4 czerwca 1989: Entuzjazm i oczekiwanie na zmiany
6/9
Marek Raduli
muzyk, wieloletni gitarzysta takich zespołów jak Bajm czy Budka Suflera
• Jaka piosenka najbardziej kojarzy się panu z przełomem lat 80. i 90.?
– Przełom tych dekad to dla mnie Bajm, Tadeusz Nalepa, Kciuk Surzyn Band, formacja jazzowa Three Generations Trio, współpracowałem też z zespołem Krzysztofa Krawczyka... To był bardzo dobry czas dla polskiej muzyki. W końcówce lat 80. rynek muzyczny działał bardzo intensywnie. Chodzi tu o wszystkie kapele rockowe, które przetrwały i były z tzw. młodej generacji: Republika, Maanam, Perfect i Lady Pank... Współpracowałem wtedy z grupą Bajm, także na tapecie była „Biała armia”. Już się szykowała sytuacja z Budką Suflera. Byłem w takim wirze estradowo-muzycznym i grałem w wielu grupach.
• Z tego, co pan mówi, wnioskuję, że nie można było wtedy narzekać na nudę.
– Czasy są lepsze lub gorsze, ale zawsze jest co robić. Zawsze pracowałem równolegle w wielu zespołach i do dzisiaj tak jest. W tym roku mam jubileusz 40-lecia swojej pracy zawodowej. Odwołując się do lat 80., to była moja pierwsza dekada pracy. Wszystko było „na rozruchu”, ale obserwowałem rynek muzyczny od środka. Były festiwale opolskie, w Sopocie jeszcze te stare, były wielkie przeboje... Kończyła się komuna i wszyscy byliśmy ufni, że cokolwiek by się nie działo, to będzie dobrze.
• I faktycznie zmieniło się na lepsze?
– Nie wiedzieliśmy, co te zmiany ze sobą przyniosą, ale wszyscy ich chcieliśmy. Dzisiaj mamy już jakiś ogląd, jak to wygląda po tych 30 latach. Zmieniło się bardzo dużo, jeżeli chodzi o stabilizację w kwestii praw autorskich i ich ochrony. Poprzedni ustrój nie dawał artystom niczego: stawki były żenujące i trzeba było grać bardzo dużo koncertów, żeby się utrzymać. O zakupie instrumentów nie było mowy, bo było to nieosiągalne. Trzeba było całe życie poświęcić na to, żeby z pensji uzbierać na gitarę, które dziś są ogólnie dostępne. Mieliśmy nadzieję, że rynek się otworzy i że będziemy mogli ruszyć na Zachód, że będziemy mogli sobie kupić instrumenty, a nie gotować struny w rondelkach po dwóch koncertach. Było dużo niewiadomych, a szczególnie to, jak będzie wyglądała promocja muzyki polskiej w stacjach radiowych. Dziś już wiadomo, że ich formaty znacznie się zmieniły. Podówczas, wszystko miało swoje plusy oraz minusy i tak pozostało do dzisiaj.
Krzysztof Kurasiewicz
7/9
Krzysztof Żuk
prezydent Lublina
• Jak pan pamięta 4 czerwca 1989?
– Wielki entuzjazm i oczekiwanie na zmiany. Chciałbym przypomnieć, że Komitet Obywatelski, który został powołany i ta mobilizacja środowisk opozycji, solidarnościowych, spowodowała, że wszyscy wierzyliśmy, że te wybory będą wygrane. Ale, że będzie taka skala wygranej, tego się nikt nie spodziewał.
• Co pan wtedy robił?
– Pracowałem na uczelni, byłem zaangażowany w dyskusje związane z transformacją. Byłem razem z tymi, którzy opracowywali scenariusze zmian, które później zamieniły się w polski model transformacji. Przeżywałem to emocjonalnie bardzo mocno. Dwie sytuacje wywołały u mnie euforię. Pierwsza to jest właśnie ta wygrana, bo ona zainicjowała całkowitą zmianę systemu. Weszliśmy dzięki tym wyborom w model demokracji zachodniej. Drugi ważny moment to był wybór Polaka na papieża. To było wcześniej, ale zainicjowało taką mobilizację i wiarę, że ta zmiana jest możliwa i dało siły wielu działającym w opozycji. Są momenty w życiu narodu, o których trzeba mówić dobrze i tylko dobrze.
• Ale czy to zwycięstwo obozu solidarnościowego zostało dobrze skonsumowane?
– Dobrze, jeśli popatrzymy na Ukrainę, na kraje Europy Środkowej, bo w tej części Europy nie ma drugiego takiego lidera w zmianach społeczno-gospodarczych, jakim jest Polska. To trzeba sobie powiedzieć: zapracowaliśmy na to, również ponosząc duże wyrzeczenia, żeby dzisiaj pozycja Polski, gospodarcza i polityczna, była tak silna. Jakież wtedy były modele transformacji, po które można było sięgnąć do podręcznika i wdrożyć? To wszystko było tworzone przez ludzi ad hoc, stosownie do sytuacji, na dodatek z ogromnym sukcesem. Ja uczestniczyłem w procesie
• Co pan czuje słysząc, że w 1989 r. zwyciężył układ, zgniły kompromis, albo nie było żadnego zwycięstwa?
– Mówią to ci, którzy najczęściej wtedy niczym nie ryzykowali, nie uczestniczyli w tych przemianach. Ci, dla których zacietrzewienie ideologiczne jest ważniejsze niż pewna racjonalność działań. Wszyscy, również państwo, działamy w określonych uwarunkowaniach społecznych, politycznych i gospodarczych. Ludzie, którzy wzięli odpowiedzialność za Polskę sprostali wyzwaniu, które na nich nałożono. Zrobili swoje. Jeśli dzisiaj oglądamy premiera Mazowieckiego z jego potwornym zmęczeniem, to ono odzwierciedla stan zdrowia, sił i energii tamtej opozycji, która rzuciła się na głęboką wodę i łapała oddech, żeby móc dalej zmieniać kraj. Jeśli dzisiaj ktoś tego nie dostrzega, to ma w sobie złą wolę. Oceniajmy działania tamtych polityków według uwarunkowań, które wtedy były. Dzisiaj każdy jest mądrzejszy, bo funkcjonuje w demokratycznym systemie europejskim, przy ogromnym wspomaganiu funduszami unijnymi, ogromnym potencjale gospodarczym i społecznym, w zupełnie nieporównywalnych warunkach. Proszę się cofnąć 30 lat i zobaczyć, jaka była gospodarka i w jakim stopniu byliśmy zorganizowani jako społeczeństwo. To są dwa różne światy.
Dominik Smaga
8/9
Maria Olszak-Winiarska
przewodnicząca zarządu Regionu Lubelskiego Ogólnopolskiego Związku Zawodowego Pielęgniarek i Położnych
Lata 80. wspominam jako czas okres niepokoju przed stanem wojennym, ale też wielkiego entuzjazmu związanego z Solidarnością, wolnymi wyborami, rodzącą się wolnością i wielkimi nadziejami na zmiany. Środowisko pielęgniarek bardzo angażowało się w działania związane z Solidarnością. Jedną z legend była Alina Pieńkowska, którą wiele lat później maiłam okazję poznać. Mieliśmy też świadomość, że w szpitalu są osoby, które są po przeciwnej stronie i niestety donoszą. Dla mnie był to też czas radości związanej z narodzinami moich dzieci, ale też z drugiej strony ogromnych trudności, szarości, kartek ciążowych, na które można było kupić np. pieluchy.
Z perspektywy czasu mogę powiedzieć, że wiele osób wtedy istotnych dla przemian w życiu polityczno-społecznym rozczarowało mnie. Decyzje, które teraz są podejmowane nie tylko w służbie zdrowia wskazują na to, że brakuje przemyśleń na temat demokracji i tego, jak powinniśmy z niej korzystać.
Sytuacja w służbie zdrowia cały czas się zmienia. Pielęgniarkom jest teraz na pewno łatwiej jeśli chodzi o możliwości kształcenia i rozwoju zawodowego. Jesteśmy przede wszystkim samodzielne, mamy też wsparcie w postaci samorządu. Możemy zdobywać doświadczenie za granicą i tam pracować. Kiedyś nie było takich możliwości. Są też znacznie większe możliwości jeśli chodzi o postęp medycyny. Zmienia się świadomość pacjentów, którzy zdają sobie już sprawę z tego, że zdrowie i leczenie kosztuje, a także samych pracowników, który potrafią zabiegać o godne wynagrodzenie i warunki zatrudnienia.
(kp)
9/9
Marcin Nowak
wiceprzewodniczący Rady Miasta Lublin, wykładowca
• 4 czerwca 1989. Jak tamten dzień pamięta ówczesny, jeżeli dobrze liczę, trzynastolatek?
– Pamiętam to jako młokos. Trzynastolatek pojmował rzeczywistość pewnie inaczej niż osoba dorosła. Ja życiem publicznym wówczas nie interesowałem się tak jak dziś, ale w moim domu mówiło się o tym sporo. Byłem w szkole podstawowej, w siódmej klasie. Ale widać było, że zmienia się charakter zajęć szkolnych. Mówiło się już o demokratyzacji, o pluralizmie. Pojawiały się słowa, których wcześniej się nie używało, a nazwa „PZPR” była słowem niechcianym. Pamiętam, jak moja nauczycielka historii napisała nazwisko Józefa Piłsudskiego na tablicy i uczyła, jak trzeba to nazwisko pisać. Nie wiem, czy było to tego dnia, prawdopodobnie nie, ale w tym okresie. Dodam, że chodziłem do „szóstki”, która była w klubie szkół przodujących w Lublinie i tam indoktrynacja była wcześniej niemała. W 1989 czuło się powiew świeżości. Marazm odchodził do lamusa, a ludzie czuli się wolni.
• Wtedy rzeczywiście Polska coś wygrała?
– Dyskusja w tej kwestii jest złożona. Bo czy te wybory były w pełni wolne? Wybierany był tylko Senat, a nie Sejm, który był przecież podzielony parytetowo. Dla mnie osobiście pierwszymi wolnymi wyborami były te samorządowe, rok później. No ale nie sposób nie zauważyć, że w 1989 r. mieliśmy jednak inną rzeczywistość. Po raz pierwszy wybieraliśmy tych, co chcemy, a nie tych, których nam każą, przynajmniej jeśli chodzi o wyższą izbę parlamentu.
• Mur się zaczął kruszyć, ale czy nie zbudowaliśmy nowego?
– Ten międzyludzki mur jest. Polska zawsze była podzielona. Na komunistyczną i solidarnościową, potem na socjalną i liberalną, a dzisiaj podzielona jest kluczem partyjnym. Niestety. Gdzieniegdzie drobne podmioty polityczne próbują zmieniać ten stan rzeczy, ale fakt jest taki, że Polska jest podzielona między dwie partie polityczne: Prawo i Sprawiedliwość oraz Platformę Obywatelską. To jest potężny problem.
Reklama
Napisz komentarz
Komentarze