Polska w ostatnich dekadach przeszła drogową rewolucję, która zepchnęła w niepamięć jednojezdniowe, niebezpieczne drogi krajowe - zastępując je nowymi, bezkolizyjnymi drogami szybkiego ruchu. Cała sieć dróg ekspresowych i autostrad liczy sobie już prawie 5,5 tysiąca kilometrów, podczas gdy 20 lat temu, a więc w 2006 roku, było ich zaledwie 915 - sześć razy mniej.
Mało nitek na zachód
W samym województwie lubelskim przez ten czas również sporo się zmieniło, powstała ekspresowa obwodnica Lublina, odcinek S17 łączący Lublin z Warszawą, S19 do Kraśnika i Rzeszowa, S12 do Puław, na północy austradowa obwodnica Białej Podlaskiej w ciągu A2, ekspresowa obwodnica Kocka w ciągu S19, czy obwodnica Tomaszowa Lubelskiego w ciągu S17. Kolejne kilometry sieci pozostają w budowie, w tym przede wszystkim odcinek Lublin-Lubartów.
Niestety, o ile połączenia województwa lubelskiego z Warszawą i Podkarpaciem faktycznie doczekały się zauważalnej poprawy, tak ekspresówek biegnących w kierunku zachodnim - wciąż brak. Lublin nadal nie ma ekspresowego połączenia ani z nie tak odległym Radomiem, ani z Kielcami, a więc także z Łodzią, Częstochową, czy Wrocławiem.
Wspomniana S12 kończy się tuż za Puławami i chociaż jej dalszy ciąg pozostaje w planach to jak dotąd nie ogłoszono nawet przetargu. Z kolei Kielce, według rządowych planów, ekspresowo (S74) połączyć mają się przede wszystkim z województwem podkarpackim. Nowa droga szybkiego ruchu poprowadzona zostanie przez Tarnobrzeg i Stalową Wolę by wpiąć się do S19 w okolicach Niska. Odcinka nowej "eski" do Kraśnika, który połączyłby ekspresowo Kielce z Lublinem w planach nie ma.
Z zachodu na wschód
Podobne braki zauważają włodarze miast i przedsiębiorcy po zachodniej stronie kraju wskazując m.in. na potrzebę połączenia drogą szybkiego ruchu Opola, Częstochowy i Kielc. Coraz głośniej robi się o nowej, oddolnej inicjatywie, która zjednoczyła samorządowców z regionu opolskiego, śląskiego i świętokrzyskiego. Chodzi o poprowadzenie drogi S46 z zachodu na wschód tzw. Szlakiem Staropolskim. Droga ta miałaby odciążyć autostradę A4 udostępniając bezpiecznie, szybkie połączenie wielu miastom pozostawionym dzisiaj nieco na uboczu drogowej transformacji.
Szlak połączyłby ekspresowo Kudowę-Zdrój, Opole, Częstochowę, Jędrzejów, Kielce, Kraśnik, Lublin i przejście graniczne w Dorohusku. Nie chodzi przy tym o budowę od zera całego tego kilkusetkilometrowego odcinka, ale wykorzystania istniejących lub budowanych już fragmentów dróg ekspresowych jak S7, S74, S12 i uzupełnienie tymi nowymi - jak "tytułowa" S46.
Gdyby te plany udało się wcielić w życie, Lubelszczyzna zyskałaby komfortowe połączenie nie tylko z sąsiednim województwem świętokrzyskim wraz z Kielcami (175 tys. mieszkańców), ale również z 200-tysięczną Częstochową i 120-tysięcznym Opolem, a pośrednio także z ziemią kłodzką oraz całym województwem śląskim zamieszkałym łącznie przez ponad 4,2 mln ludzi.
Kluczowy odcinek do Kielc
Z naszego, lubelskiego, punktu widzenia, kluczowy byłby zwłaszcza odcinek S74 z Opatowa do Kraśnika oraz połączenie S19 z S12 na południe od Lublina, co domknęłoby ekspresowy "ring" wokół Koziego Grodu. Pozostałe drogi wchodzące potencjalnie do "Szlaku" na Lubelszczyźnie są w budowie lub przetargach.
Inicjatywą utworzenia "Staropolskiego" połączenia już rok temu odświeżyli radni Częstochowy, którzy skierowali do premiera wezwanie do reaktywacji projektu porzuconego dekady temu przez władze centralne. W kolejnych miesiącach podobne uchwały intencyjne przygotowały samorządy w Opolu, Kluczborku i Kielcach.

Odciążyć A4
Co na rząd? Resort infrastruktury studzi zapędy miast i wielu popierających tę inicjatywę przedsiębiorców. Powód - zbyt niskie natężenie ruchu.
- Na znaczącej większości odcinków dróg krajowych czy wojewódzkich, znajdujących się na potencjalnym ciągu wnioskowanej S46, natężenie nie osiąga średniego natężenia na drogach krajowych. Przystąpienie do ewentualnej realizacji inwestycji musi być poprzedzone analizą sytuacji na istniejącej i realizowanej obecnie sieci drogowej, przy jednoczesnym uwzględnieniu uwarunkowań finansowych - odpowiedziała, cytowana m.in. przez PAP, rzeczniczka ministerstwa, Anna Szumańska.
Czy to oznacza definitywny koniec marzeń? Niekoniecznie. Warszawa czasami zmienia zdanie, o czym przekonaliśmy się niedawno, gdy z uwagi na odwrotny problem, a więc niedoszacowanie natężenia ruchu, zdecydowano o przebudowie krakowskiego węzła "Mistrzejowice". Ponadto, jak wynika z logiki całego założenia nowej nitki zachód-wschód, ta miałaby przejąć część ruchu z A4 oraz najpewniej również z S19. A tego efektu aktualne pomiary ruchu na lokalnych drogach krajowych leżących pomiędzy Częstochową, Kielcami i Lublinem z pewnością nie uwzględniają.

Komentarze