Przejdź do głównych treściPrzejdź do wyszukiwarkiPrzejdź do głównego menu
Reklama

Fulara: Stadion żużlowy Motoru będzie gotowy do połowy 2028 rok

Wiceprezydent Tomasz Fulara opowiada o kulisach postępowania przetargowego na przebudowę stadionu żużlowego przy Alejach Zygmuntowskich 5 i zapewnia, że obiekt Orlen Oil Motoru Lublin zgodnie z planem będzie gotowy do połowy 2028 roku.
Fulara: Stadion żużlowy Motoru będzie gotowy do połowy 2028 rok

Autor: DW

- Jak pan zareagował, gdy zobaczył pan transparent wywieszony przez część kibiców Orlen Oil Motoru Lublin podczas domowego meczu o trzecie miejsce w Ekstralidze z Unią Leszno?

- Mam wrażenie, że kibice mają niepełne informacje. Być może ktoś wprowadza ich w błąd? Oczywiście, wszyscy mamy prawo wyrażać swoje zdanie, ale sam transparent był dla mnie zaskoczeniem. Od lat pomagamy klubowi w osiąganiu wyników sportowych, współpracujemy zarówno z nim, jak i Ekstraligą. Jesteśmy zdeterminowani, żeby wybudować ten stadion. Procedura przebudowy obiektu już trwa. Nie możemy ani dowolnie zmieniać jej zasad, ani pomijać poszczególnych etapów. 

- Uporządkujmy tę historię. W marcu 2026 roku ogłosiliście przetarg. Wpłynęły cztery oferty. Co się z nimi stało?

- Dwie firmy, które złożyły oferty z najniższymi cenami, zostały wezwane do przedstawienia wyjaśnień dotyczących podejrzenia rażąco niskiej wyceny prac. Ponieważ nie przedstawiły wymaganych wyjaśnień, ich oferty nie były dalej brane pod uwagę. Komisja przetargowa przystąpiła wówczas do analizy kolejnej oferty, złożonej przez firmę Texom.  Po jej ocenie uznała ją za najkorzystniejszą, ponieważ spełniła wymagania określone w postępowaniu.

- Dlaczego więc MOSiR unieważnił wybór Texomu?

- Spółka MOSiR nie miała innej możliwości. Mostostal Warszawa, podwykonawca wskazany przez Texom, odpowiedzialny za realizację 90 procent prac, zaczął informować o swojej trudnej kondycji finansowej. To spółka giełdowa, która publikuje dane zarówno na oficjalnej stronie internetowej, jak i w komunikatach giełdowych. Stąd dowiedzieliśmy się też, że akcjonariusze nie podjęli uchwały o dalszym istnieniu spółki. Pozostaje ona dodatkowo w sporze z Generalną Dyrekcją Dróg Krajowych i Autostrad. MOSiR nie mógł zignorować tych informacji i zaryzykować powodzenia realizacji inwestycji już na etapie wyboru wykonawcy prac. Nie unieważniliśmy przetargu, a jedynie czynność wyboru najkorzystniejszej oferty. To ważne rozróżnienie, bo postępowanie nadal trwa. 

- Czyli problemy Mostostalu Warszawa są obiektywne i możliwe do udokumentowania?

- Oczywiście. To spółka giełdowa, która publikuje swoje dane i wyniki finansowe, a zarząd sam informuje o sytuacji spółki. Dostępne są również uchwały akcjonariuszy i komunikaty giełdowe. 

- Ale pierwsze doniesienia o problemach Mostostalu pojawiały się już w maju, a Texom wybrano w lipcu. 

- Trzeba odróżnić doniesienia medialne od oficjalnych dokumentów i formalnych działań spółki. Prawo zamówień publicznych zobowiązuje nas do dokładnego sprawdzenia oferty i wiarygodności wykonawcy. Mostostal Warszawa opublikował oficjalne komunikaty giełdowe dotyczące swoich problemów. Zwołano również walne zgromadzenie, które nie podjęło wymaganej decyzji w sprawie dalszego istnienia spółki. To były konkretne, formalne zdarzenia, które nastąpiły już po wyborze oferty Texomu i wymagały ponownego sprawdzenia sytuacji.

- Ale przecież za realizację całego zamówienia odpowiadałby Texom jako generalny wykonawca. Dlaczego sytuacja podwykonawcy ma aż takie znaczenie?

- Firma Texom powołała się na doświadczenie i możliwości Mostostalu Warszawa, żeby spełnić warunki przetargu. Gdyby Texom przedstawił własne referencje i sam spełniał te wymagania, nie byłoby tego problemu. Zdecydował się jednak oprzeć na doświadczeniu innej firmy.
Nie możemy przymykać oczu na sytuację, w której mamy podpisać umowę wartą ćwierć miliarda złotych, wiedząc o problemach firmy, która ma zrealizować zdecydowaną większość prac. Musimy brać odpowiedzialność za publiczne pieniądze i mieć pewność, że inwestycja zostanie zrealizowana. Podpisanie umowy bez wyjaśnienia tych wątpliwości byłoby skrajnie nieodpowiedzialne.

- Texom mógł przecież zastąpić Mostostal inną firmą.

- I to właśnie zrobił. Skorzystał z możliwości zmiany wskazanego podmiotu. Teraz badamy, czy nowy podmiot spełnia wymagania przetargu.

- Czyli Texom nadal pozostaje w grze o przebudowę stadionu?

- Tak, taka jest procedura. Badamy dokumenty, które zostały przedstawione po zmianie podmiotu udostępniającego zasoby. Sprawdzamy, czy jego referencje są odpowiednie i czy spełnia warunki postępowania.

- Czy MOSiR ma zastrzeżenia do samego Texomu?

- Na ten moment nie dostrzegamy w wynikach finansowych firmy Texom przesłanek, które podważałyby jej wiarygodność. Zdarza się, że firmy pozostają w sporach z zamawiającymi, a współpraca między nimi kończy się z różnych przyczyn. Prawo zamówień publicznych przewiduje takie sytuacje i w takich przypadkach określa zasady postępowania.

- Czy Mostostal Warszawa definitywnie przestał być częścią tej oferty?

- Tak, Texom wymienił ten podmiot na inny. Taką zmianę można wprowadzić tylko raz. Jeśli nowy podmiot nie spełni wymagań, oferta Texomu nie będzie mogła być dalej brana pod uwagę.

- Co wtedy?

- Wtedy sprawdzimy następną ofertę, zgodnie z prawem zamówień publicznych. Kolejna jest oferta Budimexu.

- Tyle że Budimex chce prawie 291 milionów złotych. To znacznie więcej niż Texom.

- Oczywiście wolelibyśmy zapłacić mniej, ale najpierw musimy sprawdzić, czy wszystkie warunki zostały spełnione. Dopiero wtedy możemy podpisać umowę.

- Czy możliwe jest unieważnienie całego przetargu i ogłoszenie nowego?

- Nie jestem w stanie tego przewidzieć. Prawo zamówień publicznych jasno określa zasady prowadzenia postępowania i sytuacje, które mogą skutkować jego unieważnieniem. Jednak na tym etapie koncentrujemy się na dokładnej analizie ofert i sprawdzeniu, czy wykonawcy spełniają wszystkie wymagania. Czekamy również na zakończenie postępowania wyjaśniającego prowadzonego przez Urząd Zamówień Publicznych.

- Kiedy zatem można spodziewać się podpisania umowy i rozpoczęcia prac?

- W wariancie optymistycznym prace mogą rozpocząć się za miesiąc. W wariancie pesymistycznym oceniam, że może to potrwać trzy lub cztery miesiące. To zamówienie na niemal ćwierć miliarda złotych. Musimy dopełnić wszystkich formalności i nie możemy pozwolić sobie na nieprawidłowości.

- A kiedy stadion będzie gotowy? Czy termin zakończenia inwestycji w 2028 roku pozostaje aktualny?

- Tak, nie zmieniamy tej daty. Zakładamy, że nowy stadion będzie gotowy około połowy 2028 roku.

- Czyli w czerwcu 2028 roku?

- Mniej więcej w połowie roku. Proces budowlany jest złożony i mogą pojawić się okoliczności, które wpłyną na harmonogram. Niewykluczone jednak, że wszystko przebiegnie sprawnie i uda się przyspieszyć prace.

- W dokumentacji przewidziano trzydzieści trzy miesiące na realizację inwestycji. Jak to pogodzić z terminem w 2028 roku, skoro umowy jeszcze nie podpisano?

- Trzydzieści trzy miesiące to maksymalny zakładany termin realizacji inwestycji. Dzięki formule „zaprojektuj i wybuduj” wykonawca będzie mógł wykonać część prac jeszcze przed zakończeniem całego projektowania. Może prowadzić rozbiórki, przygotowywać teren, wykonywać prace związane z sieciami. Mamy już część decyzji pozwalających na takie działania. Dlatego realizacja może potrwać krócej – dwadzieścia cztery albo dwadzieścia sześć miesięcy.

- Czy miasto ma jeszcze margines czasowy, żeby zdążyć do połowy 2028 roku?

- Oceniam, że taki margines jeszcze mamy.

- Jak wygląda realny harmonogram na najbliższe miesiące?

- Zakładamy, że jeszcze w tym roku rozstrzygniemy postępowanie i rozpoczniemy prace rozbiórkowe związane z przebudową. W przyszłym roku będą kontynuowane rozbiórki, przygotowanie terenu i prace ziemne. Rozpocznie się też właściwa budowa, czyli fundamenty, odwierty i prefabrykacja. W 2028 roku chcemy zakończyć inwestycję.

- Kto będzie odpowiadał za zasadnicze prace rozbiórkowe?

- Wykonawca, który wygra postępowanie.

- Ekstraliga wydała ostry komunikat dotyczący stadionu w Lublinie. Jak pan go odebrał?

- Tylko w tym miesiącu kilkukrotnie rozmawiałem telefonicznie z prezesem Ekstraligi: o postępowaniu przetargowym, o stanowisku miasta i o aktualnej sytuacji. Stadion będzie przebudowywany i klub nie będzie mógł na nim rozgrywać meczów w czasie prac, dlatego nie rozumiem kontekstu odbierania licencji. Na czas prowadzonych prac nie jest przecież potrzebna. 

- Jak pan sądzi, dlaczego więc Ekstraliga wystosowała takie pismo?

- W mojej ocenie takie działanie jest niepotrzebne, ponieważ wprowadza kibiców w błąd. Uważam, że kibice również powinni mieć dostęp do rzetelnych informacji na temat przebiegu postępowania i wiedzieć, na jakim etapie znajduje się procedura wyboru wykonawcy.

- Czy podejrzewa pan, że za stanowiskiem Ekstraligi stoją jakieś naciski albo konflikty?

- Nie wiem, na czym miałyby polegać te naciski. Uzgodniliśmy konkretne działania i je realizujemy. Jestem w stałym kontakcie z prezesem Ekstraligi. Podczas naszej ostatniej rozmowy zapewniłem go, że jeśli pojawią się istotne informacje, o których Ekstraliga powinna wiedzieć, przekażę je bezpośrednio. Na tym etapie postępowanie nadal trwa, a my realizujemy plan przebudowy stadionu. Dlatego trudno mi zrozumieć, czemu miało służyć wystosowanie takiego pisma.

- Kibice tracą jednak cierpliwość i martwią się, że od ośmiu lat słyszą obietnice, a stadion przy Alejach Zygmuntowskich 5 wciąż nie został przebudowany. Kto odpowiada za te opóźnienia?

- Proces inwestycyjny rozpoczyna się w momencie projektowania, a kończy oddaniem obiektu do użytkowania. Postępowanie przetargowe jest częścią tego procesu. Mamy przygotowane finansowanie. Jesteśmy po ustaleniach z Wodami Polskimi, analizujemy kwestie dotyczące kładki. Mamy ocenę przeciwpożarową, program funkcjonalno-użytkowy, geometrię toru i określone parametry stadionu, podobnie jak część decyzji dotyczących rozbiórek. Niektóre prace już zostały wykonane. Teraz rozstrzygamy postępowanie i przechodzimy do kolejnych etapów realizacji inwestycji. Twierdzenie, że do tej pory nic nie zostało zrobione, jest niezgodne z faktami.

- Czy wcześniejszy pomysł budowy zupełnie nowego stadionu w innej lokalizacji nie opóźnił przebudowy obiektu przy Alejach Zygmuntowskich?

- To była dobra idea z punktu widzenia rozwoju sportu w Lublinie. Chodziło o obiekt wielofunkcyjny, który mógłby służyć żużlowi, piłce nożnej, siatkówce, koncertom i wielu innym wydarzeniom. Niestety, projektant nie wywiązał się z umowy, dlatego jesteśmy z nim w sporze. 

- Miasto przeznaczyło wcześniej około siedmiu milionów złotych na projekt nowego stadionu. Co stało się z tamtą inwestycją?

- Zabezpieczyliśmy siedem milionów złotych na projekt, podpisaliśmy umowę na jego przygotowanie i oczekiwaliśmy gotowej dokumentacji. To nie były jedynie deklaracje, ponieważ mieliśmy finansowanie, a wykonawca został wyłoniony w postępowaniu i zobowiązał się do realizacji zadania, z którego się nie wywiązał. Powtarzam, obecnie pozostajemy z tym projektantem w sporze. Uważam natomiast, że przebudowa stadionu przy Alejach Zygmuntowskich w obecnej formule jest dobrym rozwiązaniem. To miejsce związane z tradycją lubelskiego żużla, a nowy obiekt będzie służyć również innym dyscyplinom. Rozważamy między innymi mobilne lodowisko na płycie stadionu poza sezonem żużlowym. W pobliżu jest Icemania, mamy parkingi i istniejącą infrastrukturę.

- Ale przez lata były kolejne koncepcje, wizualizacje i zapowiedzi. Czy nie uważa pan, że ta historia podważa wiarygodność obecnych deklaracji miasta?

- Jesteśmy zdeterminowani, żeby zrealizować tę inwestycję. Zależy nam na jak najszybszym zakończeniu procedur i rozpoczęciu budowy, tak aby rozwiać wszelkie wątpliwości i jasno pokazać, że stadion powstanie.

- Czy może pan zagwarantować, że Motor spędzi poza Lublinem maksymalnie dwa sezony?

- Jestem przekonany, że tak będzie, ale proces budowlany ma to do siebie, że zdarzają się sytuacje niezależne zarówno od zamawiającego, jak i od wykonawcy. Przykładem jest Dworzec Metropolitalny, którego budowa przypadła na okres pandemii i wojny w Ukrainie. Podczas prac odkryto też niezinwentaryzowane zbiorniki po dawnej gazowni. Mimo to dworzec powstał. Zrobimy wszystko, żeby w 2028 roku żużel wrócił do Lublina, na Aleje Zygmuntowskie.

- Czy w przypadku dalszych komplikacji miasto rozważa pozostawienie Orlen Oil Motoru Lublin na obecnym stadionie choćby na część sezonu 2027?

- W 2027 roku rozpocznie się przebudowa stadionu, co oznacza, że w trakcie prac rozgrywanie na nim meczów nie będzie możliwe. Na terenie budowy, na częściowo rozebranym stadionie, trudno byłoby organizować zawody. Modernizacja ruszy, niezależnie od tego, gdzie klub będzie rozgrywał swoje mecze w tym okresie.

- A co z Tarnowem? Czy miasto uczestniczy w ustaleniach dotyczących stadionu zastępczego?

- Orlen Oil Motor Lublin jest prywatną spółką i jego władze podejmują decyzje dotyczące miejsca rozgrywania spotkań. Tarnów to miasto z tradycjami żużlowymi. Jest tam klimat wokół tego sportu i kibice, którzy mogą być zainteresowani oglądaniem Motoru. Tarnów nie jest też bardzo daleko od Lublina.

- Czy czuje pan wsparcie radnych opozycji dla przebudowy stadionu?

- Może odpowiem na to pytanie nieco inaczej. Radni Prawa i Sprawiedliwości krytykowali budowę Areny Lublin, a dziś ci sami radni chodzą na mecze Motoru Lublin, który gra w Ekstraklasie, i mu kibicują. Podobnie jest, moim zdaniem, z Dworcem Metropolitalnym. Osoby, które wcześniej go krytykowały, teraz chętnie z niego korzystają. Przypuszczam, że podobnie będzie ze stadionem żużlowym. Kiedy powstanie, jego aktualni krytycy będą chcieli uczestniczyć w uroczystym otwarciu i przecinać wstęgę. To zresztą dość charakterystyczny schemat w przypadku inwestycji publicznych.

- Czyli mimo problemów z przetargiem podtrzymuje pan deklarację, że przebudowa stadionu zostanie zrealizowana?

- Tak, jesteśmy zdeterminowani. Chcemy prawidłowo zakończyć postępowanie, wybrać wykonawcę, który daje gwarancję realizacji zadania, a następnie jak najszybciej rozpocząć prace. Zrobimy wszystko, żeby w 2028 roku żużel ponownie zagościł na Alejach Zygmuntowskich.

ROZMAWIALI JAN MAZUREK I PAWEŁ PUZIO

Więcej o autorze / autorach:
Podziel się
Oceń

Komentarze

Reklama