in. Zielone Powiśle.
Spór o gigantyczne wiatraki w gminie Kurów
Farma miałaby stanąć niedaleko granicy z gminą Końskowola. Czy dodatkowe 1,5 mln zł rocznie dla Kurowa to wystarczający argument za zgodą na 250-metrowe wieże?

Autor: rs/archiwum

Farmę złożoną z sześciu elektrowni wiatrakowych w gminie Kurów chcą budować wspólnie znani przedsiębiorcy z Lublina i Puław. Liderem całego przedsięwzięcia jest znany lubelski deweloper, Jacek Wysokiński, prezes kilku spółek pod szyldem LUK. Sponsor popularnej, lubelskiej drużyny siatkarskiej i właściciel wielu budynków mieszkalnych i handlowych w całym mieście, m.in. przy Północnej, Trześniowskiej, Gęsiej, Wróbla, Diamentowej czy Kompozytorów Polskich. 

Spółki, spółeczki, fundacje

Spółkę "Farma wiatrowa Kurów" zarejestrował już w czerwcu 2021 roku, a jego wspólnikiem została "Fundacja rodzinna Nowa Alexandria" kontrolowana przez Janusza Adamowicza. Fundacja posiada większość udziałów w zarejestrowanej rok temu przy ul. Zielonej w Puławach spółce "Rose Wind", której podstawową działalnością ma być właśnie energetyka wiatrowa. Sam Adamowicz działa w branży energetycznej, to właściciel spółki CEE i wspólnik w spółce "Farma energetyczna Osiny". Ta ostatnia zamierza zbudować dużą farmę fotowoltaiczną i magazyny energii w gminie Żyrzyn. 

Liczą na dochody

O ile fotowoltaika większych emocji nie wzbudza, tak elektrownie wiatrowe już tak. Wśród mieszkańców gminy Kurów nastroje zaczynają przechylać się z milczącej obojętności w stronę wątpliwości i sprzeciwu. Trwa zbiórka podpisów przeciw temu przedsięwzięciu. Do niedawna jednak procedury trwały bez zakłóceń. Samorządowcy zachęceni wizją stabilnych wpływów podatkowych (1,5 mln zł rocznie) rozpoczęli procedury zmierzające w kierunku zezwolenia na budowę wież. Złożono m.in. wniosek o odrolnienie gruntów, rozpoczęto wymagane uzgodnienia, rozmowy z instytucjami itp. 

Większe od pałacu kultury

Same wieże miałyby stanąć na rozległym niezabudowanym obszarze pomiędzy wioskami Wygoda (ok. 700 m. do najbliższych zabudowań), Józefowem (1,3 km) i Brzozową Gacią. Z czego do centrum Kurowa od najbliższego wiatraka byłoby ok. 2 kilometrów. Z sąsiedniej gminy Końskowola najbliższej do farmy byłoby z Chrząchowa, Chrząchówka i Witowic. 

Co ważne, wiatraki miałyby być o wiele większe od tych, jakimi dysponuje szwedzka farma w gminach Michów i Abramów. Tamte sięgają 175 m. wysokości. Kurowskie miałyby nawet 250 metrów, to jest o ponad 40 proc. więcej. Dla porównania - Pałac Kultury i Nauki w Warszawie liczy 237 metrów. Wiatraki tej wielkości obecnie budowane są na Bałtyku (Baltic Power), ponad 20 km od brzegu. Czy ich odpowiedniki w niedalekiej przyszłości pojawią się pomiędzy Kurowem i Puławami? 

Żeby gmina się rozwijała

Lokalni samorządowcy, na czele z burmistrzem Kurowa, Arkadiuszem Małeckim, nie mają nic przeciwko temu. - Kierujemy się korzyściami dla wspólnoty lokalnej. Szacowana wartość wpływów to 1,5 mln zł rocznie. Dzięki przewidywalnym wpływom moglibyśmy planować na lata do przodu. To byłyby środki na inwestycje i wydatki bieżące. Żeby myśleć o rozwoju musimy mieć wpływy - przekonywał burmistrz, który na początku października uczestniczył w otwartym spotkaniu na temat wiatraków, które zorganizowało lokalne stowarzyszenie "Zielone Powiśle". 

Burmistrz Małecki mówił zebranym o tym, jak trudno w obecnych czasach znaleźć inwestora gotowego wyłożyć pieniądze w Polsce Wschodniej, a wiatraki nazwał szansą rozwoju, której nie wolno stracić. 

Uwaga na zapisy w umowach

Podczas spotkania, w którym uczestniczyło kilkuset mieszkańców gminy, zwolenników farmy było niewielu, a z każdym kolejnym wystąpieniem brawa dla haseł przeciwko inwestycji stawały się głośniejsze. Przed niższymi wpływami podatkowymi od tych spodziewanych przestrzegał władze Kurowa - prezes "Zielonego Powiśla", Janusz Próchniak.

- Dodatkowy dochód dla gmin często oznacza uciętą subwencję wyrównawczą - mówił, zwracając uwagę m.in. na niekorzystne zapisy zawieranych na blisko 30 lat umów dzierżawy, której rozwiązanie dla właściciela może być utrudnione, a regularne otrzymywanie pełnego czynszu niepewne. 

Mity o taniej energii

Przeciw wiatrakom wypowiadał się również radny PiS sejmiku, Michał Mulawa. - To nie jest żadna podatkowa manna z nieba. Zyskają na tym tylko koncerny, które je stawiają, ale gruntu w okolicach stracą na wartości. Nie będzie żadnych nowych miejsc pracy, ani tańszej energii. To mity - podkreślał. 

Jego zdaniem z wiatrakami jest jeszcze jeden, poważny problem, który może wpływać na bezpieczeństwo mieszkańców oraz ochronę infrastruktury krytycznej przed atakami z powietrza. - One zakłócają systemy radarowe. Cała Polska wschodnia powinna dostać zakaz ich budowy - ocenił. Jak dodał, stabilnym źródłem energii, dopóki nie powstaną elektrownie atomowe, powinien być węgiel. 

"Nie idźcie tą drogą"

W podobnym tonie wypowiadał się przedstawiciel Konfederacji, Rafał Mekler, który zwrócił uwagę m.in. na wysokie koszty przyszłej utylizacji "tysięcy ton betonu i stali", niski kapitał spółki inwestora (5 tys. zł przyp.) oraz zaszyte w opłatach za prąd koszty energii wiatrowej. - Wszyscy w rachunkach płacimy opłatę mocową. to jest koszt utrzymania mocy przez elektrownie konwencjonalne na wypadek, gdyby zabrakło energii z OZE. Jaki jest zatem sens płacić dwa razy? - pytał, krytykując nastawioną na cele klimatyczne politykę energetyczną UE. 

Z kolei poseł Sławomir Skwarek (PiS), były wójt Adamowa, do burmistrza Kurowa zwracał się bezpośrednio, prosząc go o przemyślenie obranej ścieżki, a nawet straszył możliwością jego odwołania na drodze referendum. - Nie idźcie tą drogą, wycofajcie się z tej decyzji - apelował, przypominając o milionach, jakie trafiły do Kurowa dzięki rządowym programom wspierającym lokalne inwestycje. 

"W nocy cierpimy"

O tym, że gmina nie jest skazana na pieniądze z wiatraków próbował przekonywać przes Lubelskiej Izby Rolniczej, Gustaw Jędrejek. - Te 1,5 mln zł to nie są wielkie pieniądze i można inwestorów mniej uciążliwych znaleźć - mówił. Głos zabrał również pan Jerzy, jeden z mieszkańców gminy Michów, gdzie farma wiatrowa działa już od wielu lat. - W nocy cierpimy, słychać hałas, w dzień miga światło, to jest tragedia. Do tego dewastacja krajobrazu i spadek wartości działek - wymieniał, nazywając firmy budujące takie przedsięwzięcia "naganiaczami". 

"Wierzę w tego człowieka"

Czy te argumenty przekonają kurowskich samorządowców? - Gdyby te inwestycje zagrażały naszej gminie, burmistrz by z nich zrezygnował. Ja go znam od 20 lat i w tego człowieka wierzę - wyznał obecny na spotkaniu radny Tomasz Guz. 

Sam burmistrz Małecki zapewnił zebranych o pełnej transparentności działań dotyczących farmy. - Na pewno będziemy dalej rozmawiać z inwestorami. Nic jeszcze nie jest obiecane - powiedział. Kolejnym krokiem ma być zgoda na odrolnienie działek. Decyzja w tej sprawie ma zapaść do końca listopada. Jednocześnie inwestor wystąpił już do lubelskiej RDOŚ o warunki środowiskowe dla farmy. 

Liczba podpisów rośnie

Tymczasem "Zielone Powiśle" wspiera zbieranie podpisów pod petycją przeciwko wiatrakom. Jak mówi nam prezes stowarzyszenia, do dzisiaj zebrano ich już ponad 500. Co zrobią miejscy radni? Czy kontrowersyjna inwestycja zostanie przeforsowana wbrew głosowi przeciwników? Czy perspektywy inwestycji w drogi i świetlice przechylą szalę na korzyść zwolenników farmy? Przekonamy się w ciągu najbliższych miesięcy. 


Więcej o autorze / autorach:
Podziel się
Oceń

Komentarze

Reklama