Wielbłąd bramkarza
Pierwszą groźną akcję „meczu brajdaków”, jak reklamowały go kluby przeprowadzili goście. Luka Marjanac „złamał” akcję z lewego skrzydła do środka i uderzył po krótkim rogu. Gasper Tratnik był jednak na posterunku i odbił piłkę na rzut rożny. Po chwili odpowiedzieli gospodarze. Jacques Ndiaye sprytnie, bo szybko rozpoczął grę z autu. Wyrzucił piłkę daleko do Karola Czubaka, a ten od razu „ładował” na bramkę. Karol Niemczycki po raz pierwszy, ale nie ostatni wykonał swoją robotę bez zarzutu.
Niestety, w jedenastej minucie tego samego nie można było powiedzieć na temat Tratnika. Słoweniec sporo ryzykował, ale zdecydował się kiwnąć jednego rywala. To wyszło mu dobrze. Problem w tym, że po chwili podał pod nogi drugiego. W polu karnym efektownie do Piotra Samca-Talara odegrał Marjanac. Kapitan przyjezdnych minął bramkarza i wyłożył futbolówkę do Przemysława Banaszaka. Ten ostatni, były zawodnik Górnika Łęczna z bliska umieścił piłkę w siatce.
Do przerwy Motor grał, strzelił Śląsk
W kolejnych fragmentach pierwszej połowy drużyna Mariusza Misiury zdominowała przeciwnika. Ekipa z Wrocławia miała problem, żeby wyjść ze swojej połowy. Było też kilka okazji, żeby wyrównać. Dwie z nich pojawiły się w 21 minucie. Najpierw Ndiaye „zakręcił” obrońcą i dośrodkował na głowę do Czubaka. Znowu świetnie spisał się jednak Niemczycki. Po chwili w pole karne wrzucił Kamil Lukoszek. Trzeci pojedynek Karolów ponownie wygrał jednak golkiper Śląska.
Później tak klarownych okazji już nie było, ale ostatecznie żółto-biało-niebiescy oddali przed przerwą aż 18 strzałów. Mimo to schodzili do szatni przegrywając 0:1. Dokładnie tak samo, jak w poniedziałek. Na tym etapie spotkania można było powiedzieć, że Motor grał, a strzelał Śląsk.
Huśtawka nastrojów
Druga połowa rozpoczęła się dla miejscowych idealnie. Przynajmniej tak się wydawało. Makan Aiko wywalczył rzut karny, chociaż dopiero po interwencji VAR. Czubak znowu stanął oko w oko z Niemczyckim, ale po raz czwarty musiał uznać wyższość rywala. W tym momencie wydawało się, że bramkarz przyjezdnych musi być bohaterem zawodów.
Innego zdania był Aiko. Yacine Bourhane posłał świetne długie podanie w pole karne, a skrzydłowy z Francji nic nie robił sobie z obecności dwóch obrońców. To on dopadł do piłki i w trudnej sytuacji kompletnie zaskoczył bramkarza uderzeniem pod poprzeczkę.
Drugie trafienie, to tylko kwestia czasu, bo przecież mamy totalną kontrolę nad meczem – mogli pomyśleć sobie kibice z Lublina. Tymczasem Samiec-Talar zagrał na wolne pole, a Malaly Dembele w sytuacji sam na sam pokonał Tratnika. Boczny arbiter pokazał spalonego jednak VAR uznał gola. A to oznaczało, że Motor znowu musi gonić.
W 73 minucie mecz mógł jednak zamknąć klub z Wrocławia. Samiec-Talar odrobinę za mocno podał w szesnastkę do Banaszaka, który nie zdołał wpakować piłki do siatki. Nie było 1:3, to za chwilę zrobiło się 2:2. Po rzucie rożnym Niemczycki odbił strzał Marka Bartosa, ale przy dobitce stojącego przy słupku... Christophera Simona był bezradny. W ten sposób Senegalczyk w drugim spotkaniu z rzędu zdobył gola po stałym fragmencie.
VAR po stronie gospodarzy
Kiedy wydawało się, że „mecz brejdaków” zakończy się polubownie, VAR wrócił do starcia w polu karnym. Ndiaye zdołał oddać strzał, ale był trzymany przez rywala.
Werdykt? Drugi karny. Tym razem odpowiedzialność wziął na siebie Bourhane i chociaż Niemczycki wyczuł jego intencje, to piłka po rękach golkipera jednak wylądowała w siatce. A to oznaczało, że mimo olbrzymich problemów, Motor zrobił swoje i zgarnął drugi komplet punktów z rzędu. Dzięki temu sytuacja w tabeli wygląda teraz znacznie lepiej niż w poniedziałek rano. Wtedy było tylko sześć punktów, teraz jest dwa razy więcej.
Motor Lublin – Śląsk Wrocław 3:2 (0:1)
Bramki: Aiko (61), Simon (77), Bourhane (90+2-z karnego) – Banaszak (11), Dembele (66).
Motor: Tratnik – Lukoszek (71 Ronaldo), Bartos, Plavotić, Luberecki, Bourhane, Rony Lopes (82 Tall), Simon (90+4 Meyer), Ndiaye, Czubak, Aiko (82 Santos).
Śląsk: Niemczycki – Matsenko, Ba, Malec, Timossi Andersson (80 Jurcec), Linetty, Shabani (85 Tomasiewicz), Llinares, Samiec-Talar (85 Ciućka), Marjanac (46 Dembele), Banaszak (75 Camoes).
Żółte kartki: Ndiaye, Czubak – Banaszak, Llinares, Niemczycki.
Sędziował: Sebastian Krasny (Kraków).
Widzów: 15.200.

Komentarze