Przejdź do głównych treściPrzejdź do wyszukiwarkiPrzejdź do głównego menu
Reklama
ZDJĘCIA, WIDEO

Motor Lublin, czyli specjaliści od goli w doliczonym czasie gry

Posiadanie piłki: 66-34. Strzały: 29-6, w tym celne 11-3. Na dokładkę współczynnik goli oczekiwanych: 3,84-0,77. Wszystkie statystyki w sobotę przemawiały za Motorem Lublin. Mimo to niewiele zabrakło, a Śląsk Wrocław wracałby do domu przynajmniej z punktem. Gospodarze dopiero w końcówce zdobyli gola na 3:2, tak samo zresztą, jak w poniedziałek podczas spotkania z Radomiakiem.

Wielbłąd bramkarza

Pierwszą groźną akcję „meczu brajdaków”, jak reklamowały go kluby przeprowadzili goście. Luka Marjanac „złamał” akcję z lewego skrzydła do środka i uderzył po krótkim rogu. Gasper Tratnik był jednak na posterunku i odbił piłkę na rzut rożny. Po chwili odpowiedzieli gospodarze. Jacques Ndiaye sprytnie, bo szybko rozpoczął grę z autu. Wyrzucił piłkę daleko do Karola Czubaka, a ten od razu „ładował” na bramkę. Karol Niemczycki po raz pierwszy, ale nie ostatni wykonał swoją robotę bez zarzutu.

Niestety, w jedenastej minucie tego samego nie można było powiedzieć na temat Tratnika. Słoweniec sporo ryzykował, ale zdecydował się kiwnąć jednego rywala. To wyszło mu dobrze. Problem w tym, że po chwili podał pod nogi drugiego. W polu karnym efektownie do Piotra Samca-Talara odegrał Marjanac. Kapitan przyjezdnych minął bramkarza i wyłożył futbolówkę do Przemysława Banaszaka. Ten ostatni, były zawodnik Górnika Łęczna z bliska umieścił piłkę w siatce.

Do przerwy Motor grał, strzelił Śląsk

W kolejnych fragmentach pierwszej połowy drużyna Mariusza Misiury zdominowała przeciwnika. Ekipa z Wrocławia miała problem, żeby wyjść ze swojej połowy. Było też kilka okazji, żeby wyrównać. Dwie z nich pojawiły się w 21 minucie. Najpierw Ndiaye „zakręcił” obrońcą i dośrodkował na głowę do Czubaka. Znowu świetnie spisał się jednak Niemczycki. Po chwili w pole karne wrzucił Kamil Lukoszek. Trzeci pojedynek Karolów ponownie wygrał jednak golkiper Śląska.

Później tak klarownych okazji już nie było, ale ostatecznie żółto-biało-niebiescy oddali przed przerwą aż 18 strzałów. Mimo to schodzili do szatni przegrywając 0:1. Dokładnie tak samo, jak w poniedziałek. Na tym etapie spotkania można było powiedzieć, że Motor grał, a strzelał Śląsk.

Huśtawka nastrojów

Druga połowa rozpoczęła się dla miejscowych idealnie. Przynajmniej tak się wydawało. Makan Aiko wywalczył rzut karny, chociaż dopiero po interwencji VAR. Czubak znowu stanął oko w oko z Niemczyckim, ale po raz czwarty musiał uznać wyższość rywala. W tym momencie wydawało się, że bramkarz przyjezdnych musi być bohaterem zawodów.

Innego zdania był Aiko. Yacine Bourhane posłał świetne długie podanie w pole karne, a skrzydłowy z Francji nic nie robił sobie z obecności dwóch obrońców. To on dopadł do piłki i w trudnej sytuacji kompletnie zaskoczył bramkarza uderzeniem pod poprzeczkę.

Drugie trafienie, to tylko kwestia czasu, bo przecież mamy totalną kontrolę nad meczem – mogli pomyśleć sobie kibice z Lublina. Tymczasem Samiec-Talar zagrał na wolne pole, a Malaly Dembele w sytuacji sam na sam pokonał Tratnika. Boczny arbiter pokazał spalonego jednak VAR uznał gola. A to oznaczało, że Motor znowu musi gonić. 

W 73 minucie mecz mógł jednak zamknąć klub z Wrocławia. Samiec-Talar odrobinę za mocno podał w szesnastkę do Banaszaka, który nie zdołał wpakować piłki do siatki. Nie było 1:3, to za chwilę zrobiło się 2:2. Po rzucie rożnym Niemczycki odbił strzał Marka Bartosa, ale przy dobitce stojącego przy słupku... Christophera Simona był bezradny. W ten sposób Senegalczyk w drugim spotkaniu z rzędu zdobył gola po stałym fragmencie.

VAR po stronie gospodarzy

Kiedy wydawało się, że „mecz brejdaków” zakończy się polubownie, VAR wrócił do starcia w polu karnym. Ndiaye zdołał oddać strzał, ale był trzymany przez rywala.

Werdykt? Drugi karny. Tym razem odpowiedzialność wziął na siebie Bourhane i chociaż Niemczycki wyczuł jego intencje, to piłka po rękach golkipera jednak wylądowała w siatce. A to oznaczało, że mimo olbrzymich problemów, Motor zrobił swoje i zgarnął drugi komplet punktów z rzędu. Dzięki temu sytuacja w tabeli wygląda teraz znacznie lepiej niż w poniedziałek rano. Wtedy było tylko sześć punktów, teraz jest dwa razy więcej.

Motor Lublin – Śląsk Wrocław 3:2 (0:1)

Bramki: Aiko (61), Simon (77), Bourhane (90+2-z karnego) – Banaszak (11), Dembele (66).

Motor: Tratnik – Lukoszek (71 Ronaldo), Bartos, Plavotić, Luberecki, Bourhane, Rony Lopes (82 Tall), Simon (90+4 Meyer), Ndiaye, Czubak, Aiko (82 Santos).

Śląsk: Niemczycki – Matsenko, Ba, Malec, Timossi Andersson (80 Jurcec), Linetty, Shabani (85 Tomasiewicz), Llinares, Samiec-Talar (85 Ciućka), Marjanac (46 Dembele), Banaszak (75 Camoes).

Żółte kartki: Ndiaye, Czubak – Banaszak, Llinares, Niemczycki.

Sędziował: Sebastian Krasny (Kraków).

Widzów: 15.200.

Więcej o autorze / autorach:
Podziel się
Oceń

Komentarze

Reklama