Przejdź do głównych treściPrzejdź do wyszukiwarkiPrzejdź do głównego menu
Reklama

Marsz Równości na ulicach Lublina. Krzyczeli: Miłość, równość, cebularze!

- Nie będziemy prosić się o tolerancję. Chcemy akceptacji, aborcji na żądanie, małżeństw jednopłciowych, praw dla transów, gejów i lesbijek! Chcemy kochać, nie udawać! Chcemy wolności i równości w Europejskim Mieście Kultury! Idziemy zmieniać Lublin! - krzyczeli uczestnicy 7. Lubelskiego Marszu Równości.

- Miłość, równość, cebularze! - przeczytała Shady Lady i zaniosła się śmiechem.

Jedna z najbardziej rozpoznawalnych polskich drag queen, artystka, perfomerka i aktywistka na rzecz osób LGBT+ jechała na platformie i animowała zabawę podczas 7. Lubelskiego Marszu Równości. Rysunek cebularza, okraszony słowami „miłość” i „równość” z daleka rzucał się w oczy, podobnie jak inne transparenty: „Transition changes lives”, „Born this way”, „Smash the patriarchy!”, „Uderz Queerem w kapitalizm”, „Kochać, nie dyskryminować”, „Konopnicka była lesbą”, „Maria Queery Skłodowska”.

Wolne z wolnymi

Tegoroczny Marsz Równości w Lublinie odbył się pod hasłem „Wolne z wolnymi. Równe z równymi”, bezpośrednio nawiązującym do historycznego motta Unii Lubelskiej: „Wolni z wolnymi, równi z równymi”. Organizatorzy ze Stowarzyszenia Unia Równości przekonywali, że w ten sposób odwołują się do historii miasta, idei dialogu, współpracy, budowania wspólnoty. Do udziału w pochodzie zapraszali wszystkich mieszkańców, niezależnie od orientacji seksualnej czy przynależności do społeczności LGBTQ+.

Marszowi towarzyszyły zresztą wydarzenia z cyklu Kultura dla Równości. Od 9 do 20 października w lubelskich instytucjach kultury zaplanowano pokazy filmowe, warsztaty, spotkania i dyskusje poświęcone prawom człowieka, przeciwdziałaniu dyskryminacji, doświadczeniom osób LGBTQ+. W program zaangażowały się chociażby Centrum Kultury, Galeria Labirynt i Spójnik. Wstęp na wydarzenia był bezpłatny, honorowy patronat nad inicjatywą objęli prezydent Krzysztof Żuk, Magdalena Biejat, wicemarszałkini Senatu i Przedstawicielstwo Komisji Europejskiej.

Po godność

Organizatorzy 7. Lubelskiego Marszu Równości nie narzekali na frekwencję. Przyszło kilkaset osób.

- To oznacza, że dla kogoś nasza inicjatywa jest ważna. Na pierwszym marszu była tylko garstka uczestników. Idziemy po wolność, równość i miłość dla wszystkich. Chodzi nam o możliwość swobodnego wyrażania uczuć, bez szykan i dyskryminacji. Walczymy o równość małżeńską i równe prawa dla wszystkich. Ale również o pokój na całym świecie. Chcemy, żeby każdy mógł czuć się bezpiecznie - przekonywał nas jeden z przedstawicieli Stowarzyszenia Unia Równości.

- Przeciwieństwem stresu mniejszościowego jest godność i o nią idziemy. Idziemy również w intencji małżeńskiej, chcemy móc nazywać się mężami swoich mężów i żona swoich żon - mówiła przez mikrofon Jolanta Sienkiewicz-Prochowicz, też zaangażowana w Stowarzyszenie Unia Równości.

Wraz z żoną Alicją Sienkiewicz-Prochowicz są jedną z pierwszych par jednopłciowych, których zagraniczne małżeństwo zostało uznane przez polski sąd. Pobrały się 27 lipca 2023 roku na portugalskiej Maderze. Po powrocie do Polski rozpoczęły batalię o wpisanie aktu ślubu do krajowego rejestru. Początkowo odmówiły im Urząd Stanu Cywilnego w Lublinie i wojewoda lubelski. Przełom nastąpił 28 kwietnia 2026 roku. Wojewódzki Sąd Administracyjny w Lublinie nakazał transkrypcję dokumentu. Był to czwarty taki wyrok w Polsce i pierwszy dotyczący pary jednopłciowej na stałe mieszkającej w kraju. Kobiety otrzymały polski akt małżeństwa 31 lipca, ale w rejestrze PESEL nadal figurowały jako panny. Dopiero 26 sierpnia urzędnicy zmienili ich stan cywilny na „zamężna”. Zakończyło to trwający ponad trzy lata spór o urzędowe uznanie ich małżeństwa. 

Wszyscy o mnie wiedzą

Wśród uczestników Marszu Równości przechadzał się ubrany na tęczowo Kazimierz Strzelec, znany aktywista LGBT+ z gmina Niedrzwica Duża. W PRL-u ukrywał swoją orientację seksualną.

- Wyoutowałem się dopiero w wieku 47 lat. 

- Dlaczego tak późno?

- Bo wcześniej było to niebezpieczne. Z jednej strony: opresyjna władza, która nie tolerowała homoseksualistów. Z drugiej strony: homofobiczne społeczeństwo. Żyło się w ciągłym strachu. Nie wiedziałem, czy rodzina mnie nie wyrzuci, czy nie stracę pracy. Z takimi obawami trzeba było żyć każdego dnia.

- Jak wygląda życie homoseksualisty w Polsce w 2026 roku? Społeczeństwo jest mniej homofobiczne niż kiedyś?

- Zdecydowanie się zmieniło. Oczywiście, nie jest tak, że wszyscy nas kochają i w pełni akceptują. Ale moja orientacja nie jest już problemem. W pracy jestem wyoutowany. Wszyscy o mnie wiedzą, od kolegów po przełożonych. Nie mam z tego powodu żadnych problemów.

- Który to pana Lubelski Marsz Równości?

- Siódmy - uśmiecha się Kazimierz Strzelec. 

Wierzący jak inni

Wzdłuż kolorowego pochodu 7. Lubelskiego Marszu Równości przemieszczała się niewielka grupa kontrmanifestantów, która przekonywała o szkodliwości społeczności LGBTQ+ i zachęcała do nawrócenia się w kierunku Boga.

- Jestem osobą wierzącą, tak samo jak inni ludzie. Jestem gejem i dla mnie to normalność. Takich ludzi jest tutaj więcej. Należymy do Fundacji Wiara i Tęcza - mówi Kazimierz Strzelec. 

- Zawsze pojawiają się tutaj organizacje, które są nam przeciwne. Przyzwyczailiśmy się. Mogą do nas dołączyć - dodawał przedstawiciel Stowarzyszenia Unia Równości.

Przyszła dla swoich ludzi i samej siebie

- Przyszłam tutaj przede wszystkim dla moich ludzi i dla tej pięknej atmosferę atmosfery. Lubię muzykę, lubię tańczyć, lubię kolorowe stroje, lubię całą tę estetykę, no wszystko lubię. Ale ważne są też dla mnie wartości, które reprezentuje marsz. Uważam, że każdy powinien móc żyć po swojemu i nie być z tego powodu oceniany - przekonuje Alicja, która uczy się w jednym z lubelskich liceów.

- Jestem osobą trans, więc dla mnie ten marsz ma osobiste znaczenie. Nie wszędzie jestem akceptowana. Ale mam swoje bezpieczne miejsca. Tu na przykład nie muszę zastanawiać się, jak ktoś na mnie spojrzy albo jak mnie skomentuje. Mogę po prostu być sobą. Chciałabym, żeby tak wyglądało również zwykłe życie, a nie tylko jeden dzień w roku - stwierdza osoba transpłciowa, która na Lubelski Marsz Równości przyjechała z Warszawy. Przedstawia się jako Y, nie ma tak na imię, ale woli pozostać anonimowa.

Miłość, równość, cebularze

Na Lipowej chwilowo psują się głośniki, z których sączą się popowe hity. Shady Lady wykorzystuje ten moment i zachęca uczestników Marszu Równości do wspólnego skandowania.

 - Miłość, równość, cebularze!

- Nasze prawa to nie zabawa!

- Solidarność, nasza siła. Czy to chłopak, czy dziewczyna, wszyscy jesteśmy rodziną!

- Lesbijki robią hałas!

- „Pedały” robią hałas!

- Trans robią hałas!

W postać Shady Lady wciela się Sebastian Mucha. Artystka, performerka i aktywistka na rzecz osób LGBT+. Na scenie zadebiutowała w 2018 roku, wygrywając Kim Lee Drag Queen Festiwal. Występowała w teatrach i klubach w całej Polsc. Prowadziła warszawską Paradę Równości. W 2022 roku wydała debiutancki album „Pokussa Na Parkiecie”. Jej projekty artystyczne prezentował również magazyn „Vogue”. Szerszej publiczności dała się poznać jako jedna z mentorek telewizyjnego programu „Czas na Show. Drag Me Out!” w TVN.

- Chcemy aborcji na żądanie! Chcemy małżeństw! Chcemy praw dla transów, gejów i lesbijek! Chcemy kochać, nie udawać! Chcemy wolności i równości w Europejskim Mieście Kultury! Idziemy zmieniać Lublin. Nie będziemy prosić się o tolerancję. Chcemy akceptacji. Chcemy żyć w mieście, które jest piękne, kolorowe, uśmiechnięte - puentowała Shady Lady, gdy 7. Lubelski Marsz Równości zrobił koło wokół centrum i wrócił na plac przy ulicy Peowiaków.

Mikrofon przejęli organizatorzy ze Stowarzyszenia Unia Równości.

- Wracajcie bezpiecznie do domów. Trzymajcie się razem i idźcie głównymi drogami. Policja apeluje, żeby dla własnego bezpieczeństwa tymczasowo schować symbole.

Więcej o autorze / autorach:
Podziel się
Oceń

Komentarze

Reklama