• Wiesz że na Dolnym Śląsku mówią, że Górnik Polkowice zacznie wygrywać dopiero wtedy, gdy wróci Krzysztof Kłosiński?
– Tak mówią?! Przyznaję, że otrzymałem propozycję, nawet wstępnie rozmawiałem o niej, ale to raczej niemożliwe, abym mógł wcześniej odejść z Górnika Łęczna. Wiem również, że polkowiczanie rozmawiali o moim wykupieniu z Groclinu, z którym jestem związany umową. Trochę mnie kuszą. Włącznie z kibicami.
• Abstrahując; chciałbyś teraz znowu trafić do Polkowic?
– Nie mówię tak, nie mówię nie. Nie jest to takie łatwe, bo Górnik znalazł się w ciężkiej sytuacji. Chciałbym, aby utrzymał się w ekstraklasie, ale w sobotę najważniejsze będzie zwycięstwo mojego obecnego zespołu.
• Jak wspominasz pobyt na Cyprze?
– Bardzo ciepło. Gdyby nie krach sponsora, pewnie dalej bym tam grał. Bez sensu było tam jednak dalej siedzieć.
• Wolałeś powrót do Grodziska...
– Przez pół roku tylko trenowałem. Cypryjczycy nie chcieli wydać mojego certyfikatu. Nie wywiązywali się też z warunków umowy. Oddałem sprawę do FIFA i powoli należności z ich strony są spłacane.
• Wyjechałbyś jeszcze?
– Tak, ale tym razem z menedżerem inaczej podeszlibyśmy do tego. Miałem nawet dobrą ofertę, przed przyjazdem do Łęcznej, tylko warunkiem było posiadanie własnej karty na ręku.
• Chciałbyś na stałe zostać zagranicą?
– Nie, bo bardzo podobają mi się Polkowice.
• Ale gdy miałeś ofertę z Polkowic i Łęcznej, to wybrałeś tę drugą.
– Trochę byłem zaskoczony propozycją, bo już prawie podpisałem kontrakt z Polkowicami. Trener Zieliński namawiał mnie, żebym przynajmniej przyjechał zobaczyć jak tu jest. I już zostałem. Górnik Polkowice w efekcie okazał się mało konkretny. Wykorzystując to, że pochodzę właśnie stamtąd, sądzono, że będą chciał już osiąść i wręcz sam przyjdę do klubu. No i obecnie liczy się tylko Górnik Łęczna!
• Górnik Łęczna jest wysoko w tabeli, ale temu z Polkowic wyraźnie nie idzie. Dlaczego?
– M.in. z tego powodu wybrałem Łęczną. W Polkowicach chyba nie chcieli stworzyć mocnego zespołu. Były głosy, że brakowało pieniędzy na wypożyczenia i zakupy.
• Lubisz być dżokerem?
– Tak naprawdę, to nikt tego nie lubi. Każdy chce grać od początku i już od pierwszej minuty wejść w rytm meczowy. To powoduje całkiem inne podejście. Na początku może trochę mnie drażniło siedzenie na ławce. Uważałem, że zasługiwałem na grę. Liczyłem na grę, ale kontuzja pokrzyżowała mi szyki.
• Teraz otwiera się szansa na występ od pierwszej minuty.
– Liczę na to, ale decyzja należy wyłącznie do trenera.
• To prestiżowe spotkanie dla ciebie. Ale też dla Andrija Griszczenki...
– Obaj graliśmy w Polkowicach. Ten mecz wywołuje we mnie dużą motywację. Zobaczymy na kogo postawi trener.
• Niewiele ponad godzinę gry i dwa gole. To chyba niezbyt zadowalający dorobek.
– Raczej nie, biorąc pod uwagę oba aspekty, czas gry i liczbę zdobytych goli.
• Jak broni Jacek Banaszyński?
– To dobry bramkarz, ale lubi daleko odchodzić od bramki. To jego słabsza strona i w tym można upatrywać szansy.
• Ostrzegałeś go, że strzelisz mu gola (Krzysiek „ostrzegał” Groclin, ale chyba nie dali mu wiary – red.)?
– (śmiech) Jeszcze nie zdążyłem.
• A defensywa?
– To chyba najsłabsza strona Pol-
kowic. Ta formacja popełnia chyba najwięcej błędów.
• Wolisz, gdy obrońcy rywali grają w linii?
– Raczej tak. Zwłaszcza, gdy nie znają się najlepiej. Panuje wówczas bałagan, który łatwo wykorzystać.
• Wychodząc w ataku obok Grzegorza Skwary, nie unikniesz porównań do Sylwestra Czereszewskiego.
– „Czereś” strzelił najwięcej goli. Najgorzej, gdy dopada kontuzja w momencie, kiedy jest się w dobrej dyspozycji. Ale takie jest życie sportowca.
• W Polkowicach gra ktoś z twoich starych znajomych?
– Z Górnika tylko mnie się udało wypłynąć na szersze wody. A dziś kontakt utrzymuję z Marcinem Jeziornym, który jest... chłopakiem mojej siostry. Justyna jest koszykarką CCC Aquapark Polkowice. Słyszałem, że Marcina chcą wystawić właśnie „na mnie”.
• Nie byłeś rozczarowany, że Jacek Zieliński widział cię tylko w roli rezerwowego?
– Gdybym był trenerem, też bym nic nie zmieniał w składzie. Zespół spisywał się bardzo dobrze. Uważam, że chłopaki z ataku zasłużenie grali w podstawowym składzie.
• Cieszysz się, że nie zagrałeś w Poznaniu?
– Trudne pytanie. Nie wiem, czy coś pozytywnego wniósłbym do gry drużyny. Griszczenko i Szymanek weszli, ale na niewiele to się zdało. Cały zespół był ospały.
• Teraz przyszedł czas na rehabilitację...
– O Lechu trzeba jak najszybciej zapomnieć. Wcześniej graliśmy dobry futbol i to, że byliśmy liderem nie powinno bardzo dziwić. Nazywano nas papierowym liderem, ale na boisku wychodziło co innego. Z takim zespołem jak Górnik Polkowice powinniśmy sobie poradzić.
• Musicie bardzo strzec Bartka Rachowskiego.
– Koniecznie, bo może pojawić się problem z obsadzeniem bramki, gdyby i jemu przytrafiło się coś złego. Bądźmy dobrej myśli. Bartek zapłacił frycowe w Poznaniu. Teraz niech nam wybroni mecz (śmiech).
• Czy po meczu z Polkowicami, będziesz miał jeszcze powrót
do swojego rodzinnego miasta?
– Mogą mnie nie wpuścić (śmiech).
Reklama













Komentarze