Przejdź do głównych treściPrzejdź do wyszukiwarkiPrzejdź do głównego menu
Reklama

Górnik popłynął z nurtem Odry

W szóstej kolejce ekstraklasy Górnik zanotował pierwszą porażkę w sezonie. O przegranej gości zdecydowała pierwsza połowa, słaba w wykonaniu podopiecznych Jacka Zielińskiego. Odra, która nie zaprezentowała niczego rewelacyjnego, zwyciężyła 2:0.
Górnik popłynął z nurtem Odry
órnik tym razem nie miał zbyt wielu okazji do zdobycia goli. Najlepszą zaprzepaścił Sylwester Czeres
BRAMKI 1:0 - Mariusz Nosal (32), 2:0 - Przemysław Pałkus (77). SKŁADY Odra: Bęben - R. Górski, Madej, Jankowski, Myszor - Radzewicz, Grzyb, W. Górski, Sokołowski (20 Kwiek) - Nowacki (64 Pałkus), Nosal (81 Sablik). Górnik: Mioduszewski 6 - Kościelniak 5, Kościuk 5, Boguś 5 (85 Griszczenko) - Pastuszka 5 (60 Copik), Soczewka 5, Bugała 5, Budka 6, G. Bronowicki 6 - Czereszewski 5 (74 Kłosiński), Skwara 6. Żółte kartki: Myszor, Kwiek (Odra) - Pastuszka (Górnik). Sędziował: Zbigniew Marczyk (Piła). Widzów: 3650. Ocena meczu (w skali 1-5): 2. Piłkarz meczu (wybierany spośród zespołu Górnika): Grzegorz Bronowicki. Górnik przyjechał na Górny Śląsk w glorii lidera. Odra od początku sezonu spisywała się poniżej oczekiwań, dlatego w Wodzisławiu zaczęło robić się nerwowo i bardzo liczono na komplet punktów. W programie zawodów kapitan miejscowych Wojciech Górski zapowiadał: Mam nadzieję, że Górnik popłynie w Wodzisławiu z nurtem Odry. I \"wykrakał”; przynajmniej w kwestii wyniku. Jednak nie wszyscy miejscowi kibice trzymali kciuki za swoich piłkarzy. Łęcznian dopingować przyszedł pan Zdzisław, który w 1958 roku wyjechał z Woli Wereszczyńskiej, położonej między Łęczną a Włodawą, i osiadł właśnie w Wodzisławiu. - Nie przyszedłem dla Odry, bo jak oni teraz grają?! Przyszedłem na stadion zobaczyć zwycięstwo lidera z Łęcznej. Górnik musi wygrać! Jeszcze przed rokiem w Odrze występowało trzech piłkarzy związanych z Lubelszczyzną - Jacek Ziarkowski, Dariusz Turkowski i Jan Cios. Z tego tercetu na Śląsku pozostał tylko Cios, ale przeciwko Górnikowi nie mógł zagrać z powodu urazu. Ryszard Wieczorek poprzestawiał swój zespół. W pierwszym składzie pojawił się m.in. Robert Górski, wcześniej kontuzjowany. W ataku wyszli Mariusz Nosal i Marcin Nowacki. Ten drugi, zwany przez swoją publiczność \"Ma­łym”, był najbardziej aktywnym piłkarzem w swoim zespole. Tuż przed meczem spiker podał, że wodzisławscy juniorzy pokonali swoich rówieśników z Rymeru aż 19:0, uznając to za dobry prognostyk. Też wykrakał... Mocno umotywowani gospodarze od początku natarli na Górnika. Piłkarze Odry postawili twarde warunki, często nawet nie przebierając w środkach. Ambicją i walecznością przypominali łęcznian z wcześniejszych spotkań. Już w 6 min Nowacki kopnął płasko z 17 m, ale piłkę złapał Robert Mioduszewski. Następną próbę Wojciecha Grzyba zablokowali obrońcy. Zza pola karnego znowu strzelił Marcin Radzewicz, lecz po rykoszecie futbolówka przeszła tuż obok słupka. Gdy upłynął kwadrans Radzewicz ni to strzelał, ni to dośrodkował i gdyby Mioduszewski nie wyciągnął się jak struna, piłka wylądowałaby za kołnierzem. Odra miała przewagę, zagrzewana przez swoich kibiców okrzykami - nie bać się lidera i bij lidera! Jednak w 22 min ich zapał mógł opaść, gdy całkiem przypadkiem piłka wpadła pod nogi Sylwestra Czereszewskiego. \"Czereś” miał przed sobą tylko Marcina Bębna, ale ten wyszedł z bramki i zażegnał niebezpieczeństwo. Następną groźną akcję przeprowadził Paweł Bugała. Po jego uderzeniu Bęben odbił piłkę, a nadbiegający Czereszewski znowu strzelił w Bębna. Jednak to Odra wreszcie zdobyła gola. W 32 min W. Górski kopnął zza pola karnego, Mioduszewski odbił piłkę do boku, przejął ją Nowacki i płasko podał przed bramkę. Stojący między obrońcami Mariusz Nosal wykorzystał ich gapiostwo i z pięciu metrów trafił do siatki. Górnik odpowiedział akcją \"Buły”, ale gdy W. Górski powalił go w polu karnym, Zbigniew Marczyk uznał, że faulu nie było. Tuż przed przerwą Mirosław Budka strzelił jeszcze tuż nad poprzeczką. Po zmianie stron podopieczni Jacka Zielińskiego zaczęli wreszcie dominować na boisku. Mecz stał się bardzo żywy. Cóż z tego, skoro pod bramką rywala brakowało dokładności i skuteczności. Gospodarze zepchnięci do głębokiej defensywy, nie bawili się. Najprostszymi środkami zażegnywali niebezpieczeństwo. W 71 min powinien być wreszcie remis. Z rzutu rożnego dośrodkował Budka, a strzał głową z 5 m Ireneusza Kościelniaka okazał się minimalnie niecelny. Od 64 min na boisku przebywał Przemysław Pałkus. Gdy zmieniał zmęczonego Nowackiego, ktoś na trybunie prasowej stwierdził: Wolę zmęczonego Nowackiego niż wypoczętego Pałkusa. - I pomylił się. Po jednej z kontr Aleksander Kwiek zagrał z głębi pola do pozostawionego bez opieki Pałkusa, a ten nie namyślając się uderzył z powietrza w krótki róg. Mioduszewski nawet nie drgnął. Ten gol praktycznie przesądził sprawę. Szczęśliwi piłkarze Odry zainscenizowali kołyskę dla córeczki Radima Sablika. Po chwili po całym stadionie rozeszło się hasło: \"Jedziemy chopy” i w Wodzisławiu można było podziwiać meksykańską falę. W końcówce Soczewkę jeszcze zablokowali obrońcy, Grzegorz Skwara uderzył mocno obok bramki, a po podaniu filigranowego łęcznianina, Krzysztof Kłosiński zbyt lekkim uderzeniem próbował zaskoczyć Bębna. Ryszard Wieczorek (Odra) - Moi chłopcy włożyli w ten mecz dużo serca i za to chciałbym im podziękować. Zostawili na boisku ogromną ilość zdrowia i to się opłaciło. Nie mogliśmy patrzeć na to, że Górnik jest beniaminkiem. W drugiej połowie łęcznianie pokazali na co ich stać. U nas wszystko rodzi się w bólach, cały czas szukamy odpowiedniego ustawienia. Ostatnio moi napastnicy byli krytykowani, ale odpowiedzieli na to golami. Zdobyliśmy trzy punkty i teraz przyda nam się trochę spokoju. Jestem bardziej zadowolony z wyniku niż z gry. Wywalczyliśmy i wybiegaliśmy to zwycięstwo, ale potrafimy grać lepiej. • Jacek Zieliński (Górnik) - Odra wygrała zasłużenie. Gospodarze zdobyli dwa gole, my żadnego, a wiadomo na czym polega piłka nożna. Pierwsza połowa w naszym wykonaniu była słaba. Brakowało zaangażowania. Chyba za szybko uwierzyliśmy, że jesteśmy mocni. Druga połowa była już zdecydowanie lepsza. Toczyła się pod nasze dyktando, ale zostaliśmy skontrowani. Z porażki nie robimy tragedii. Wcale chłopakom nie mam wiele do zarzucenia. Nasze pierwsze miejsce wynikało również z układu gier, nie podniecaliśmy się tym. Mecz w Wodzisławiu wcale nie był najgorszy w naszym wykonaniu. To spotkanie było podobne do tego z Groclinem, tylko że wtedy to rywale grali w piłkę, a my zwyciężyliśmy. Teraz po przerwie my graliśmy i przegraliśmy. Prędzej czy później ta porażka musiała przyjść. • Nie żal straconej pozycji lidera? - Żal i dlatego postaramy się, aby na pierwsze miejsce powrócić. Oczywiście nie jest to dla nas rzecz najważniejsza. My mamy jasno postawiony cel - zdobywać punkty, a nie rozglądać się za liderowaniem. • Co się stało w Wodzisławiu? - To był nasz słabszy dzień. Pierwszy gol był bardzo przypadkowy. Wrzucona piłka przeleciała pomiędzy nami, a Nosal wsadził nogę. Niestety, obronie zabrakło zrozumienia, tego kto miał kogo kryć. Źle rozegraliśmy pierwszą połowę. Przez dwadzieścia, trzydzieści minut tylko wybijaliśmy piłki. Chyba za szybko w coś uwierzyliśmy i zostaliśmy sprowadzeni na ziemię. Możemy mieć pretensje do siebie, że po dwunastu godzinach podróży autokarem daliśmy się pokonać w taki sposób. • Nie przegraliście z Legią i Groclinem, za to z Odrą... - Siądę w autokarze i będę miał mnóstwo czasu, aby sobie wszystko przemyśleć. • A na gorąco... - Chyba źle podeszliśmy do tego meczu. Za dużo było samozadowolenia, a tego być nie powinno. Dopiero przy stanie 0:1 wyszedł z nas charakter. Walka jest tym co umiemy najlepiej. • Przez pięć spotkań bardzo walczyliście. A może dłużej się nie da? - Nie sądzę. W Wodzisławiu czułem się dobrze przygotowany fizycznie, szybkościowo czy wytrzymałościowo. Być może o porażce zdecydowały względy psychiczne. • Przestraszyliście się? - Nie jestem psychologiem, ale nie chodzi o przestraszenie. Wydaje mi się, że to bardziej chodzi o wcześniejsze spotkania i to ile zdobyliśmy punktów. Gdybyśmy ich mieli tyle co Odra, to do meczu byśmy podeszli inaczej. Wówczas zagralibyśmy całkiem inaczej, tak jak gospodarze. Krew by się lała. Chyba tutaj był pies pogrzebany. A może dlatego dobrze się stało, że przegraliśmy... • Czy tego meczu można było nie przegrać? - No jasne, że tak. Gdybyśmy go... nie zapieprzyli. Mieliśmy kłopoty z ustawieniem. Cofnięci nie mogliśmy połapać się w kryciu. I zaczęły pojawiać się błędy. Praktycznie we wszystkich formacjach nie szło tak jak powinno. • Dopiero po przerwie wasza gra się zmieniła. - Jednak to my mogliśmy wyjść na prowadzenie, a nawet przy stanie 0:1 mieliśmy okazję do wyrównania. Szkoda, bo z Wodzisławia, nawet w takim wykonaniu, mogliśmy wywieźć przynajmniej remis. • Dwie okazje w pierwszej połowie miał Sylwester Czereszewski, ale w drugiej połowie, gdy posiadaliście przewagę, tak dużego zagrożenia już nie było. - Chyba za mało próbowaliśmy strzałów z dystansu, ale jeśli już były, blokowali je obrońcy. Brakowało również dokładnego ostatniego podania, otwierającego drogę do bramki. Ale przegraliśmy też z innego powodu. Odra postawiła na waleczność, czym nas zdominowała. Nie bali się niczego, włożyć nogi nawet w ryzykowanych sytuacjach. • Górnik przegrał, ale Grzegorz Bronowicki był widoczny na boisku. - O pierwszej połowie nie ma co mówić, nie była najlepsza w moim wykonaniu. Akcje szły przede wszystkim prawą stroną, ja otrzymywałem za mało piłek. Dopiero po zmianie stron było już inaczej.

Podziel się
Oceń

Komentarze

Reklama

ALARM 24

Masz dla nas temat?

Daj nam znać pod numerem:

+48 691 770 010

Kliknij i poinformuj nas!

Reklama

CHCESZ BYĆ NA BIEŻĄCO?

Reklama
Reklama
Reklama