Oczekiwania samorządowców przed warszawskim szczytem były ogromne. Zmęczeni rosnącą pętlą zadłużenia i biernością centrali, włodarze powiatów zjechali do stolicy, by żądać natychmiastowych działań ratunkowych: odblokowania zaległych płatności z NFZ za nadwykonania, zahamowania gigantycznego wzrostu kosztów operacyjnych oraz wdrożenia obiecanego programu oddłużeniowego. Rzeczywistość okazała się jednak chłodnym prysznicem.
Fiasko w Warszawie: Zamiast minister – podsekretarz, zamiast decyzji – brak pomysłu
Przebieg spotkania samorządowcy podsumowują w krótkich, ale dobitnych słowach: nastąpił kompletny brak konkretów. Na kluczowe pytania gospodarzy terenowych placówek nie miał kto odpowiedzieć, bo Minister Zdrowia w ogóle nie pojawiła się na spotkaniu, wysyłając w zastępstwie jedynie podsekretarza stanu. Rząd nie przedstawił żadnego planu na zahamowanie rosnących wydatków czy zwiększenie przychodów szpitali, a obiecany program oddłużeniowy wciąż pozostaje zamrożony. Co więcej, w kuluarach coraz głośniej mówi się o nieoficjalnej akceptacji dla doktryny likwidacji nawet 30% szpitali powiatowych w Polsce.
– Z dzisiejszego szczytu została mi tylko pamiątkowa fotka ze smutnym Pałacem Kultury w tle. Oczekiwania ze strony samorządowej były wielkie, ale konkretów ze strony rządowej – jak zwykle zero – podsumowuje gorzko starosta włodawski Mariusz Zańko.
Włodawski fenomen na tle ogólnopolskiej zapaści
O tym, jak dramatyczna jest sytuacja w kraju, najlepiej świadczą twarde dane bilansowe za pierwsze półrocze 2026 roku. Podczas gdy sąsiednie placówki na Lubelszczyźnie toną – szpital w Krasnymstawie zanotował 8 mln zł straty, a w Parczewie 6 mln zł – Szpital Powiatowy we Włodawie zamknął półrocze z wynikiem 0,5 mln zł na minusie.
Dla Włodawy to ogromny sukces i efekt twardego planu naprawczego. Jednak samorządowcy nie mają złudzeń: to tylko pudrowanie systemowej katastrofy. Nad włodawską lecznicą wciąż wisi 60 mln zł długu, z czego ogromną część stanowią wysoko oprocentowane pożyczki parabankowe zaciągnięte przez poprzedników.
Główne wnioski po szczycie: Dość okradania budżetów lokalnych
Nadzwyczajny szczyt przyniósł jasne i bezkompromisowe wnioski, pod którymi podpisują się samorządowcy od Pomorza po Podkarpacie. Przede wszystkim to samorządy płacą dziś za błędy całego systemu, ponieważ państwowy płatnik przekazuje środki z opóźnieniami sięgającymi nawet roku. Aby nie dopuścić do zamykania oddziałów, powiaty dosypują do szpitali miliony z własnych budżetów – przykładowo Powiat Włodawski w latach 2025–2026 przekazał ze swoich środków łącznie aż 11 mln zł wsparcia.
Najbardziej bulwersuje jednak fakt, że pieniądze zabierane bezpośrednio z naprawy lokalnych dróg czy edukacji w dużej mierze trafiają na spłatę wysokich odsetek w bankach i parabankach, których to kosztów nie refunduje ani NFZ, ani resort zdrowia. Przykłady z całej Polski – od zamknięcia szpitala w Miastku po protest głodowy w Sanoku – pokazują dobitnie, że nawet najlepsze zarządzanie na szczeblu powiatowym nie obroni lecznicy, dopóki państwo przerzuca koszty na lokalne budżety. Bez natychmiastowych decyzji na szczeblu rządowym i odblokowania środków ze strony NFZ, wdrożone lokalnie plany ratunkowe pozostaną jedynie tymczasowym odwlekaniem wyroku, a szpitale powiatowe będą po prostu umierały jeden po drugim.

Komentarze