17 października odbył się 7. Lubelski Marsz Równości. Przebiegł bez zakłóceń, w dość spokojnej atmosferze, również dlatego, że w tym samym czasie Motor Lublin mierzył się ze Śląskiem Wrocław i środowiska kibicowskie, wrogo nastawione do tych związanych z ruchem LGBTQ+, nie mogły być w dwóch miejscach naraz.
Wzdłuż trasy, którą przebiegł Masz Równości, przemieszczali się jednak pojedynczy kontrmanifestanci z Fundacji Życie i Rodzina. Rozmawialiśmy z jej przedstawicielem Markiem Wilczewskim.
- Dlaczego sprzeciwiacie się postulatom uczestników Marszu Równości?
- Uważamy, że realizacja ich postulatów stanowi zagrożenie dla społeczeństwa. Chodzi o krzywdę dzieci, dekonstrukcję społeczeństwa i całkowite rozbicie rodziny jako tkanki społecznej - mówił nam Wilczewski z Fundacji Życie i Rodzina.
Mekler krytykuje Marsz Równości
Po jakimś czasie do przedstawicieli Fundacji Życie i Rodzina dołączył Rafał Mekler, polityk Konfederacji z Lubelszczyzny i lider tutejszego Ruchu Narodowego.
- Bliżej panu do kontrmanifestacji niż do Marszu Równości, prawda?
- Zdecydowanie tak.
- Co według pana jest tak szkodliwego w Marszu Równości?
- Na banerach przygotowanych przez Fundację Życie i Rodzina mamy dokładnie wypisane, do czego prowadzi afirmacja homoseksualizmu i forsowane zmiany w prawie. Widzimy to na przykładzie państw Zachodu. Zaczyna się od małżeństw, później pojawia się adopcja, a następnie surogacja, czyli handel ludźmi. Wchodzimy wtedy na zupełnie inny poziom szkodliwości. Mamy sytuację, w której ktoś intencjonalnie powołuje do życia dziecko po to, żeby było przedmiotem zabawy dwojga aberrantów. Możemy się obrażać na naturę albo nie, ale do stworzenia rodziny potrzebni są kobieta i mężczyzna. W każdej innej sytuacji do powołania dziecka na świat potrzebna jest osoba trzecia. Tworzy się więc ramy prawne, które prowadzą do krzywdy dziecka. To mój podstawowy zarzut.
- Co jeszcze budzi pana sprzeciw?
- Rozbijanie struktury rodziny. Najważniejsze powinno być dobro dziecka. Znamy wiele przykładów sytuacji, w których adopcja przez pary homoseksualne skończyła się dla dzieci bardzo źle. Wynika to z natury. Tylko rodzina złożona z kobiety i mężczyzny jest w stanie zapewnić dziecku pełne spektrum emocjonalności, którego potrzebuje. Każda inna forma jest krzywdą dla dzieci. Jest jeszcze jedna rzecz. Moim zdaniem mamy tutaj do czynienia z afirmacją najbardziej prymitywnych instynktów. Oczywiście instynkty wynikają z natury, ale mamy też kulturę, która powinna je ograniczać. Powinniśmy umieć nad nimi panować. Człowiek z natury dąży do przedłużenia gatunku, przekazania swoich genów. Tutaj mamy sytuację odwrotną.
- Zwraca pan również uwagę na polityczny charakter marszu?
- Tak. Widzimy tutaj logotypy partii politycznych, między innymi Razem i Lewicy. To już pewnego rodzaju wstęp do kampanii wyborczej.
- Dlaczego Ruch Narodowy nie zorganizował własnej kontrmanifestacji? Widzimy jedynie przedstawicieli Fundacji Życie i Rodzina.
- Nie planowaliśmy kontrmanifestacji. Za poprzednich rządów Prawa i Sprawiedliwości, które przecież deklarowały przywiązanie do wartości rodzinnych, organizowaliśmy takie protesty. Kończyło się to zatrzymaniami dziesiątek kontrmanifestantów. Ludzie byli zamykani i skazywani. Zdarzało się, że nasi koledzy byli zatrzymywani tylko dlatego, że szli w kontrmanifestacji. Policji brakowało określonej liczby zatrzymanych, żeby się wykazać. Nie chcemy narażać ludzi na odpowiedzialność. Dlatego od dłuższego czasu preferujemy taką pokojową formę protestu. Uważam, że działa bardzo dobrze, bo dotyka istoty problemu.
- Jakiego problemu?
- Mam świadomość, że homoseksualizm istniał od zawsze. To pewnego rodzaju dewiacja, która pojawia się w historii ludzkości. Nie jesteśmy w stanie jej wyeliminować. Chodzi jednak o to, jakie znaczenie jej nadajemy. Jeżeli uznajemy, że dwoje ludzi tej samej płci ma takie same prawa jak rodzina, pojawiają się kolejne konsekwencje. Prawo do adopcji, ulgi podatkowe, przywileje przysługujące małżeństwom. A przecież państwo nie tworzy instytucji małżeństwa dla czyjegoś kaprysu. Ma ona konkretny cel społeczny. Małżeństwo kobiety i mężczyzny jest najlepszym miejscem do wychowywania dzieci. Państwo wspiera je również dlatego, że rodzina daje życie kolejnym obywatelom i podatnikom. To szczególnie ważne wobec problemów demograficznych Polski.
- Czy uważa pan, że postulaty środowisk LGBT wpływają negatywnie na młodzież?
- Oczywiście. Spójrzmy na Stany Zjednoczone. Donald Trump znacząco ograniczył promowanie tych ideologii i nagle okazało się, że odsetek młodzieży identyfikującej się jako LGBT spadł. Jeżeli odwrócimy modę, to ta moda częściowo znika. Człowiek jest w pełni ukształtowany psychicznie dopiero w wieku dwudziestu kilku lat. Wcześniej poszukuje swojej tożsamości, buntuje się przeciwko zastanemu światu. To normalne. Problem polega na tym, że zamiast pomagać młodym ludziom znaleźć odpowiedzi, utwierdzamy ich w fałszywych wyborach.
- Ma pan na myśli również osoby transpłciowe?
- Tak. Ludzie niejednokrotnie poddają się tranzycji pod wpływem różnych środowisk i lobby. Nie oznacza to jednak, że później stają się szczęśliwi. Często nadal nie akceptują siebie, a dodatkowo są okaleczeni. To całe spektrum problemów, z którymi powinniśmy się zmierzyć. Człowiek z natury jest binarny. Opowiadanie historii o ponad 150 płciach jest absurdem. Biologia i genetyka świadczą o czymś innym. Rozumiem, że ktoś może źle czuć się we własnym ciele, ale powinno to wymagać szeregu badań lekarskich. Sama tranzycja nie rozwiąże jego problemów.
- A sam Marsz Równości w Lublinie? Uważa go pan za wydarzenie szkodliwe czy jednak za przejaw wolności zgromadzeń i prawa do wyrażania własnych poglądów?
- Czy dopuszczamy w przestrzeni publicznej każdą ideologię? Nie każdą, bo są ideologie zakazane. A dlaczego niektóre ideologie są zakazane? Bo są szkodliwe.

Komentarze