Po męsku
Opis galerii
2/9
1. Kondukt pogrzebowy idzie środkiem ulicy Kunickiego. Fotograf uchwycił go, gdy w tle widać kamienicę i wejście do zakładu fryzjerskiego
4/9
3. Na odwrocie odbitki data 1962. Jeszcze bardziej wyblakła jest ta, na której widać grupę fryzjerów.
- Drugi z prawej, to poprzedni właściciel Stanisław Gontarz. Mieszkał na Rurach, znaliśmy się, bo był moim sąsiadem. To on mnie namówił, żebym został fryzjerem. Skończyłem szkołę, byłem w zakładzie przy ul. Szopena u Wacka Pytalskiego, a potem przyszedłem tu - wspomina pan Jerzy, który przyznaje, że wybiera się już na emeryturę.
Z fotografii patrzy czterech mężczyzn, wszyscy w białych kitlach. Gontarz trzyma maszynkę starego typu; taką, która miała stały przewód do kontaktu i była o wiele większa i cięższa niż współczesne.
5/9
4. - Nam reklamy nie trzeba. Pracy mamy dość - mówi Jerzy Gospodarek, właściciel zakładu fryzjerskiego na którego drzwiach wejściowych można przeczytać: Rok założenia 1917
6/9
5. Dziś brzytew się nie używa. Choć jeśli się dobrze rozejrzeć po stuletnim pomieszczeniu, to można pod parapetem zauważyć haczyk i wiszące na nim pasy do ostrzenia
7/9
6. Gdy Mateusz Sadowski nagrywał fryzjerskie opowieści, właściciel pracował z papierosem w kąciku ust, a dym spowijał wnętrze. My trafiliśmy na czas walki z nałogiem. I robiliśmy zdjęcia na dzień przed remontem
8/9
7. Zakład nie jest duży. Akurat tyle tu miejsca, że mieszczą się dwa stanowiska pracy. Po przeciwnej stronie, koło drzwi kilka krzeseł dla czekających na zmianę fryzury. Po prawej za przepierzeniem socjalny kącik dla panów fryzjerów
Reklama
Napisz komentarz
Komentarze