Odchodzę z rządu Donalda Tuska, bo wartości są dla mnie ważniejsze niż stołki - napisała na swoim X Katarzyna Pełczyńska-Nałęcz. - Partię zostawiam w rękach jej założyciela, który odszedł, ale jednak wrócił. Życzę mu, by przypomniał sobie w imię jakich wartości szedł do władzy - dodała, mając na myśli Szymona Hołownię.
W imię zasad
- Wam tu wszystkim kochani bardzo dziękuję za wspólne działanie. Przez prawie trzy lata zrobiłam z Wami maksimum tego, co mogłam. Zabraliśmy deweloperom dopłaty, daliśmy ludziom jawne ceny mieszkań. Mieszkania przestały drożeć, ruszyliśmy horrendalnie niesprawiedliwy system podatkowy. KPO zainwestowaliśmy w 100% - wymieniła odchodząca minister.
"Zaskakująca rezygnacja"
Odejściem swojej koleżanki i następczyni na fotelu przewodniczącej Polski 2050 zaskoczony wydaje się wspomniany Hołownia.
- Zaskakująca rezygnacja przewodniczącej z zaufania wyborców i odpowiedzialności powierzonej jej w bardzo trudnym momencie przez ludzi (w tym mnie) zaledwie po niespełna 1/3 kadencji - dla każdej organizacji byłaby poważnym wyzwaniem. Jest nim i dla nas. Klub Parlamentarny Polski 2050 pozostaje w Koalicji. O nowym przywództwie partii, zdecydują teraz - zgodnie ze statutem - jej członkowie w powszechnych wyborach - napisał założyciel Polski 2050.
- Katarzynie serdecznie dziękuję za wszystko, co przez tych 7 lat zrobiła i w moich prezydenckich kampaniach, i w naszej partii, i w Polsce. Bo Polska dużo jej zawdzięcza (...) - podkreślił Szymon Hołownia.
Czy to początek końca rządzącej koalicji? Z taką oceną nie zgadza się m.in. cytowany przez PAP, wiceminister cyfryzacji, Michał Gramatyka z Polski 2050. Jak oznajmił partia pozostaje w koalicji i "nie zamierza jej opuszczać".
Przypomnijmy, że Katarzyna Pełczyńska-Nałęcz stanowisko szefa resortu funduszy i polityki regionalnej objęła w grudniu 2023 roku. Na początku obecnego roku w wewnętrznych wyborach na szefową partii PL2050 pokonała Paulinę Henning-Kloskę. Samo ugrupowanie po zmianie lidera podzieliło się, a grupa posłów na cele z Henning-Kloską opuściła istniejący klub tworząc własny o nazwie Centrum.
Szyszko też odchodzi. "Brutalna weryfikacja"
Dzień po decyzji Pełczyńskiej-Nałęcz, a więc w piątek, 23 października, o swojej rezygnacji poinformował sekretarz stanu w tym samym ministerstwie, Jan Szyszko. Ten nie gryzie się w język.
- Nasz rząd miał być nową jakością, skończyć z kolesiostwem, rozliczyć łamanie prawa, naprawić sądy, uzdrowić budżet. Ówczesny lider mojej partii mówił o zabraniu tłustym kotom kuwet i braku powrotu do 2015 roku. Trzeci rąk rządzenia jest dla tych obietnich brutalny. Kolesiostwo - afera szpitalna jest tego symbolem. Mateccy śmieją się sprawiedliwości w twarz, a do odbierania TK z rąk polityków nie znaleziono nikogo bardziej apolitycznego niż prawa ręka Premiera RP - wymienia Szyszko. - Przekaz polityczny skupia się na polaryzacji politycznej zamiast podnoszenia koniecznych reform - dodaje, że koalicyjny rząd nie jest już jego miejscem.
Gdy kolejni ministrowie odchodzą, szef rządu pozostaje daleko od Polski. Obecnie przebywa na oficjalnej wizycie w Indiach. Zapytany przez dziennikarzy podczas konferencji o Pełczyńską odpowiedział: - Myślałem, że zanim odejdzie, to zadzwoni chociaż i powie, że się znudziła tą pracą.
Premier wyznał jednocześnie, że współpraca z ministrą "od dłuższego czasu nie była najłatwiejsza".
- Ja staram się wyciągnąć wszystko, co najlepsze z ludzi, wtedy kiedy z nimi pracuję. Natomiast mam wrażenie, że jest politycznie bardzo pogubiona. Dzieje się, stało się, ale nie sądzę, żeby to miało jakiekolwiek znaczenie dla dalszej pracy koalicji, tak szczerze powiedziawszy – odpowiedział Donald Tusk cytowany przez PAP.
Kto za Pełczyńską-Nałęcz? - Mam dwie kandydatury, dwie świetne. Jedna i druga to kobieta, bardzo kompetentna, będę się czuł bardzo bezpiecznie - zapowiedział premier. - Po powrocie poznacie państwo nazwisko tej wybranki - dodał.

Komentarze