Reklama
Kulinarny przewodnik po woj. lubelskim. Gdzie dobrze zjeść?
Opis galerii
1/10
Biłgoraj: Pieróg biłgorajski z patelni na gorąco
To wyprawa śladami Singera. „Dom dziadka stał niedaleko od bożnicy, domu nauki, mykwy i cmentarza. Był to stary drewniany dom zbudowany z bali, pobielony. Przed nisko umieszczonymi oknami stała ława. Rodzina wyszła nam naprzeciw. (...) Ciotka poczęstowała nas zaraz podpłomykiem, który wydał mi się najsmaczniejszy na świecie” pisał Isaak Bashevis Singer. Dziś odbudowano tu żydowskie miasto z synagogą.
Na poszukiwanie smaków warto wybrać się do Restauracji Sitarska i zamówić „Pieróg biłgorajski z patelni na gorąco, podany z masłem ziołowo-czosnkowym, oraz kwaśną śmietaną”. Biłgorajski piróg rozsławili w Polsce Piotr Bikont i Robert Makłowicz. Jak i gołąbki z kaszą gryczaną oraz krężałki; małe kiszone kapustki. W karcie jest szarucha, regionalna zupa z gęsi i dziczyzna z kiszką ziemniaczaną.
2/10
Celejów: Kociołek „Siwy Dym”
Celejów to malowniczy przystanek przed Kazimierzem. Obowiązkowo trzeba zobaczyć tajemnicze ruiny dawnej papierni, którą wybudował książę Adam Czartoryski oraz pałac Klemeńskich. Stawy sprzyjają wędkowaniu, można nawet trafić na gorącą rybę z wędzarni.
Po spacerach warto odbyć kulinarną podróż z Agnieszką Filiks, szefową restauracji Siwy Dym, która wyjątkowo czuje regionalną kuchnię i potrafi ją w nowoczesny sposób interpretować. Kociołek „Siwy Dym” to rewelacyjna zupa gulaszowa na dziczyźnie. W maju znajdziecie w karcie zupę pokrzywową na wołowinie.
3/10
Chełm: Owoce morza
To jedno z najbardziej magicznych miast w regionie. Na trasie nie przegapcie miejscowości Stołpie, gdzie stoi romańska wieża. W samym Chełmie trzeba na kilka godzin zatrzymać się na Górze Chełmskiej, gdzie stoi Bazylika Narodzenia Najświętszej Maryi Panny i kilka innych, intrygujących budowli. Non stop pracują tu archeolodzy szukając grobu księcia Daniela Halickiego.
A co z jedzeniem?
Na kolejne kilka godzin należy zając miejsce w Gospodzie Sto Pociech. Choć w herbie restauracji jest słynna kaczka, to turyści zajadają się to włoską kuchnią i owocami morza. Krewetki są znakomite, mule w winie też. Jak i makarony. A wszystko to w bezkonkurencyjnych cenach od 10 do 15 zł.
4/10
Hrubieszów: Kotlety kijowskie
Do Hrubieszowa jedziemy poszukać śladów Leśmiana. Wybitny poeta był smakoszem, znakomicie gotował, jego specjalnością był warkocz z trzech rodzajów mięs duszony na klarowanym maśle i podlany węgrzynem. W Hrubieszowie pracował, jadł w miejscowych restauracjach, poszukiwał smaków.
W tutejszej restauracji Magistrat, nawiązującej do literackiej przeszłości miasta zjecie pielmieni wedle receptury Magdaleny Gessler. Oraz kotlety po kijowsku, czyli specjalną odmianę kotleta de Volaille; dania, którego receptura sięga XVIII wieku. Według Leśmiana, devolay (współczesna pisownia) zasługiwał tylko na jedno nadzienie: klarowane masło. Kotlet po przekrojeniu nożem tryskał masłem zmieszanym z sokiem z mięsa i przyprawami.
5/10
Kazimierz Dolny: Bajgiel kazimierski Jeremiego
Choć sam rynek jest ikoną i chwila na murku bezcenna, to warto pokręcić się po wąwozach, wejść na Górę Trzech Krzyży, popływać statkiem po Wiśle, przeprawić się promem do Janowca i z powrotem. Po to, żeby odpocząć na balkonie restauracji Bajgiel, stojącej tuż przy synagodze.
Największym hitem jest bajgiel kazimierski Jeremiego wypiekany według rodzinnego przepisu, z charakterystycznym wzorem przypominającym kwiat, obsypany sezamem, makiem i czarnuszką. Do bajgla idzie nadzienie z wędzonym łososiem lub z roladą z kurczaka lub z białym serem. Obowiązkowe danie drugie to kaczka Rotshilda z wiśniami.
6/10
Poniatowa: Zupa rybna z karpia ze świeżym imbirem
To najbardziej zielone miasto w regionie. Ongiś słynęło z sokowirówek Eda, dziś słynie z piw Browaru Zakładowego i zupy z karpia. Według Roberta Makłowicza tak dobrej zupy rybnej w Polsce nie zjecie.
Nic dziwnego: w pobliżu jest Gospdarstwo Rybackie Pstrąg Pustelnia skąd pochodzi karp i gdzie kupicie wędzoną szyneczkę z karpia, a nawet świeżego jesiotra. Za zupę restauracja Hotelu Montis zdobyła tytuł „Najlepszy Smak Lubelszczyzny 2016” na Europejskim Festiwalu Smaku. Po zupie warto wybrać się na długi spacer i powrócić na rewelacyjny schab z kostką na karmelizowanych borowikach podany z plackami gryczanymi.
7/10
Pułankowice: Sarna w sosie hiszpańskim
Pułankowice to przystanek przed zwiedzaniem Kraśnika. Restauracja słynie z dziczyzny i ogromnego warzywnika. Na jagnięcinę i dziczyznę przyjeżdżają tu smakosze z całej Polski. Najwyżej cenią sarnę w sosie hiszpańskim. Wielkim przysmakiem są pierogi z gąsek, chrupiąca golonka i kołduny w rosole.
A w Kraśniku należy zwiedzić odrestaurowaną farę z tajemniczym nagrobkiem. Do sarkofagu Jana i Cecylii licznie pielgrzymują turyści z Polski i Europy. Pomnik niespełnionej miłości Jana Tęczyńskiego i jego narzeczonej Cecylii Wazówny, siostry króla Szwecji Eryka XIV ma przynosić szczęście w miłości.
8/10
Wąwolnica: Pierogi z karpia
Kto lubi podróżować w poszukiwaniu wartości duchowych, koniecznie powinien wyskoczyć do Wąwolnicy. Zachowała się tu zabytkowa zabudowa, tajemniczy dom cadyka, a przede wszystkim kaplica Matki Boskiej Kębelskiej dawnego kościoła św. Wojciecha z przepiękną gotycką figurą Madonny, słynącą cudami.
Nazwa miejscowości pochodzi od słowa Wawel (wzgórze z bazyliką i kaplicą). Jest przepięknie położone. Dookoła malownicze szlaki i wąwozy, miedze i laski. A co zjeść? Rewelacyjne pierogi z karpia w restauracji Rozanna. W maju w ogrodzie restauracyjnym rusza wędzarka z rybami palce lizać.
9/10
Wojciechów: Golonka z pieca
Do Wojciechowa warto pojechać na golonkę. Karczma Biesiada, położona na malowniczej górce słynie z pysznej golonki przyrządzanej przez Włodzimierza Czernieca. W karcie znajdziecie także smakowity żurek, kawał dobrego żeberka i solidny karczek. Taras sprzyja jedzeniu, kontaktom towarzyskim z miejscowymi smakoszami i pouczającym rozmowom.
Po zaspokojeniu głodu warto zobaczyć tajemniczą ariańską wieżę, wybudowaną w latach 1520-1530. Gotycko-renesansowa budowla była domem mieszkalnym. W barokowym kościele zobaczycie bezcenne kurdybany, skóry o bogatym ornamencie tłoczonym, malowane i złocone, które zdobią ołtarze. To zabytek na europejską skalę. A w miejscowym zoo: przesympatyczne alpaki i bardzo poważne lwy.
10/10
Zamość: flaczki wołowe po zamojsku
Na zamojskim rynku można w którymś z ogródków siedzieć godzinami. Zamość zbudowany jako harmonijne miasto dziś oddaje swoją harmonię turystom.
Na dobre jedzenie polecamy restaurację „Skarbiec wina” gdzie warto spróbować wzorcowych flaczków po zamojsku. Ale wcześniej obowiązkowo zamówić na przystawkę „Cebularzyki podawane na ciepło z masłem czosnkowym lub ziołowym”. Rozczulają smakiem.
Reklama
Napisz komentarz
Komentarze