Górnik na przodku!
Górnik Łęczna liderem piłkarskiej ekstraklasy! Po czterech kolejkach spotkań drużyna trenera Jacka Zielińskiego nieoczekiwanie otwiera ligową stawkę, a tak wysoko wywindowała beniaminka sobotnia wygrana 1:0 z Widzewem w Łodzi po golu Sylwestra Czereszewskiego w 66 min. To już trzecie zwycięstwo Górnika w czterech kolejnych meczach. Wcześniej łęcznianie pokonali Wisłę Płock i Groclin Grodzisk. W rozgrywkach nastąpi teraz dwutygodniowa przerwa związana z meczami reprezentacji kraju z Łotwą i Szwecją. Kolejnym rywalem będzie GKS Dospel Katowice, 13 września.
- 31.08.2003 20:53
Gdyby ktoś stwierdziłby na początku sezonu, że po czterech kolejkach Górnik będzie otwierał tabelę polskiej ekstraklasy, tylko by się popukano w czoło. Ale dziś takie są fakty. Trzeba usiąść na krześle i mocno się uszczypnąć, bo po zwycięstwie w Łodzi i porażce Wisły Kraków we Wronkach mamy lidera!!!
Pierwszy gol „Czeresia” i mamy lidera!!!
Mecz Widzewa z Górnikiem miał odbyć się przynajmniej sto kilometrów od Łodzi, za pobicie przez pseudokibiców obserwatora spotkania ze Świtem oraz zamieszki na trybunach. Gdy upadła kandydatura Opoczna, RTS złożył odwołanie do PZPN o zawieszenie kary. Związek zaaprobował takie rozwiązanie, podwyższając w zamian wcześniejszą karę finansową.
Personalny zamęt w Widzewie
Pierwszy na stadion przy al. Piłduskiego dotarł Górnik, który zatrzymał się w Spale. Widzew też przygotowywał się na krótkim obozie, w pobliskim Dobieszkowie, pod wodzą Tomasza Łapińskiego, dotychczasowego asystenta trenera Andrzeja Kretka. Wszyscy na trybunach wypatrywali Franciszka Smudy zawsze powracającego do Widzewa w potrzebie, lecz zamiast niego wypatrzono... Kretka i siedzącego niewiele dalej Jerzego Podbrożnego, przesuniętego do rezerw właśnie przez... byłego szkoleniowca. Wśród łodzian zabrakło również kontuzjowanego Piotra Mosóra. Z nieudanych testów w Salzburgu zdążył za to powrócić Piotr Włodarczyk, a wśród rezerwowych zasiedli już nowi Dawid Banaczek i Michał Goliński.
Górnik – standardowo
W Górniku obyło się bez zmian i w składzie, i w poczynaniach na boisku. Bo zespół Jacka Zielińskiego zaczął jak zwykle od badania sił przeciwnika, cofnięty, ostrożny, a wręcz zbyt bojaźliwy. To sprawiło, że już na wstępie Sławomir Nazaruk podał głową do środka, ale na szczęście Brazylijczyk Lelo przestrzelił. Riposta gości była bardzo przypadkowa. Źle wybitą piłkę przejął Sylwester Czereszewski, ale zabrakło mu zdecydowania. Groźnie znowu zrobiło się w 7 min, gdy po uderzeniu z 16 m Patryka Rachwała piłka wpadła w ręce Roberta Mioduszewskiego. Rachwał jeszcze lepiej kopnął z dalszej odległości, ale piłka przeleciała tuż obok interweniującego bramkarza i... słupka. Z upływem minut mądrość w obronie Górników rosła, podobnie jak gasł impet gospodarzy. „Główki” spróbował jeszcze Piotr Włodarczyk, który kilka minut później huknął z rzutu wolnego w mur. Niecierpliwość i bezradność miejscowych zaczęła rosnąć. Gdy wzdłuż boiska przechodzili mocno uzbrojeni ochroniarze, ktoś gorzko zażartował, że idą po trenerów. Ktoś inny doliczył się, że jest ich dokładnie jedenastu, więc dodano, że pewnie pogonią cały Widzew i sami wejdą na murawę. Tylko tak naprawdę łodzianom przestawało być do śmiechu.
Coraz śmielej
Górnik uspokoił poczynania rywali i sam nieśmiało zaczął zagrażać bramce Robakiewicza. Najpierw bardzo pracowity i ruchliwy Grzegorz Skwara został zablokowany przez obrońców. W 30 min Paweł Bugała, mimo że chodził za nim Radosław Becalik, kropnął z woleja wprost w bramkarza. Po chwili Mirosław Budka podał znowu do „Buły”, ale bardzo ładny strzał okazał się minimalnie niecelny. Jeszcze tuż przed przerwą Artur Bożyk wypuścił Skwarę, ale Robakiewicz, choć sporo starszy, miał bliżej i okazał się szybszy.
Kwadrans wolnego trener Zieliński wykorzystał na krótką reprymendę. Podkreślał, że Górnik gra zbyt bojaźliwie, nie atakuje rywala. Wskazywał na nerwówkę w szeregach Widzewa i nadarzającą się szansę na zwycięstwo, którą trzeba wykorzystać, bo więcej może się nie powtórzyć. Tyle w skrócie. A wiemy stąd, że... w klubowym korytarzu nieopodal szatni nie dało się nie słyszeć.
Tylko dwa błędy, aż jeden gol
W 66 min Górnik przeprowadził piękną akcję. Piłkę przejął na prawej stronie Skwara, zagrał „klepkę” z Czereszewskim, wyszedł na czyste pole i podał wzdłuż bramki. Nadbiegający Budka strzelił z bliska, ale w nogi Robakiewicza. Na szczęście przyczajony „Czereś” nabiegł na piłkę i z 7 metrów umieścił ją po poprzeczce w siatce. Cieszący się łęcznianie zademonstrowali łódzkiej publiczności kołyskę. Najbardziej rozradowany był oczywiście Maciej Pastuszka, któremu kilka dni wcześniej urodziła się córka. Z Widzewa uszły resztki powietrza. Budka kopnął z dystansu, a w 83 min Bugała ośmieszył trzech obrońców przerzucając nad nimi piłkę i zmieniając tor biegu. Jednak dośrodkowanie zdołał przeciąć Stasiak.
W drugiej połowie obrona gości popełniła dwa błędy. Pierwszy w 48 min, gdy Lelo w sytuacji sam na sam powstrzymał Mioduszewski. Drugi łęczyńskim obrońcom przytrafił się już w doliczonym czasie. W rozpaczliwym ataku rezerwowy Andrzej Rybski przyjął w polu karnym piłkę, odwrócił strzelając z woleja, ale opatrzność była z Górnikiem, bo piłka odbiła się od słupka. Widzew poniósł trzecią porażkę z rzędu, a jego kibice zaśpiewali „idźcie do domu, mu nie powiemy nikomu”.
Górnik wygrał trzeci mecz w tym sezonie i wkroczył na pierwsze miejsce. – Jak dają, to trzeba wygrywać. A i inniy grają dla nas – stwierdził Andrij Griszczenko. – Trochę się gra... – dodał tryskający humorem Grzesiek Skwara. A jak poczuł się na Widzewie „ełkaesiak” Artur Kościuk? – Znakomicie – odparł rozpromieniony.
W poprzednim sezonie wystarczyło zdobyć 35 pkt na 90 możliwych, aby uchronić się przed degradacją, omijając strefę barażową. 35 pkt, to niewiele więcej niż 30 procent skuteczności. W zmniejszonej liczebnie do 14 zespołów ekstraklasie, do zdobycia jest 78 pkt w 26 meczach. Jedna trzecia, to obecnie 26 pkt. Piłkarze jeszcze nie przekroczyli 1/6 rozgrywek, a Górnik ma już na koncie 10 pkt. Matematyka w sporcie bywa złudna, ale faktem jest, że łęcznianie już na starcie rozgrywek - nim rywale się obejrzeli - uskładali całkiem pokaźną sumkę. 10 pkt, czyli ok. 1/3 dorobku potrzebnego do utrzymania, a przecież to jest podstawowym celem beniaminka. I właśnie dycha na koncie jest obecnie ważniejsza, niż pozycja w tabeli. Symboliczna żółta koszulka tylko chwilowo (oby jak najdłużej i jak najczęściej) cieszy oko. Dystans między Górnikiem a widzewiakami, warszawską Polonią, Świtem czy imiennikami z Polkowic jest już spory. Podobnie jak psychiczny kapitał zgromadzony w czterech kolejkach, którego w obliczu kolejnych gier przecenić się nie da.
Jacek Zieliński - trener miesiąca!
Po meczu w Łodzi trener Jacek Zieliński podkreślił dobrą grę swego zespołu po przerwie, co zaowocowało wygraną i niespodziewanym przodownictwem w tabeli. Choć szkoleniowiec Górnika mocno stąpa
po ziemi i wie, że ani przez moment nie wolno wpaść w samozachwyt, na pewno ucieszy się, że zapracował - naszym zdaniem - na miano trenera miesiąca w polskiej ekstraklasie (wyróżnienie takie przyznaje specjalistyczny tygodnik \"Piłka Nożna”). Aż żal, że ligowe rozgrywki zostaną przerwane na potrzeby reprezentacji, która od wczoraj przygotowuje się we Wronkach do meczów eliminacji mistrzostw Europy z Łotwą i Szwecją. Łęcznianie złapali odpowiedni rytm, są coraz mocniejsi psychicznie, chętnie zagraliby z GKS Katowice już w tę sobotę, ale muszą wytrzymać do 13 września. Z drugiej strony trochę oddechu od ligowych emocji nie zaszkodzi.
Obiecanki-cacanki
Wiele obiecywano sobie po powrocie na polskie boiska piłkarzy z zagranicznych klubów. W większości na obiecankach się skończyło. Wisłę Płock zasilili Andrzej Kobylański i Jakub Wierzchowski, do Górnika Zabrze przyjechał Krzysztof Bukalski, na prośbę swego kolegi, a dziś współwłaściciela - Marka Koźmińskiego. Trochę niespodziewanie Lecha Poznań zasilił Piotr Świerczewski, a wcześniej wielkopolskiego sąsiada - Amikę Wronki, ponownie pokochał Paweł Kryszałowicz. Na razie tylko ten ostatni spełnia pokładane nadzieje. Choćby w sobotnim meczu z krakowską Wisłą. \"Świerszcz” w piątkowej potyczce z warszawską Legią niemal nie istniał. Nasz Kuba w płockiej bramce zdążył puścić kilka goli, więc znów walczy o miejsce z Waldemarem Piątkiem; na niedzielę wrócił i oby tak dalej. Z Kobylańskiego wiślacy mają równie niewiele pożytku, o czym przekonaliśmy się w inauguracyjnym meczu w Łęcznej. A Bukalski ma wprawdzie w dorobku ładnego gola, ale gra jak zabrzanie - raz lepiej, raz gorzej. Trudno się więc dziwić, że za granicami radzili sobie tak jak słyszeliśmy. Czyli nijak.
Obcy paszport i tyle
Zasiliły też naszą ligę nowe zagraniczne twarze. Na razie cieszyć się mógł tylko prezes Groclinu Zbigniew Drzymała, bo Radek Mynarz i Lumir Sedlaczek wydawali się wzmocnieniami. Ale i im nie brakowało marnych występów, zwłaszcza we wczorajszym meczu z warszawską Polonią. Cała reszta nowych \"straniero” to tło dla naszych rodzimych graczy. Na czele z \"odkryciem sparingów” (na razie), Argentyńczykiem Manuelem Garcią, który na razie aklimatyzuje się w Legii siedząc na ławce rezerwowych, czy Bułgarem Dimitrem Makrijewem w Zabrzu. Ten ostatni miał być ponoć testowany przez mediolański Inter, co można raczej włożyć między bajki.
Widzew na końcu nie tylko w tabeli
Przykro patrzeć jak rozmienia się na drobne łódzki Widzew i... wcale nie chodzi o porażkę z Górnikiem. Klub to z wielkimi tradycjami, ale kłopoty organizacyjne widać na każdym kroku. Choćby pozorny drobiazg, jakim jest pomeczowa konferencja prasowa. Nie wdając się w szczegóły - od Łęcznej może się Widzew uczyć bardzo wiele; i nie tylko Widzew. Jak się okazuje kompleksów mieć nie muszą ani piłkarze, ani działacze.
Nic dziwnego, że Widzew to pierwszy klub, który zwolnił trenera. Najciekawsze, że zapowiada się na ciąg dalszy \"cyrku”, bo Tomasz Łapiński prowadzący łodzian przeciw Widzewowi, nie ma wymaganych papierów trenerskich. Franciszek Smuda typowany jako następca Andrzeja Kretka również jest z licencją na bakier. Więc kto? Czyżby jednak Piotr Mandrysz, który ostatnio dobrej passy nie miał - spadek z Radomskiem i (częściowo) chorzowskim Ruchem? A kto następny śladem Kretka? Ciekawe czym usprawiedliwi fatalną postawę poznańskiego Lecha Libor Pala, który na razie bardzo pasuje do wspomnianego zagranicznego zaciągu piłkarzy. Bo takiej \"kapeli” jaką miał do dyspozycji w wakacje, wielu szkoleniowców tylko zazdrościło. Zrezygnował z usług Gajtkowskiego, który błyskawicznie odnalazł się w Katowicach zdobywając wczoraj gola dla \"gieksy” w meczu z Odrą. A przed dziesięcioma dniami Pala dostał jeszcze \"Świerszcza”... •
Mariusz Giezek
Groclin Dyskobolia Grodzisk Wlkp. - Polonia Warszawa 2:2 (2:1)
Bramki: Andrzej Niedzielan (19), Wojciech Szymanek (24 samobójcza) -Dariusz Dźwigała (23), Maciej Nuckowski (70).
Żółte kartki: Piechniak, Kaczmarczyk, Zając (Groclin) - Dźwigała, Gubiec, Szymanek (Polonia). Sędziował: Leszek Gawron (Mielec). Widzów: 3500.
Groclin: Liberda - Mynar, M. Pawlak, Kriżanac, Sedlacek - Piechniak
(68 M. Zając), Sobolewski, Kaczmarczyk (60 Woś), Mila - Rasiak, Niedzielan (73 Rocki).
Polonia: Gubiec - K. Bąk (75 Plewnia), Szwed, Szymanek, Drajer - Gołaszewski, Nowakowski, Dźwigała, Stokowiec (46 Łukaszewski), Mazurkiewicz - Nuckowski (70-Tarachulski).
Remis Polonii w Grodzisku to chyba największe zaskoczenie kolejki. Tym większe, że \"Czarne koszule” strzeliły dopiero pierwsze gole w tym sezonie. Groclin chyba ciągle nie może otrząsnąć się w lidze po ciosie zadanym w Łęcznej.
Dospel Katowice - Odra Wodzisław 2:0 (1:0)
Bramka: Marcin Bojarski (36), Krzysztof Gajtkowski (76).
Żółte kartki: Sadzawicki, Bojarski, Gajtkowski (Dospel) - Grzyb, Jankowski, Madej (Odra). Sędziował: Krzysztof Słupik (Tarnów). Widzów: 2000.
Dospel: Tkocz - Fonfara, Sadzawicki, Kowalczyk, Kurtović - Bojarski (80 Owczarek), Adamczyk, Widuch, Bała
(72 Muszalik) - Wróbel (55 Kęska), Gajtkowski.
Odra: Bęben - Madej, Cios, Jankowski (58 Pałkus), Myszor (15 Jarosz) - Grzyb, Kwiek, W. Górski, Nowacki - Masłowski (70 Socha), Radzewicz.
Przed tym spotkaniem oba zespoły znajdowały na tej samej pozycji. Trener Edward Lorens koniecznie chciał zrehabilitować się za fatalne w stylu odpadnięcie z Pucharu UEFA. Dospel wzmocnił swój atak Krzysztofem Gajtkowskim, powracającym do Katowic z Lecha Poznań, natomiast Odra wystąpiła bez swojego najlepszego napastnika Jacka Ziarkowskiego, który wyemigrował do Turcji (już zadebiutował w tamtejszej lidze, zdobywając gola w zwycięskim 5:0 swej nowej drużyny). No i na efekty nie trzeba było czekać, bo popularny \"Kusza” strzelił na powitanie z własną publicznością gola, a wszyscy piłkarze wodzisławscy ani jednego. W zespole gospodarzy bardzo dobrze spisał się Marcin Bojarski, autor bramki oraz asystent. Jarosławowi Tkoczowi dopisało szczęście, gdy w 66 min po \"główce” Łukasza Masłowskiego piłka odbiła się od poprzeczki.
Trener Odry Ryszard Wieczorek powiedział: Decydującym momentem było zderzenie się w pierwszej połowie dwóch naszych graczy - Myszora i Jankowskiego,w efekcie czego nie dotrwali
do końca spotkania.
Świt Nowy Dwór Mazowiecki - Górnik Zabrze 0:0
Żółte kartki: Malinowski (Świt) - Moskal, Szulik, Niżnik (Górnik). Sędziował: Piotr Siedlecki (Szczecin). Widzów: 3000.
Świt: Malarz - Szeremet, Unierzyski, Malinowski, Bystroń - Wiechowski, Zganiacz, Orliński, Wyczałkowski - Mierzejewski (88 Szczytniewski), Kalu (75 Benson).
Górnik: Lech - Radler, Moskal, Karwan, Jakosz - Probierz, Bukalski (63 Niżnik), Szulik, Gierczak - Sikora (88 Sladojević), Makriew (80 Chyła).
W Nowym Dworze Mazowieckim w sobotę było święto - PZPN wyraził zgodę na wyjątkowe rozegranie w tym mieście spotkania ekstraklasy. Na stadionie padł rekord frekwencji - 3000. Cześć widzów kibicowała zza płotu. Świt wyraźnie rozkochał się w remisach. A może na więcej tego zespołu zwyczajnie nie stać.
Amica Wronki - Wisła Kraków 2:0 (2:0)
Bramki: Paweł Kryszałowicz (9, 15).
Żółte kartki: Bąk, Bieniuk, Zieńczuk (Amica) - Piekutowski, Gorawski (Wisła). Sędziował: Grzegorz Gilewski (Radom). Widzów: 4000.
Amica: Szamotulski - Dudka, Djoković, Skrzypek - Sobociński (74 Bartczak),
A. Bąk (46 Dawidowski), Kowalczyk, Bieniuk, Zieńczuk -Kryszałowicz (89 Dżikija), Dembiński.
Wisła: Piekutowski - Baszczyński, Nawotczyński, Jop, Stolarczyk - Strąk
(62 Frankowski), Szymkowiak, Ouadja, Brasilia (62 Dubicki) - Gorawski, Żurawski.
Paweł Kryszałowicz zatrzymał Wisłę Kraków. Przed wyjazdem do Wronek mistrz Polski miał trzy zwycięstwa i zero straconych bramek. Wielkopolska okazała się mało gościnna, bo Adam Piekutowski dwa razy musiał sięgnąć
do siatki. Po strzałach \"Kryszała”, który zepsuł Piekutowskiemu świętowanie wczorajszych urodzin. Mógł nawet i trzeci, lecz po rzucie karnym Marka Zieńczuka (faulowany oczywiście Kryszałowicz) piłka odbiła się od słupka. Krakowski defensor Mariusz Jop powinien sobie zrobić rachunek sumienia. Pozostałym obrońcom \"Białej gwiazdy” chyba też by się to przydało. Amica wygrała swój setny mecz w ekstraklasie.
Legia Warszawa - Lech Poznań 2:1 (0:0)
Bramki: Marek Saganowski (66), Tomasz Kiełbowicz (68) - Artur Boruc (75-samobójcza).
Żółte kartki: Choto (Legia) - Madej, Świerczewski, Ślusarski (Lech). Czerwona kartka: Choto - 64 minuta za faul. Sędziował: Antoni Fijarczyk (Stalowa Wola). Widzów: 11 000.
Legia: Boruc - Szala, Zieliński, Choto, Jarzębowski - Tomasz Sokołowski I, Surma, Vukovic (87 Dudek), Kiełbowicz - Svitlica (69 Magiera), Saganowski (85 Wróblewski).
Lech: Piątek - Bosacki, Wójcik, Scherfchen, Kryger (70 Zakrzewski) - Madej, Świerczewski, Jacek (38 Nawrocik), Grzelak (67 Kaczorowski) - Ślusarski, Reiss.
Przed następnym meczem trener Dariusz Kubicki powinien poważnie zastanowić, czy nie lepiej będzie od razu zostawić jednego piłkarza w szatni. W czterech kolejkach aż trzykrotnie legioniści byli karani czerwonymi kartkami i mimo to wywalczyli 7 punktów. Z Lechem dwoma \"żółtkami” karany był czarnoskóry Choto
i w 64 min już go nie było na placu. Inna sprawa, że arbiter chyba przesadził z surowością. Jednak warszawianie nie złożyli broni i bardzo szybko strzelili dwa gole. W ataku zwłaszcza brylował Marek Saganowski, co zaowocowało powołaniem do kadry. Ściślej mówiąc, Legia zdobyła również trzeciego gola, bo do własnej bramki piłkę sobie skierował Artur Boruc.
Wisła Płock - Górnik Polkowice 3:0 (1:0)
Bramki: Ireneusz Jeleń (52, 69), Marcin Janus (2).
Żółte kartki: Tomasz Romaniuk (Polkowice). Sędziował: Zbigniew Marczyk (Piła). Widzów: 2500.
Wisła: Wierzchowski - Wasilewski, Branfiłow, Jurkowski, Janus, Romuzga, Gęsior, Jakubowski, Terlecki (90 Ząbecki), Kobylański (89 Vileniskis), Jeleń (81 Mikulenas).
Górnik: Banaszyński - Żyluk, Romaniuk, Żelasko, Jamróz, Jeziorny, Gorząd, Malawski, Soboń, Bosanac (56 Pilch), Wojtarowicz.
Pierwsze zwycięstwo \"Nafciarzy” i pierwszy mecz bez straty gola. Ogromna w tym zasługa Jakuba Wierzchowskiego, który w 7 min obronił rzut karny wykonywany przez Marcina Jeziornego. To już druga jedenastka zaprzepaszczona przez beniaminka w tym sezonie. W płockim ataku rączo hasał Ireneusz Jeleń.
(ogor)
Reklama













Komentarze