Przejdź do głównych treściPrzejdź do wyszukiwarkiPrzejdź do głównego menu
Reklama

Jupitery, feta i piąta wygrana

Gdy dwa dni przed meczem rozmawialiśmy z Sylwestrem Czereszewskim, łęczyński napastnik obiecał w rozmowie dla naszych Czytelników, że Świtowi strzeli gola. \"Czereś” okazał się bardzo słowny, bo po jego trafieniu, tuż przed zejściem do szatni, Górnik zainkasował trzy punkty. To była wymarzona inauguracja ligowa przy sztucznym oświetleniu.
BRAMKA 1:0 - Sylwester Czereszewski (45). SKŁADY Górnik: Mioduszewski 7 - Kościelniak 8, Kościuk 8, Boguś 6 (77 Copik) - Pastuszka 6 (69 Jaroszyński), Soczewka 7, Bugała 8, Budka 7, G. Bronowicki 7 - Skwara 6 (83 Kłosiński), Czereszewski 7. Świt: Malarz - Karwan, Malinowski (72 Szczytniewski), Bystron, Kaliciak - Szeremet, Zganiacz, Orliński (55 Wiechowski), Anih (46 Mierzejewski) - Wyczałkowski - Kalu. Żółte kartki: Grzegorz Skwara, Sylwester Czereszewski, Piotr Jaroszyński (Górnik) - Sergiusz Wiechowski, Piotr Karwan (Świt). Sędziował: Leszek Gawron (Rzeszów). Widzów: 5500. Piłkarz meczu: Paweł Bugała. Ocena meczu (w skali 1-5): 3. W poprzednich meczach Górnik rozkręcał się powoli. Tym razem od pierwszego gwizdka ruszył na przeciwnika. Było to o tyle łatwe, że Świt jak zwykle skupił swe poczynania na ograniczaniu dostępu do własnej bramki, nie zaprzątając sobie zbytnio głowy atakowaniem. Gospodarze od początku uzyskali optyczną przewagę. Grali płynnie, z polotem i kombinacyjnie. Często przenosząc piłkę na oba skrzydła. Wszystko było przemyślane, ale tylko do pola karnego. Przyjezdni skupieni na własnej połowie zagęszczali środek boiska, lecz ich gra obronna była chyba daleka od czeskiego ideału, bo Miroslav Copjak raz po raz wyskakiwał z ławki mocno pokrzykując na swoich podopiecznych oraz wymownie gestykulując. W Łęcznej na ławce rezerwowych mu- sieli zasiąść doświadczeni Sergiusz Wiechowski i Mariusz Unierzyski, gdyż ponoć stwierdzili (wiemy to nieoficjalnie), że nie bardzo wiedzą o co chodzi ich trenerowi w taktycznych \"zawiłościach”. Górnicy chcąc nie chcąc musieli próbować strzałów z dystansu. Szczęścia próbowali Grzegorz Skwara, Paweł Bugała, Marcin Boguś i Mirosław Budka. W 18 min podopieczni Jacka Zielińskiego wreszcie rozmontowali zmasowaną defensywę. \"Klepkę” rozegrali Grzegorz Bronowicki i Budka. Pierwszy z nich wyłożył piłkę do nadbiegającego Skwary i wszyscy widzieli już piłkę w siatce. Jednak Grzesiek z około dziesięciu metrów ostemplował wysokiej partii halę. - Co ja mam powiedzieć? Bardzo żałuję tej sytuacji. Powinien być gol. Od tego momentu coś się zacięło w mojej grze - powiedział przygnębiony po końcowym gwizdku. Kilka minut później blisko powodzenia był \"Buła”, gdy z rzutu wolnego przymierzył tuż obok słupka. Paweł rozgrywał bardzo dobrą partię, popisując się wieloma udanymi zagraniami i sztuczkami technicznymi. Potem znowu groźnie zrobiło się po akcjach Skwary. W 29 min filigranowy zawodnik ukradł piłkę obrońcy i dośrodkował do Sylwestra Czereszewskiego. Jednak napastnik Górnika nie sięgnął piłki głową. Zrobił to ręką i otrzymał żółtą kartkę. Łęcznianie trochę poszumieli i do głosu nieoczekiwanie doszedł Świt. Dzień przed meczem Copjak zarządził swoim piłkarzom ćwiczenie stałych fragmentów gry i głównie po tych elementach Robert Mioduszewski musiał wykazywać się umiejętnościami. Jednak po uderzeniach Grzegorza Kaliciaka i Mariusza Zganiacza był na posterunku, a Piotr Orliński z dystansu kopnął niecelnie. Niebezpiecznie zrobiło się jeszcze w 37 min, ale Michał Szeremet główkował z bliska obok bramki. Gdy wszyscy oczekiwali na kwadrans przerwy, rzut wolny z boku pola karnego wykonywał Bugała. Podanie trafiło do Ireneusza Kościelniaka, ten zgrał do Czereszewskiego, który spokojnie przyjął piłkę i z bliska pokonał Arkadiusza Malarza. - Dobry mecz. Tak trzeba trzymać. Fajna oprawa meczu, a i piosenka piłkarzy z Krzyśkiem Cugowskim też się spodobała - ocenił Jerzy Janiszewski z Radia Lublin. Niestety, do Łęcznej nie mógł przyjechać Krzysztof Cugowski, który w ostatniej chwili rozchorował się. Szkoda, bo łęczyńskiej publiczności mocno przypadł do gustu nowy przebój \"Górnik Łęczna”. Po zmianie stron Świt o dziwo - do tej pory w lidze choć przegrywał nie robił tego - zaatakował. I w 51 min mógł być remis. Łukasz Mierzejewski wypuścił na wolne pole Artura Wyczałkowskiego, ale odważnym wybiegiem Mioduszewski wygrał ten pojedynek. Ripostą były mocne uderzenia Bugały oraz Budki zablokowane przez obrońców. Później jednak Górnik niepotrzebnie cofnął się na własną połowę. Artur Kościuk cały czas się zwijał, aby nie dopuszczać do sytuacji pod własną bramką. - Nie tylko ja się musiałem napracować. Wszyscy obrońcy mocno harowali. Kosztowało nas to dużo sił, bo w ostatnich minutach w ataku gości było nawet trzech napastników. Sytuacja podobna do Wodzisławia. Tylko, że to my wtedy atakowaliśmy i nadzialiśmy się na kontrę. A nam Świtu nie udało się skarcić. Szkoda - skomentował ostatni stoper. Bohatersko poczynał sobie również Kościelniak, który pomimo kontuzji - z rozciętej przy oku skóry krew się lała obficie - nawet przez chwilę nie myślał o opuszczeniu boiska. Dopiero w doliczonym czasie Górnicy przenieśli ciężar na drugą stronę boiska. Po zgraniu piłki głową przez \"Czeresia” Krzysztof Kłosiński strzelił z kąta, ale wzdłuż bramki. W ostatniej akcji gospodarze przeprowadzili jeszcze szybką kontrę. Budka podał do Bronowickiego, a ten ude- rzył niesygnalizowanie z lewej strony. Gdyby nie świetna parada Malarza, piłka wylądowałaby idealnie w prawym okienku. Po ostatnim gwizdku radość publiczności była ogromna. Tak duża, że nie wytrzymało... ogrodzenie, które z rozentuzjazmowanymi kibicami zwaliło się na murawę. Za dopingowanie podczas sobotniego meczu publiczności należą się wielkie brawa. Takiej oprawy i dopingu Łęczna jeszcze nie widziała. Dość powiedzieć, że najwyższą notę za takie zachowanie wystawił znany spiker warszawskiej Legii - Wojciech Hadaj. Rozchodzący się do domów w doskonałych nastrojach kibice, nucili sobie nowy hymn klubu: \"Górnik Łęczna, Górnik Łęczna, brać kibiców jest ci wdzięczna”. Jacek Zieliński (Górnik) - Trochę się bałem jak na drużynę podziała wywołany szum medialny oraz porażka z Odrą. Obawialiśmy się tego meczu i rzeczywiście na zwycięstwo musieliśmy ciężko zapracować. Ale i tak spotkała mnie miła niespodzianka. Wróciła walka i determinacja. Ze Świtem były fragmenty, kiedy wyraźnie nam nie szło. Jednak sztuką jest zwyciężać, gdy ma się słabszy dzień. Cieszę się, że mamy już na swoim koncie szesnaście punktów. Miroslav Copjak (Świt) - Jeszcze nie wszystko się tak układa jak byśmy chcieli, choć w ostatnich meczach spisujemy się już coraz lepiej. Stwarzamy sytuacje, ale wielu naszym akcjom brakowało wykończenia. Nie ma kto strzelić do siatki. • • W meczu ze Świtem byliście faworytem, ale skończyło się na skromnym zwycięstwie. - Najważniejsze są kolejne trzy punkty. Każdy myślał, że to będzie kanonada, ale nie po raz pierwszy okazało się, że mecz meczowi jest nie równy. Mówiłem już wcześniej, że wolę walczyć z lepszymi zespołami. • Męczyliście się ze Świtem. - Ten mecz pokazał jakąś naszą małą niemoc. Pod względem fizycznym nie prezentowaliśmy się tak dobrze, jak we wcześniejszych spotkaniach. • Ale to chyba nie oznacza, że będzie już coraz gorzej!? - Trener na pewno wszystko widział i w tym tygodniu, przed meczem z Polonią, przygotuje taki program zajęć, jaki nam jest niezbędny. • Dotrzymał pan słowa i zdobył gola. - Mało było sytuacji. To był w zasadzie mecz bez okazji. Wiedziałem, że jeśli nadarzy się ta jedyna, trzeba będzie ją wykorzystać. Miałem takie przeczucie i udało się. • Z Polonią będzie powtórka? - Chyba wystarczy tych obietnic. • Miał pan grać w Świcie i teraz strzelił pan mu gola. - Miałem być jeszcze w Dospelu, Widzewie i Świcie. W tych meczach wpisywałem się na listę strzelców. Propozycję miałem również z Polkowic... • Po porażce z Odrą udowodniliście, że udany początek ekstraklasy nie był przypadkiem. - Na własnym boisku po prostu musimy wygrywać. Świt nam kilka razy zagroził, a to, że dopisaliśmy sobie komplet punktów, jest również dużą zasługą naszych obrońców i bramkarza.

Podziel się
Oceń

Komentarze

Reklama

ALARM 24

Masz dla nas temat?

Daj nam znać pod numerem:

+48 691 770 010

Kliknij i poinformuj nas!

Reklama

CHCESZ BYĆ NA BIEŻĄCO?

ReklamaNOWY LEXUS RZ Odkryj Steel-By-Wire | DNI OTWARTE 4-9 MAJA
Reklama
Reklama