Przejdź do głównych treściPrzejdź do wyszukiwarkiPrzejdź do głównego menu
Reklama

Mariusz Misiura (Motor Lublin): Szacunek dla kibiców, bo doping nie cichnie w trudnych momentach

Motor Lublin drugi raz w przeciągu sześciu dni strzelił bramkę na 3:2 w doliczonym czasie gry. Tym razem pokonał u siebie Śląsk Wrocław. Jak trenerzy oceniają spotkanie?
Mariusz Misiura (Motor Lublin): Szacunek dla kibiców, bo doping nie cichnie w trudnych momentach

Autor: DW

Ante Simundza (Śląsk Wrocław)

– Trudno skomentować ten mecz. Wynik 3:2 nie pokazuje wszystkiego, ale trzeba przyznać, że Motor był w tym spotkaniu lepszy. Nie mogę powiedzieć, że zawodnicy nie pokazali charakteru i intensywności, ale poziom naszej gry był zdecydowanie za niski. Gratuluję rywalom trzech punktów. Co poszło nie tak? Nie mogliśmy utrzymać się przy piłce, wymienić kilku podań, popełnialiśmy proste błędy techniczne i zagrywaliśmy po prostu niecelnie. Wiedzieliśmy, co chciał robić Motor, przeciwnik niczym nas nie zaskoczył. Nie byliśmy w stanie założyć pressingu, kiedy byli przy piłce i nie byliśmy groźni w ataku. Oni byli szybsi, lepsi technicznie, więcej biegali, ogólnie nie byliśmy na ich poziomie, żeby z nimi rywalizować. Byliśmy przygotowani na wszystko pod względem taktycznym, ale nie byliśmy w stanie się wybronić. Trenujemy, wiemy jak mamy bronić, ale nie potrafimy tego pokazać na boisku.

Mariusz Misiura (Motor Lublin)

– Doświadczamy najtrudniejszej drogi z możliwych. Nasza współpraca jest krótka, na początku sezonu byliśmy świadkami dobrych meczów, ale wynik się nie zgadzał. Ten mecz ze Śląskiem, zagraliśmy dobrze, pełna kontrola, sytuacje, a na 0:1 strzela przeciwnik. Niewykorzystany karny, remis, znowu bramka dla przeciwnika. Charakter, wiara i mądrość, jaki ta drużyna pokazała, jak reagowaliśmy na modyfikacje przeciwnika – to wszystko najtrudniejsza droga przez te 3-4 miesiące. Cieszę się, że jako trener czegoś takiego doświadczam, wierzę, że dużo mnie to nauczy. Dziękuję piłkarzom i wszystkim pracownikom klubu, że w trudnym momencie jesteśmy razem. Sam mecz, to totalna kontrola, dominacja, a wynik 3:2 nie odzwierciedla tego, co się działo. Cieszy, że finalnie ten wynik jest bardzo dobry. Często w piłce jest tak, ze grasz dobry mecz, a wynik się nie zgadza.

Kibice...

– Fantastyczne widowisko, ostatni raz był pełny stadion w pucharze i też wygraliśmy. Patrząc jak dopingowali, na takie emocje nie mogą narzekać. Bramka w ostatnich minutach na 3:2. Atmosfera w Lublinie jest świetna, kibice potrafią nieść naszą drużynę. W trudnych momentach doping nie cichnie, duży szacunek. Mi kibice ułatwiają pracę, bo nie musze nie wiadomo, jak motywować zespół. Jak kibice śpiewają hymn, to już jest adrenalina i chęć pokazania się z jak najlepszej strony.

Stracone bramki...

– Patrząc, jak chcieliśmy grać mocno ofensywnie, ile ryzykowaliśmy zostawiając obrońców jeden na jeden, to płacimy za to. Patrząc na te wszystkie akcje prawą stroną, to ciężko mi jest mając Lubereckiego i Lukoszka na bokach obrony, zakazywać im włączania się do akcji ofensywnych, bo robią to świetnie. Konsekwencje są takie, że zostajemy wtedy w obronie dwoma środkowymi obrońcami i przeciwnicy na tym skorzystali. Nie mam zamiaru zmieniać naszej filozofii, chcemy ryzykować, wierzę, że takie błędy już się nam nie przytrafią, jak przy pierwszej bramce. „Trata” żartował, że drużyna mu uratowała tyłek, bo zrobił grudniowy prezent. Cieszę się, że drużyna świetnie reagowała i wierzyła mimo różnych niepowodzeń, to pokazuje charakter, że drużyna się nie poddaje i wierzy do końca.

Gol na 0:1...

– Nie widziałem powtórki, w przerwie nie wróciłem do tej sytuacji. Mam takie podejście, że mówienie o oczywistych rzeczach w niczym by nie pomogło. Zawodnicy byli źli, Gasper był zły. W przerwie skupiliśmy się jednak na tym, co musimy poprawić, żeby Śląska pokonać, a nie tracić czas na wytykanie błędów. Na to przyjdzie czas. Mogliśmy zagrać bardziej odpowiedzialnie. 

Co było kluczowe, aby odwrócić wynik...

– Taka jest piłka. Grasz dobrze, przeciwnik jest w twoim polu karnym raz albo dwa i przegrywasz. Masz sytuacje, rzut karny, stoisz przy linii i nie wierzysz w wynik. Wiara cały czas, czytanie z trenerami co można zmienić, jakie wskazówki przekazać. Zawodnicy też pomagają, Ivo miał ciekawe wnioski, Rony Lopes tak samo. Mamy mądrych ludzi w klubie, a mówiąc krótko – wygraliśmy dzięki współpracy na wielu szczeblach.

Rzuty karne...

– Widziałem przy drugiej sytuacji mocne szarpnięcie za koszulkę, „Jacek” nie pudłuje z 6 metrów. Jak „Trata” chciał szybko wznawiać grę, to krzyczałem do niego, żeby się nie śpieszył, bo byłem przekonany, że będzie z tego karny. Sędziowie mieli trudne decyzje do podjęcia, ale podjęli słuszne. Mieliśmy już różne doświadczenia w tym sezonie, a najważniejsze jest to, że drużyna pokazała charakter, dostajesz cios na 1:2, ale ciągle pokazujesz, że możesz wygrać. Czasami mogą cię złamać taką bramką, nas jednak nie złamali.

– W przerwie na kadrę mieliśmy dwie gry wewnętrzne i różne turnieje 4-osobowe. Często gry kończyły się remisami, a rozstrzygały dopiero karne. Czubak, Yacine i „Jacek” bardzo dobrze je strzelali. Ta trójka dobrze to robi i sami decydują w czasie meczu, kto podejdzie do piłki.

Występ Karola Czubaka...

– Potrafił w tym meczu dojść do wielu sytuacji, a to pozytyw. Obrońcy poświęcają mu naprawdę mnóstwo uwagi i nie jest łatwo, aby znalazł się w takiej stuprocentowej sytuacji. Jemu się udaje, będzie niezadowolony, że nie zamienił żadnej z nich na bramkę. Jeżeli np. w Lubinie będzie jednak kolejny karny, to ja bym sobie życzył, aby to Karol podszedł do piłki i udowodnił sobie, że potrafi. Każdy z nich robi wszystko, żeby drużyna wygrała.

Więcej o autorze / autorach:
Podziel się
Oceń

Komentarze

Reklama