Ranking wegetariańskich restauracji w Lublinie
6/8
6. Fresh Kitchen (ul. Fryderyka Chopina 11)
Kuchnie z różnych stron świata w wegańskim wydaniu. Od japońskiego sushi z wędzonym tofu (serwowanego tylko w piątki po 17.00) do meksykańskiego taco z gyrosem sojowym i guacamole. Od włoskiej pizzy do sojowo–sejtanowych amerykańskich burgerów. Jest też polsko. Kotlet sojowy a’la schabowy czy pieczeń z soczewicy pokryta sosem grzybowym. Dobry jak u mamy.
Kucharzowi nie brakuje finezji. Na przystawkę – tatar z suszonych pomidorów, zupa – flaki z boczniaka, a zamiast kawy – kurkuma latte. Do obiadu klasycznie – kieliszek wina lub kufel piwa, jak kto woli.
Jedzenie jest smaczne. W końcu restauracja deklaruje, że korzysta z produktów od lokalnych dostawców. Porcje są duże, a ceny umiarkowane. Za główne danie zapłacimy dwadzieścia kilka złotych, za zupę dnia 8 (tak jak za piwo). Warto skorzystać z promocji „Lunch dnia”. Wtedy dwudaniowy obiad mamy w cenie 20 zł.
Wyjątkowe i wręcz ujmujące jest to, że tuż po wejściu do lokalu, na naszym stole ląduje karafka wody. Zupełnie za darmo. Przypomina mi to tureckie zwyczaje. Obsługa jest bardzo, ale to bardzo miła.
W restauracji jest dużo przestrzeni. Warto wybrać się zwłaszcza z dziećmi – mają specjalnie wyznaczone miejsce do zabawy. Panuje przyjemna atmosfera. W lokalu jest mnóstwo kwiatów. Większość, jak się okazuje, jest sztuczna, za co wielki minus.
7/8
7. Soczysta Strawa (ul. Zesłańców Sybiru 4)
Działa na tej samej zasadzie co Wegetarianin (zaraz po nim jest drugą najtańszą opcją w Lublinie) – jest barek i sklep. Danie obiadowe nie kosztuje więcej niż 14 zł. Za zupę ogórkową zapłacimy 5,40, za dyniową – 6.
Kotlety z boczniaków czy szpinakowo–jaglane oraz pulpety falaflowe z curry zjemy z ziemniakami, ryżem lub kaszą. Są też pierogi: ruskie, ze szpinakiem. Neapolitańskie spaghetti, lasagne z warzyw, burrito, falafel i burgery. Tych ostatnich nie polecam. Kotlet marchewkowy niemal od razu “wypłynął” z bułki.
Super opcją są świeżo wyciskane soki np. szpinakowo–jabłkowo–selerowy za 7,50 zł. Za niecałe 3 złote wypijemy herbatę. W wersji jesienno–zimowej – imbirowo–pomarańczową, na pobudzenie – zieloną z guaraną.
Na słodko – deser czekoladowy z gruszką czy pudding z chia i bananem. Za mniej niż 7 zł. Niestety, w plastikowym kubeczku.
Plusem jest dobrze zagospodarowana przestrzeń. Podczas oczekiwania na zamówienie możemy urządzić sobie spacer między półkami ze zdrową żywnością. Minus – nie ma toalety.
8/8
8. Pomylone Gary (ul. Chopina 33)
Zdecydowanie brakuje im kreatywności, jeśli chodzi o nazewnictwo potraw. Po prostu skopiowali je od mięsożerców. Gyros, karkówka, schabowy. Oczywiście, wszystko wegańskie. “Ryba”, która jest bakłażanem czy skrzydełka, ale z boczniaka. Burgery i tortille na bazie soi.
Jedzenie jest średnie. Dobre, ale bez rewelacji. Tłuste i słabo przyprawione. Danie gyros z frytkami i surówką kosztuje 20 zł. Schabowy sejtan – 22. Najbardziej smakowały mi w nich surówki. Opłaca się skorzystać z opcji “danie dnia”. Wtedy zupa i drugie danie kosztuje niecałe 20 zł. Zupy mają niezłe – żadna nie powaliła mnie jednak na kolana.
Apetyt podkręcić można kieliszkiem wina czy kuflem piwa. Tę restaurację polecam na wyjścia ze znajomymi. W oczekiwaniu na jedzenie, można poczytać o podróżach czy pograć w gry. Jest dużo przestrzeni, bardzo gustownie urządzonej. Na stolikach zamiast kwiatów – świeże zioła. Na ścianach pełno obrazków, a za dekoracje służą przetwory domowej roboty.
Reklama
Napisz komentarz
Komentarze