Przejdź do głównych treściPrzejdź do wyszukiwarkiPrzejdź do głównego menu
Reklama

Dziewięciu wspaniałych

Na początku meczu sędzia Grzegorz Gilewski wyrzucił z boiska Artura Bożyka. W drugiej połowie to samo spotkało Tomasza Copika. Górnik Polkowice otrzymał rzut karny, ale Bartosz Rachowski popisał się świetną, udaną interwencją. Gospodarze grali w dziewiątkę, a jednak zdołali strzelić zwycięskiego gola! Bramka Pawła Bugały to \"stadiony świata”!
BRAMKA 1:0 - Paweł Bugała (67) SKŁADY Górnik Łęczna: Rachowski 9 - Bożyk (nie sklas.), Jaroszyński 7, Boguś 7 - Smolak 7 (84 Wójcik nie sklas.), Soczewka 8, Budka 9, Bugała 9, G. Bronowicki 7 - Skwara 7 (68 P. Bronowicki 5), Kłosiński 5 (29 Copik 6). Górnik Polkowice: Banaszyński - Żyluk, Jeziorny, Jamróz, Żelasko (59 Majewski) - Gorząd, Bosanac, Krzyżanowski (16 Maciejewski), Pilch - Narwojsz (46 Urbaniak), Moskal. Czerwone kartki: Artur Bożyk w 11 min, Tomasz Copik w 64 min (Łęczna) - Arkadiusz Maciejewski w 83 min (Polkowice). Żółte kartki: Jaroszyński, Skwara - Żelasko, Narwojsz. Sędziował: Grzegorz Gilewski (Radom). Widzów: 5000. Ocena meczu (w skali 1-5): 3. Piłkarz meczu: Bartosz Rachowski. Górnik Łęczna odniósł komplet zwycięstw na własnym stadionie i zrównał się punktami z liderem ekstraklasy Amiką Wronki. Polkowice na wyjazdach zanotowały komplet porażek... Przed meczem zastanawiano się, co wymyśli Jacek Zieliński. A miał nad czym główkować, bo ze składu wypadło mu pięciu podstawowych zawodników - Robert Mioduszewski, Ireneusz Kościelniak, Maciej Pastuszka, Artur Kościuk i Sylwester Czereszewski. Niestety, okazało się, że \"Czereś” zerwał wiązadła. W środę czeka go operacja i najwcześniej na boisku pojawi się dopiero na wiosnę. W tej sytuacji łęczyński szkoleniowiec do ataku desygnował Krzysztofa Kłosińskiego, a na prawą pomoc Jakuba Smolaka. Dla Kuby była to dopiero pierwsza okazja występu w ekstraklasie w barwach Górnika, natomiast Krzysiek po raz pierwszy znalazł się w wyjściowym w składzie. Podobnie jak Bartosz Rachowski, który w ekstraklasie zadebiutował w feralnym meczu w Poznaniu. Natomiast po przerwie spowodowanej kontuzją powrócił Artur Bożyk; niestety, tylko na chwilę... Przed pierwszym gwizdkiem Mirosław Dragan przeżegnał się, jakby miał złe przeczucia... I już na początku łęcznianie mogli prowadzić, kiedy dynamiczną akcję przeprowadzili Grzegorz Skwara ze Smolakiem. Riposta gości mogła być zabójcza. Marcin Boguś wycofał piłkę głową do Piotra Jaroszyńskiego, a ten... skiksował. Do piłki dopadł Marcin Narwojsz. Rachowski próbował ratować sytuację odważnym wybiegiem, ale napastnik rywali zdołał go minąć i miał przed sobą jedynie pustą bramkę. Gdyby zdecydował się natychmiast na strzał prawą nogą, pewnie byłoby 0:1. Jednak Narwojsz przełożył piłkę na lewą nogę i w tym czasie zdążył wrócić \"Jarosz”, zażegnując niebezpieczeństwo. W 11 min na stadionie zapanowała konsternacja. Bożyk wślizgiem trafił w nogi Jarosława Krzyżanowskiego, a sędzia Gilewski bez wahania sięgnął po czerwony kartonik. Wrogiem numer jeden publiczności został arbiter. Kibice parafrazowali przyśpiewki, intonując: Kto wygra mecz? Sędzia! Kto? Sędzia! Kto? Sędzia, sędzia, sędzia! Do boju, do boju, do boju GKS! Górnik zmienił ustawienie. Do obrony cofnął się Piotr Soczewka. Jacek Zieliński postanowił szybko wzmocnić defensywę i za Kłosińskiego wprowadził Tomasza Copika. Krzysiek bardzo chciał się pokazać przeciwko swoim byłym kolegom. Bardzo zależało mu na strzeleniu bramki klubowi, z którego wyrósł. Jednak wyraźnie z przygaszoną miną, musiał bardzo szybko opuścić boisko. - Liczyłem na ten mecz. Strzeliłem gola Groclinowi, to i teraz miałem ochotę na to samo. Sytuacja na murawie sprawiła, że musiałem szybko zejść, ale cóż, musiałem pogodzić się z decyzją trenera - powiedział. Przyjezdni, choć w przewadze jednego zawodnika, w żaden sposób nie potrafili przebić się pod miejscową bramkę. A więcej ciekawego działo się nawet na ich przedpolu. Na prawej pomocy bez kompleksów poczynał sobie Smolak. W ataku walczył jak lew osamotniony Skwara. Tak mocno, że zarobił w tym sezonie czwartą żółtą kartkę i w następnym spotkaniu z Wisłą Kraków będzie musiał pauzować. Dwa razy groźnie uderzał Mirosław Budka, a silny strzał Soczewki zablokował Marcin Jeziorny. Początek drugiej połowy należał do Górnika z Łęcznej. Gospodarze posiadali przewagę, a drużyna z Dolnego Śląska momentami wyglądała na bardzo pogubioną. Pięć minut po przerwie gospodarze wypracowali dogodną okazję. Copik podał do Skwary, który soczyście uderzył z 17 m, lecz piłkę zmierzającą do siatki, świetną interwencją zatrzymał Jacek Banaszyński. Miejscowi poszli za ciosem i szczęścia jeszcze próbowali Grzegorz Bronowicki i Budka. W 64 min nadzieje łęcznian na osiągnięcie korzystnego wyniku zmalały niemal do zera. Bartłomiej Jamróz kopnął piłkę z bliska i pewnie zatrzepotałaby ona w siatce, gdyby nie ręka \"Copy”. Za to zagranie arbiter pokazał obrońcy Górnika drzwi do szatni i jednocześnie skierował palec na punkt jedenastu metrów. Po tej interwencji Copika pojawiły się głosy, że w razie czego, zawsze on może stanąć między słupkami. - Nie, to są żarty, ale... w razie czego jestem do dyspozycji... Musiałem tak się zachować, bo gdyby piłka wpadła do siatki, to już ciężko byłoby nam się podnieść. A tak jakaś szansa była... - odparł po meczu jak zwykle ze śmiechem Tomek, już po końcowym gwizdku. W tych rozgrywkach polkowiczanie wcześniej już czterokrotnie wykonywali rzuty karne i tylko jedna próba zakończyła się powodzeniem. Do piątej podszedł Milan Bosanac, strzelił w prawy róg bramki, ale Bartek idealnie wyczuł jego intencje i odbił piłkę. Do końca meczu pozostało jeszcze 25 minut, dziewięciu Górników i wynik bezbramkowy. Niedługo jednak. W 67 min Budka podał do Bogusia, który próbując oddać strzał nie trafił czysto w piłkę. Przejął ją Paweł Bugała i kapitalnie uderzył z półobrotu, z powietrza w \"okienko”. Działo się to 12 metrów od bramki. Trybuny eksplodowały. Z gratulacjami do \"Buły” pobiegł przez całe boisko nawet Rachowski. W końcu łęcznianie zostali bez napastnika. Skwarę zastąpił debiutant Piotr Bronowicki, a potem podobną szansę otrzymał Piotr Wójcik, który stwierdził - Nawet nie było czasu, aby przejmować się tremą. Takie były emocje. - Rywale uzyskali przewagę, a gospodarze ograniczali się do wybijania piłki, jak najdalej od własnego pola karnego. Jednak każdą nadarzającą się okazję wykorzystywali, aby jeszcze zagrozić górnikom z Polkowic. W 82 min rajd przez całe boisko przeprowadził Budka, rozgrywający imponującą partię, i dopiero na własnym przedpolu w sposób nieprawidłowy zatrzymał go Arkadiusz Maciejewski. I Grzegorz Gilewski po raz trzeci musiał sięgnąć po czerwoną kartkę. To nieco ostudziło poczynania przeciwników, ale już w doliczonym czasie gry bliski wyrównania był Tomasz Moskal, który z bliska nie pocelował w bramkę. Ostatnim akcentem tego dreszczowca był rzut rożny, do którego nawet podążył Banaszyński. Jednak piłka znalazła się w rękawicach Bartka i sędzia mógł wreszcie zagwizdać po raz ostatni. - To skandal - ocenił krótko postawę swoich kolegów polkowicki bramkarz.Artur Ogórek Mirosław Dragan - trener Górnika Polkowice - Taka jest piłka, ale trudno będzie mi ochłonąć po takim spotkaniu. Czasami tak bywa, że zespół grający w osłabieniu potrafi się mocno zmobilizować. Piłkarze gospodarze byli niezwykle zdeterminowani i dlatego odnieśli zwycięstwo. Naszym największym kiksem są rzuty karne. To już czwarty, którego nie umieliśmy wykorzystać w tych rozgrywkach. Jacek Zieliński - trener Górnika Łęczna - Moi zawodnicy wznieśli się na wyżyny. Już dawno nie widziałem ich aż tak walczących. Naszym założeniem było uważać na stałe fragmenty gry polkowiczan i likwidować je od razu w zarodku. Musieliśmy bardzo pilnować wysokiego Moskala i nie pozwalać, aby górne piłki trafiały do niego. Decydującym wydarzeniem meczu był obroniony przez Bartka Rachowskiego rzut karny. Rywalom zaczęły się trząść nogi. Dostrzegliśmy szansę dla siebie i udało się zdobyć gola. Bartek miał wcześniej trochę pecha, bo trafiał wcześniej na bramkarzy lepszych. Z Polkowicami spisał się bardzo dobrze. Ma swoje pięć minut i postaramy się, aby wykorzystał je jak najlepiej. W Krakowie zagramy w składzie zbliżonym do tego, w którym graliśmy w drugiej lidze. Na razie mogę powiedzieć, że... nie zmieni się tylko kierowca Rozmowa z Pawłem Bugałą, zdobywcą złotego gola w sobotnim meczu • To było ciężkie spotkanie, ale pokazaliście wielki hart ducha. – Duży hart ducha, duże zaangażowanie, dużo walki, ale też słaba postawa Polkowic miała na to duży wpływ. Bowiem grając przeciwko tak osłabionemu zespołowi powinni sobie stwarzać sytuacje, a jednak nie robili tego. Na pewno chwała nam za to, że udało się utrzymać korzystny wynik, nie tracąc bramki. A przy okazji jeszcze coś strzeliliśmy. • O czym myślałeś, kiedy z boiska został wyrzucony Tomasz Copik i goście dodatkowo otrzymali rzut karny. – Wiedziałem, że jeśli stracimy bramkę, to będzie ciężko odrobić, bo było nas dwóch mniej. Jedyna nadzieja była w Bartku Rachowskim i chwała mu za to, że obronił ten rzut karny. Naszemu bramkarzowi można przypisać bardzo dużo, że ten mecz wygraliśmy. • Nie było momentów zwątpienia? – Jak już wspomniałem, wierzyłem tylko w Bartka, że może ten rzut karny obronić. Ale powiem szczerze, że przez myśl mi nie przechodziło, iż możemy ten mecz wygrać. • Czy sędzia był tendencyjny? – Moim zdaniem Arturowi Bożykowi czerwona kartka nie należała się w tej sytuacji. Wykonał wślizg, było to w walce. To był praktycznie jego pierwszy faul, nie z tyłu, nie taktyczny i dlatego myślę, że sędzia czerwoną kartkę pokazał zbyt pochopnie. Tomasz Copik też dostał kartkę, ale jak on sam mówił, zasłonił się przed piłką. Sędzia w takich sytuacjach sam podejmuje decyzje i w tych dwóch zdecydował tak, a nie inaczej. Ciężko się było z tym pogodzić. Tym bardziej cieszymy się, że wygraliśmy. • Na boisku często nie było tego widać, że graliście w tak dużym osłabieniu. – Byliśmy trochę cofnięci, ale czy można było grać inaczej? Gdybyśmy jeszcze się odkryli, grali na ich połowie, to byśmy się jedynie narazili na akcje polkowiczan z jednej lub z drugiej strony boiska. No i musieliśmy pracować jeden za trzech, aby zneutralizować rywali i nie pozwolić, aby wypracowywali sobie sytuacje. I to nam się udało. • Zapomnieliście już o Poznaniu? – Staraliśmy się to zrobić przez cały tydzień. Chyba skutecznie, bo z Polkowicami zwyciężyliśmy. • Ten mecz kosztował was bardzo dużo sił, a w czwartek kolejne wyzwanie – wyjazd pod Wawel. – Faktycznie, sporo zdrowia zostawiliśmy na boisku. Dodatkowo za kartki wypadło znowu trzech ludzi. Jednak podejdźmy spokojnie do sprawy. Mecz jak mecz. Wisła gra u siebie. Wcześniej wysoko pokonała Dospel Katowice, a teraz przegrała w Wodzisławiu. Każdy wynik w piłce jest możliwy. Mamy teraz kilka dni, aby odpowiednio się przygotować. Wyjdziemy i będziemy walczyć. • Polkowicom strzeliłeś pięknego gola. – Nawet nie wiedziałem jak. Trochę było to zaskakujące, bo najpierw próbował Marcin Boguś, piłka jeszcze od któregoś przeciwnika odbiła się, spadła pod moje nogi, przyjąłem i uderzyłem. W takiej sytuacji nie ma co się zastanawiać. Całe szczęście, że piłka akurat wpadła w bramkę. Nawet nie widziałem jak. • W Krakowie będziesz musiał uważać. – Czemu? • Masz trzy żółte kartki. – Te trzy żółte kartki mam już przez kilka meczów. Czasami można dostać za nic kartkę, dlatego nie ma co uważać, tylko normalnie grać. Jest tak duża kadra, że każdy inny wychodzi na boisko i z powodzeniem gra. • Sędzia Gilewski bardzo chętnie sięgał do kieszonki. Nie bałeś się, że i ciebie może ukarać. – Wcale o tym nie myślałem. Gdy walczy się o zwycięstwo, to się nie zwraca uwagi na takie sprawy. • Oglądałeś w sobotę wieczorem Canal Plus? – Oglądałem. • Padło w nim hasło – Bugała do reprezentacji. – No to co... Tak powiedział Paweł Zarzeczny. On komentuje ekstraklasę i mówi o różnych rzeczach. I tyle. Tej opinii nie wyraził przecież Paweł Janas. • Zasługujesz na powołanie? – Ale mnie zaskakujesz. Facet coś powiedział w telewizji... Ja nie mam nic do powiedzenia w tej sprawie. • A gdybyś otrzymał nominację od selekcjonera, byłbyś zaskoczony? – Tylu ludzi otrzymuje powołania. I jadą, i jakoś grają. Przecież w reprezentacji rozgrywa się takie same mecze. Tak samo się biega i tak samo kopie się piłkę. Rozmowa z Bartoszem Rachowskim • Skąd wiedziałeś w który róg się rzucić? – Śniło mi się (śmiech). Żartuję. Nie wiedziałem, nigdy nie wiadomo. Tak jakoś podbiegał, że wybrałem ten właściwy. • To chyba zostaniesz bramkarzem kolejki? – Chyba nie... Nie, to był tylko jeden strzał. • Ale z jedenastu metrów. – Czasami takie też się broni. Rzadko, ale zdarza się. • Kiedy ostatnio obroniłeś rzut karny? – Tak dawno nie grałem, że nawet nie pamiętam. • Mecz z Polkowicami to chyba prawdziwy debiut w ekstraklasie. – Raczej tak. Pierwszy raz zagrałem z Lechem, ale nie od pierwszej minuty. Ten możemy uznać za prawdziwy. • Co czułeś przed rzutem karnym? – Prawdę mówiąc, to nic. Chciałem obronić ten strzał za wszelką cenę. Nie ma czasu na odczucia. Rywal podbiega i uderza. • Z trybun, w zamieszaniu podbramkowym nie było dobrze widać całej akcji. Była ta ręka u Tomka Copika? – Potwierdzam, była. • Już myśleliśmy, że to twoja udana interwencja. Dotknąłeś w ogóle piłkę przy tym uderzeniu? – Nie, zrobił to Tomek. • A gdyby „Copa” tego nie zrobił, to tobie by się udało? – Nie, bo Tomek był już za mną. Gdyby nie on, to pewnie byłaby bramka. Tomek obronił. • Polkowice rozczarowały. – Albo im nie szło, albo są słabi. Mieli przewagę dwóch zawodników, a praktycznie nie stwarzali zagrożenia. Oprócz tej na początku sytuacji, po naszym błędzie, i tylko ten rzut karny. Więcej okazji chyba nie mieli. • Rzuciłeś Robertowi Mioduszewskiemu rękawicę? – Na razie jest kontuzjowany, odpoczywa. A jak będzie już zdrowy, to mu rzucę. • Niewiele czasu na świętowanie, bo już czeka na ciebie Maciej Żurawski. – A ja czekam na niego (śmiech). • I Adam Piekutowski, kolega z Lublinianki. – Na Adama nie czekam, bo strzelać mu nie zamierzam. • Nie bałeś się ostatniego rzutu rożnego, kiedy Jacek Banaszyński również wbiegł w pole karne? – Nie, nawet go nie widziałem (śmiech). • Tym razem nie było zaskoczenia. Już przez cały tydzień wiedziałeś, że będziesz grał... – I przygotowywałem się. Chciałbym podziękować Arturowi Sejudowi, który bardzo mi pomógł. Przed Polkowicami wyszedł nawet ze mną za rozgrzewkę, aby pomóc mi jak najlepiej. Tak się umówiliśmy i jak widać udało się. Rozmowa z Piotrem Jaroszyńskim • Dużo nerwów, niesamowita dramaturgia tego meczu... - Na pewno. Początek był bardzo nerwowy. Przyznam się, że popełniłem katastrofalny błąd, ale chciałem go naprawić. Na szczęście z dobrym skutkiem. • Ten błąd wynikał ze zdenerwowania. - Nie, to taka niefortunność w obronie. Trochę się nie zrozumieliśmy. Piłka poszła w \"kozioł”. Potem Marcin Boguś zagrał mi ją głową, wpadła w poślizg, a ja nie trafiłem. Dobrze, że się pozbieraliśmy i jakoś wyszliśmy z tej opresji. Potem znowu kartka dla Artka... • Zasłużona twoim zdaniem? - Ciężko powiedzieć tak na gorąco. Faul był na wyprostowanej nodze, ale czy sędzia musiał od razu tak to zinterpretować? Lecz nie można było tego zmienić. Ale pomimo osłabienia w pierwszej połowie wcale tak się nie broniliśmy radykalnie. Wyprowadzaliśmy takie kontry, z których mogła paść bramka. Wytrwaliśmy pierwszą połowę, a w drugiej mądrze taktycznie zagraliśmy. Czekaliśmy na taką jedną sytuację. Paweł zachował się jak profesor. Strzelił pięknego gola. Choć na pewno rzut karny zmieniłby cały mecz. Gdyby strzelili, a przy naszej drugiej czerwonej kartce, byłoby po meczu. Szczęście było z nami. Nie wiem, czy zasłużyliśmy na to zwycięstwo, jednak cieszymy się bardzo. • Wierzyłeś w to, że w dziewięciu można wygrać mecz? - Nie wiem, czy wygrać... Wierzyłem, że możemy nie przegrać. Ale tak wyszło i nie wiem, czy na szczęście czy na nieszczęście jesteśmy znowu liderem (wieści z Łodzi wskazywały jeszcze, że Amica przegrała z Widzewem - red.). • Czy to kartkowanie świadczy o tym, że świetna postawa beniaminka z Łęcznej \"komuś” nie pasuje? - Nie chciałbym tego tak interpretować. Kartki są wszędzie. Były też w meczu Odry z Wisłą Kraków. Taka jest piłka i musimy sobie dalej radzić. Wyszli dublerzy, nie wiem czy zachowaliśmy się dobrze, ale na tle Polkowic jakoś to wyglądało. • Teraz trener Zieliński może mieć dylemat, kogo postawić na ostatnim stoperze... - Trener się zastanowi i zdecyduje tak, aby to dobrze wyszło w Krakowie. Musimy obrać mądrą taktykę. Wracają kartkowicze i myślę, że Irek Kościelniak też dojedzie. To wszystko odbywa się dla zespołu. Kto wyjdzie, ten gra dla całej drużyny. • Wolisz grać w roli kryjącego obrońcy czy ostatniego? W Poznaniu pełniłeś tę pierwszą rolę i nie bardzo to wyszło. - Mecz z Lechem utkwił mi w pamięci. To był jeden z moich słabszych występów. Cała drużyna słabo zagrała, choć oczywiście przyznaję, że wypadłem blado. Wolałbym grać na ostatnim stoperze, ale to już nie jest moja decyzja. Tę podejmie trener, który zna mnie dobrze i wie na co mnie stać. Rozmowa z Jakubem Smolakiem: • Do końca ważyły się losy tego, kto zagra na prawej pomocy - Jakub Smolak czy Tomasz Copik. - Cieszę się, że trener obdarzył właśnie mnie zaufaniem. To był praktycznie mój pierwszy mecz w ekstraklasie. • W pierwszej lidze grałeś już w Ostrowcu... - Zaliczyłem tylko końcówkę jednego meczu. To była bardziej przygoda niż prawdziwy debiut. W zasadzie mecz z Polkowicami traktuję jako swój debiut w ekstraklasie. Niemiło wspominam tamten występ, bo praktycznie wszedłem na doliczony czas gry i straciliśmy dwie bramki. A wracając do spotkania z Polkowicami, to było ono nawet niezłe w moim wykonaniu. • Dość długo musiałeś czekać na pierwszy występ w Górniku w ekstraklasie. - Jednak było warto. • Zagrałeś bez kompleksów, a początek był wręcz imponujący. - Trener mnie odpowiednio nastawiał, żebym się nie przestraszył i zagrał tak jak umiem. Po prostu wykonywałem zadania, które mi nakreślił trener. • Grałeś już w tak dramatycznym meczu? - Aż w tak dramatycznym jeszcze nie. Rozmowa z Arturem Bożykiem • Czerwoną kartkę ujrzałeś zasłużenie? - Zdecydowanie tak. • Żółta by nie wystarczyła? - Możliwe, ale cała sytuacja pewnie znalazłaby się w kontrowersjach. Zabrakło mi kilku centymetrów, aby uniknąć czerwonej kartki. W zagraniach obrońców decydują centymetry, o tym, czy interwencja jest udana, czy nie. Przed kontuzją pewnie bym się nie pomylił przy takim wślizgu. Choć Krzyżanowski wcześniej musiał opuścić boisko, cieszę się, że obyło się bez poważniejszych konsekwencji. • Było w tym trochę celowego zamierzenia? - W żadnym wypadku. To nie w moim stylu. Po meczu zresztą podszedłem do niego i przeprosiłem. Powiedziałem, że nie chciałem mu zrobić krzywdy. • Jak na obrońcę, raczej rzadko karany byłeś kartkami. Miałeś wcześniej na swoim koncie czerwoną kartkę? - Jeszcze w Zamościu. Dostałem ją w meczu z Jeziorakiem Iława i pamiętam, że też wróciłem po kontuzji. • Nie bałeś się, że z twojego powodu Górnik może przegrać mecz z Polkowicami? - Bałem się, zwłaszcza w kontekście tego, co się stało w Poznaniu. To, że w dziewiątkę strzelili gola i jeszcze utrzymali zwycięstwo powoduje, że jestem dumny, iż mogę grać w taki zespole. • Najpierw kontuzja, teraz kartka. Ta runda może być już stracona dla Artura Bożyka. - Wiele nie pogram, ale runda jeszcze się nie zakończyła. Liczę na karę dwóch spotkań. Na meczu obecny był Kazimierz Górski, a on kiedyś powiedział, że dopóki piłka w grze... • Nie zaszkodził ci trochę nadmiar energii? - Czułem się zobowiązany wobec chłopaków. Przechodziłem rehabilitację, ale też odpoczywałem. Energii i siły miałem z pewnością kilka razy więcej. • Miałeś szansę na występ w meczu z mistrzem Polski. - Wiele myślałem o wizycie w Krakowie przy ul. Reymonta. Chciałem tak zagrać, ale widać nie było mi dane. • Oglądałeś mecz, czy siedziałeś w szatni? - Stałem w tunelu, ale było spokojnie. Wytrzymałem nerwowo, choć ostatnie mecze na naszym stadionie dostarczają wielu emocji. • Jeśli PZPN okaże się łaskawy, wrócisz na ostatni mecz z Amiką Wronki. Co będziesz robił niemal przez miesiąc? - Jak to co?! Zbierał sił i wierzył w to, że koniec rundy jeszcze nie nadszedł. Rozmowa z Marcinem Jeziornym • Kiedy pan zostanie szwagrem Krzysztofa Kłosińskiego? – Ha, ha, ha... na razie nie. Jeszcze nam się nie spieszy. Planujemy jeszcze  z siostrą Krzyśka z rok pochodzić. • Już jesteście po zaręczynach? – Jeszcze nie. • Kiedy to nastąpi? – Może podczas najbliższych świąt Bożego Narodzenia. • Odetchnął pan kiedy trener Górnika Łęczna zdjął z boiska Krzyśka? – Oczywiście, bo wiadomo było, że z jego strony grozi nam największe niebezpieczeństwo. • Ale groziło tylko do 29 minuty? – Taką mieli taktykę. Musiał zejść. Łęczna miała jednego zawodnika mniej. Wpuścili jeszcze jednego defensora, aby się lepiej bronić i musieli kogoś zdjąć. • Tak was to rozprężyło, że zlekceważyliście Pawła Bugałę? – To nie było zlekceważenie. Popełniliśmy błąd w kryciu, przy stałym fragmencie. Nas było tam pięciu, a on był sam. Piłka po rykoszecie trafiła pod nogi Bugały, a nasz zawodnik, który był za niego odpowiedzialny wychodził już z pola karnego i nie zdążył wrócić. • Będzie pan strzelał „jedenastki”? – Raczej nie. Jestem już „wyleczony”, kiedy nie wykorzystałem rzutu karnego z Wisłą Płock. • Czy z taką grą możecie marzyć o utrzymaniu? – Na razie uczymy się pierwszoligowej piłki. Jest ciężko, ale teraz z Polonią musimy po prostu wygrać. • Miał pan kryć Krzyśka? – Nie, ja grałem ostatniego stopera, a do indywidualnego pilnowania Krzyśka nikt nie był wyznaczony. • Komu kibicowała Justyna Kłosińska (koszykarka CCC Aquapark Polkowice – red.) – bratu, czy chłopakowi? – Justyna typowała remis. • Wasza gra wyglądała trochę bezmyślnie. – Nasza taktyka opierała się na podaniach do bocznych pomocników, którzy mieli to napędzać z przodu i wrzucać w pole karne, a napastnicy mieli kończyć. • Ale nic z tego nie wynikało. – Taka taktyka. • To znaczy, że trener ustawił złą taktykę, czy trener po prostu jest złym taktykiem? – Ja nie oceniam pracy trenera. Od tego są inni ludzie. Tak jak trener nam nakazuje, tak my gramy. • Czyli jakie są wnioski, słaba taktyka, czy też słabi są wykonawcy? – Już panu mówiłem. Na razie uczymy się pierwszej ligi. Jest ciężko, ale to wszystko musi przyjść z czasem. A ludzi mamy jakich mamy. • Nie zlekceważyliście gospodarzy posiadając przewagę dwóch ludzi? – Na pewno nie. • Dostaliście niezłą lekcję. – To był dla mnie śmieszny mecz, który powinienem wygrać, a przegrałem...

Podziel się
Oceń

Komentarze

Reklama

ALARM 24

Masz dla nas temat?

Daj nam znać pod numerem:

+48 691 770 010

Kliknij i poinformuj nas!

Reklama

CHCESZ BYĆ NA BIEŻĄCO?

Reklama
Reklama
Reklama