Lubelscy działacze Konfederacji Korony Polskiej skarżą się na nadmierną częstotliwość wysyłania komunikatów Rządowego Centrum Bezpieczeństwa skierowanych do mieszkańców Lubelszczyzny i dotyczących rosyjskich ataków na Ukrainie.
- Coraz częściej na nasze telefony przychodzą alerty RCB. Mamy być gotowi i zachować czujność. Warto jednak zadać sobie pytanie, czy poprzez ciągłe ostrzeganie nie przyzwyczaja się nas do życia w poczuciu zagrożenia. Otrzymujemy komunikaty, które wielu ludziom wydają się mało przydatne. Niektórzy blokują powiadomienia, żeby mieć wreszcie spokój. I właśnie tutaj pojawia się problem. Jeżeli każdego dnia będziemy słyszeć o zagrożeniach, w końcu zaczniemy traktować je jak coś normalnego. Czy naprawdę chcemy, aby Polacy myśleli, że wojna jest czymś nieuniknionym? Czy rolą państwa powinno być straszenie obywateli? Czy raczej prowadzenie odpowiedzialnej polityki, która daje ludziom poczucie bezpieczeństwa? Czy te komunikaty zwiększają nasze poczucie bezpieczeństwa? Czy raczej sprawiają, że coraz bardziej oswajamy się z myślą o wojnie? - mówił Mariusz Widz, wiceprzewodniczący KKP w okręgu 6.
- W moim przekonaniu alerty i SMS-y są wysyłane po to, żeby wywoływać strach i panikę. Powinniśmy się nad tym zastanowić. Czy władza i rząd nie wiedzą, że strach wyłącza myślenie, a panika zabija? Takie działania są szczególnie niebezpieczne dla ludzi młodych i dzieci. Starsi rozumieją, jak funkcjonuje władza, dlatego nie przejmują się tym w takim stopniu. Natomiast psychika dzieci i młodzieży często nie wytrzymuje tych wszystkich alertów. Gdyby państwo rzeczywiście chciało zadbać o nasze bezpieczeństwo, powinno wykryć drona, zestrzelić go i w ogóle nikogo o tym nie informować. Nawet gdyby dron znalazł się w naszej przestrzeni powietrznej, w czym pomoże SMS? Nie mamy żadnych schronów. Gdzie dzieci mają się schronić? Przecież w ogóle nie jesteśmy przygotowani - dodawał Bogusław Domański, przewodniczący KKP w okręgu 6.
Nie żyjmy w lęku
Wiceprzewodnicząca Lucyna Kłoda przywitała się pozdrowieniem typowym dla lidera partii Grzegorza Brauna: „Szczęść Boże!”.
- Konflikt na Ukrainie trwa od co najmniej czterech lat. Niektórzy twierdzą, że od 2014 roku. Działania zbrojne toczą się ponad tysiąc kilometrów od naszej wschodniej granicy. Linia frontu nie zmieniła się od co najmniej trzech lat, najwyżej o pół kilometra. To dane dostępne nawet na Wikipedii. Co nagle zmieniło się w naszym województwie? Co zmieniło się w naszym kraju, że jesteśmy bombardowani alertami? Przeprowadzane są pilne ewakuacje szkół. Nasze dzieci zaczynają bać się do nich chodzić. Słyszymy już o przypadkach dzieci, które boją się wejść do szkoły, ponieważ obawiają się kolejnej ewakuacji i sprowadzenia do piwnic. Czy na tym ma polegać nasze życie? Czy osoby odpowiedzialne za te decyzje mają świadomość, jak wpływają one na dzieci? Czy zdają sobie sprawę z odpowiedzialności, jaka na nich spoczywa? Dlaczego nie ewakuuje się urzędów, starostw czy urzędów miast? Dlaczego wszystko skupia się na naszych dzieciach? Jaki jest tego cel? - pytała retorycznie Kłoda.
17 września 2026 roku, kiedy w całym województwie zawyły syreny alarmowe informujące o zagrożeniu z powietrza związanym z atakiem Rosji na zachodnią Ukrainę, tylko w Lublinie ewakuowano około 120 szkół i urzędów.
- Słyszymy również o absurdalnych wytycznych, które zabraniają rodzicom odbierania dzieci podczas alarmu. Podkreślam, że są to jedynie wytyczne. Rodzic jest prawnym opiekunem dziecka. Nie ma podstawy prawnej, która zabraniałaby mu odebrania dziecka ze szkoły. To my jesteśmy prawnymi opiekunami naszych dzieci, a nie organy państwa. Dlatego apeluję do wszystkich nauczycieli. To państwo będziecie ponosić odpowiedzialność prawną w sytuacji, gdy odmówicie wydania dziecka rodzicom. Nie ma prawa, które by tego zabraniało. Są tylko wytyczne. Dlaczego nasze dzieci są uczone ewakuacji i ucieczki, zamiast radzenia sobie w trudnych warunkach? Czy młode pokolenie ma być przygotowane wyłącznie do uciekania? Czy nasz naród jest zdolny tylko do ucieczki? Nasze dzieci powinny być uczone samoobrony, przetrwania w trudnych warunkach i zakładania opatrunków. Tymczasem słyszą tylko, że mają uciekać. Nie uczmy naszych dzieci życia w strachu i poczuciu zagrożenia. Nie uczmy ich wyłącznie ucieczki. W przestrzeni publicznej coraz głośniej mówi się o ewakuacjach i wysiedleniach. Każdy rodzic powinien zadać sobie pytanie, czy nie pojedzie za swoim dzieckiem wszędzie, dokądkolwiek zostanie ono skierowane. Oczywiście, że pojedzie. Dlatego zastanówmy się, dlaczego właśnie teraz zaczynamy uczyć nasze dzieci ewakuacji. Nie żyjmy w lęku - puentowała wiceprzewodnicząca lubelskiego oddziału Konfederacji Korony Polskiej.
Atmosfera strachu
- Oczywiście nikt nie twierdzi, że należy ignorować zagrożenia. Czym innym jest jednak informowanie o konkretnym niebezpieczeństwie, a czym innym podtrzymywanie atmosfery strachu. Polacy nie potrzebują codziennego strachu. Potrzebują bezpieczeństwa, pokoju i odpowiedzialnych decyzji. Nie chcemy, żeby kolejne pokolenie dorastało w przekonaniu, że konflikt zbrojny jest normalną perspektywą - przekonywał Mariusz Widz.
- Skandalem jest to, że władza wysyła SMS-y, a nawet nie wie, gdzie znajdują się rakiety. Jak mamy się czuć bezpiecznie? A może władza nie chce wiedzieć? Mam znajomych na granicy i wiem, że drony i przemytnicy są wykrywani niemal natychmiast. Dlaczego więc nie potrafimy wykrywać dronów wojskowych? Widzę tutaj schemat działania bardzo podobny do tego, który obserwowaliśmy podczas pandemii. Za pomocą strachu i paniki chce się nas wciągnąć w wojnę z Rosją. Oświadczam, że my, Polacy, nie zamierzamy walczyć na polach Ukrainy o interesy międzynarodowych organizacji finansowych. To nie jest nasza wojna. Jeżeli globaliści chcą prowadzić wojnę, niech sami biorą kałasznikowy na ramię i idą walczyć. Niech wysyłają swoje dzieci, ale nie nasze. My chcemy żyć w pokoju. Dla nas wojna to wychowywanie dzieci, pilnowanie pracy, rodzin i gospodarstw. Musimy dbać o swoją tożsamość narodową. Naszym największym zadaniem jest przetrwanie okupacji do czasu odzyskania niepodległości, a nie walka z Rosjanami na polach Ukrainy - deklarował Bogusław Domański.
Polska prowokuje Rosję
Przewodniczący Konfederacji Korony Polskiej w okręgu 6 stwierdził też, że nie ma pewności, co naprawdę stało się w nocy z 29 na 30 lipca 2026 w miejscowości Tarnawa-Kolonia na Lubelszczyźnie. Prokuratura poinformowała, że spadł tam rosyjski pocisk manewrujący Ch-101.
- Ja nie wierzę żadnym prokuraturom i nie wierzę w nic, co robi władza.
- A po co polskie wojsko i polska prokuratura miałyby kłamać w sprawie tej rakiety?
- Jest bardzo dużo powodów. Nie będę tego rozwijał.
- Wierzycie polskiemu wojsku?
- Wojsko powinno być przeznaczone do wykrywania, przechwytywania i zestrzeliwania rakiet, a nie do straszenia ludzi SMS-ami. Taki SMS nikomu życia nie uratuje. Zagrożenie śmiercią jest takie samo w budynku, sali gimnastycznej czy na zewnątrz. Nie mamy schronów.
- Trzeba budować schrony?
- Trzeba budować.
- Na wypadek zagrożenia militarnego?
- Każdy powinien mieć taki schron.
- Bardziej powinniśmy obawiać się zagrożenia ze strony Rosji czy Ukrainy?
- Nie wiemy, z której strony może nadejść zagrożenie. Moim zdaniem przede wszystkim powinniśmy żyć w pokoju ze wszystkimi. A schrony zawsze się przydadzą, gdyby coś poszło nie tak.
- Rosyjskie drony od czasu do czasu spadają bardzo blisko przejścia granicznego w Dorohusku. Powinniśmy to traktować, jako prowokacje ze strony Rosji?
- Nie, to nie jest nasz problem.
- Taki rosyjski dron czy rosyjska rakieta może spaść również po polskiej stronie, prawda?
- To wojsko powinno ją zestrzelić.
- I wysyłać wtedy alert RCB z informacją o zagrożeniu?
- Alerty RCB miałyby sens tylko wtedy, gdyby rakieta została wykryta, ale nie udałoby się jej zestrzelić. Dopiero wówczas powinien zostać wysłany taki alert. Inaczej nie ma to sensu.
- W państwa ocenie Polska eskaluje konflikt z Rosją?
- Polska nie jest napastnikiem.
- Ale prowokuje Rosję?
- W niektórych momentach widzę, że tak. Po co te różne akcje? Po co prowokacje? Przez polski teren przelatywały różnego rodzaju drony, które nie były wykrywane. Nie powinniśmy się mieszać w ten konflikt - zakończył Bogusław Domański z KKP.


Komentarze