Przejdź do głównych treściPrzejdź do wyszukiwarkiPrzejdź do głównego menu
Reklama

Górnik wrócił na swoje miejsce!

Połowa rozgrywek już minęła, a Górnik jak zadziwiał, tak robi to dalej. Zespół trenera Jacka Zielińskiego, po zwycięstwie nad Polonią Warszawa, ponownie zdobył szczyt tabeli polskiej ekstraklasy. Ojcem zwycięstwa znowu okazał się Grzegorz Skwara, który w ostatniej minucie strzelił niespotykanego gola. Według gości nadającego się do filmu \"Futbolowe jaja”.
Przed ósmą kolejką Ireneusz Kościelniak zapowiadał szturm na lidera. Jednym z dwóch warunków było zwycięstwo Legii nad dotychczasowym liderem Amiką. I warszawianie faktycznie w piątek wygrali. Natomiast drugim pokonanie przez Górników w Łęcznej outsidera Polonii. Gospodarze zaczęli bez króla przechwytów. Piotr Soczewka jeszcze wyszedł na rozgrzewkę, ale uraz przywodziciela okazał się zbyt poważny, aby ryzykować występ. Zatem po raz pierwszy w tym sezonie w wyjściowym składzie pojawił się Tomasz Copik. Zanim sędzia zagwizdał po raz pierwszy, kibice wręczyli jubilatom kwiaty - 32 urodziny obchodził w sobotę Sylwester Czereszewski, a dzień wcześniej Andrij Griszczenko skończył 29 lat. Irek Kościelniak podkreślał, że kluczem do sukcesu będzie szybkie strzelenie gola. Tak też się stało. W 5 min Grzegorz Skwara pognał do \"beznadziejnej” piłki i zatrzymał ją przy linii końcowej. Zdążył jeszcze zwieść dwóch obrońców i dośrodkować na pole karne. Paweł Bugała przedłużył podanie głową, a pozostawiony bez opieki Sylwester Czereszewski strzałem z bliska, zrobił sobie urodzinowy prezent. Był to już jego czwarty gol zdobyty w tym sezonie. Poloniści, z jednym praktycznie w przodzie Bartoszem Tarchulskim, zagęścili środek pola. Padający deszcz i śliska murawa znacznie utrudniały grę, powodując również sporo przypadkowości. Piłkarze \"Czarnych Koszul” wykorzystując warunki atmosferyczne starali się zagrażać Robertowi Mioduszewskiemu, swojemu byłemu koledze, przede wszystkim strzałami z dystansu. Próbkę dał Rafał Szwed, decydując się na kopnięcie z ponad 40 metrów! Potem zza szesnastki strzelił jeszcze Igor Gołaszewski. Jednak od dwudziestej minuty Górnik zademonstrował popis gry. Raz po raz podnosiła się temperatura pod bramką Roberta Gubca. Po pomysłowych i szybkich akcjach ręce same składały się do oklasków. W 21 min \"Buła” zagrał z boku do nadbiegającego Mirosław Budki, który w trudnej sytuacji przeniósł piłkę nad poprzeczką. Za moment Bugała dośrodkował do Czereszewskiego, ten zgrał głową do tytułu, a natychmiastowy strzał Skwary padł łupem warszawskiego bramkarza. Gubiec musiał mocno się zwijać. Najpierw w ładnym stylu zatrzymał piłkę po \"szczupaku” Grześka, a chwilę potem wyszedł obronną ręką z pojedynku z \"Czeresiem”. Na zakończenie pierwszej połowy głową piłkę uderzał jeszcze Budka. W przerwie Krzysztof Chrobak wprowadził Piotra Stokowca za Łukasza Jarosiewicza i zespół ze stolicy zaczął poczynać sobie lepiej. Dobrą okazję do zatrzymania rozkręcających się rywali miał Czereszewski, który po podaniu Skwary, kopnął obok bramki. W 54 min Stokowiec strzelił nad poprzeczką, a minutę później Tarchulski z głowy w ręce Mioduszewskiego. Napastnik Polonii miał jeszcze jedną okazję, kiedy po jego uderzeniu piłka przeleciała pół metra obok bramki. W rewanżu dwa razy w polu karanym bliski powodzenia był \"Czereś” i za każdym razem w starciach z obrońcami upadał w polu karnym. Piotr Siedlecki jednak ani myślał sięgać po gwizdek. Podobnie jak w przypadku, gdy na linii szesnastki padł Skwara. Grzesiek zresztą kilka razy był mocno sponiewierany przez rosłych przyjezdnych, a najbardziej narażona na kontuzje była jego... głowa. Wcześniej boisko musiał opuścić Copik. - Poprosiłem o zmianę. Nie mogłem dłużej walczyć z bólem pachwiny - powiedział Tomek. W 77 min stadion w Łęcznej na chwilę ucichł. Potężnym uderzeniem z około 35 metrów popisał się Szwed (mający za sobą występy w Motorze Lublin), po którym piłka wylądowała w \"okienku”. Górnik otrzymał cios i nie potrafił szybko się pozbierać. Mogli wykorzystać do warszawianie, ale strzał Jarosława Mazurkiewicza, znajdującego się w dogodnej sytuacji, zatrzymał Mioduszewski. Ostanie minuty były bardzo zacięte. Nikt nie odpuszczał, a temperamenty - Artura Kościuka i Gołaszewskiego - musiał studzić żółtymi kartkami arbiter. - To były emocje. Igor nie zachował się tak jak powinien. Jeszcze w pierwszej połowie, gdy jeden z jego kolegów był kontuzjowany, my wybiliśmy piłkę, a on zamiast ją oddać, ruszył na naszą bramkę - skomentował stoper Górnika. Gdy boiskowy zegar w Łęcznej wskazywał ostatnią minutę, w polu karnym rozegrała się iście teatralna scena. Do wrzutki w pole karne ruszył Skwara z jednym z obrońców. Sędzia nie zareagował na wysoko podniesioną nogę Szweda i piłkę złapał Gubiec. Grzesiek ostro gestykulował, a bramkarz Polonii upuścił futbolówkę i też zaczął wymachiwać - do bocznego arbitra. W końcu piłkarz Górnika odwrócił się w kierunku bramkarza i truchtem podążał w jego stronę, zapewne po to by przyspieszyć wznowienie gry. Gubiec, z niewytłumaczalnego powodu, trącił jeszcze piłkę nogą w kierunku Skwary (już biegnąc sprintem), który skorzystał z prezentu i natychmiast ruszył na opuszczoną bramkę. Minął po profesorsku rozpaczliwie interweniującego Macieja Michniewicza i leciutko kopnął do siatki. Konsternacja, radość w łęczyńskim obozie i euforia na stadionie, bo sędzia wskazał bez wahania na środek boiska. Stadion oszalał, bo łęczyński beniaminek ponownie został najlepszym zespołem ekstraklasy! A Grześkowi za cwaniactwo i trzeźwe spojrzenie dajemy w naszym rankingu pierwsza dziesiątkę!

Podziel się
Oceń

Komentarze

Reklama

ALARM 24

Masz dla nas temat?

Daj nam znać pod numerem:

+48 691 770 010

Kliknij i poinformuj nas!

Reklama

CHCESZ BYĆ NA BIEŻĄCO?

Reklama
Reklama
Reklama