Praca w cieniu wirusa
Medycy z "czerwonej strefy" oddziału ratunkowego SPSK4 w Lublinie. To tam trafiają pacjenci podejrzewani o zakażenie koronawirusem
1/25
Od początku epidemii zajmują się pacjentami, którzy mogą być zakażeni koronawirusem. Pielęgniarki i pielęgniarze, ratownicy medyczni - pracują na 12 godzinnych zmianach, w pełnym zabezpieczeniu. Na fizelinowe ubranie zakładają kombinezon, do tego podwójne rękawice, maskę, gogle lub przyłbicę. Dopiero w takim stroju mogą rozpocząć pracę. Dwie osoby zajmują się segregowaniem pacjentów specjalnym namiocie, ustawionym przed oddziałem.
2/25
Dwie kolejne zajmują się pacjentami, przyjętymi wcześniej na „brudną strefę” SOR. Trafia tam każdy, kto ma jakiekolwiek objawy zakażenia koronawirusem lub od którego nie udało się zebrać wywiadu i wykluczyć zarażenie.
– Każdy dyżur jest inny, nie żadnej reguły – opowiada jeden z ratowników. – Możemy przez kilka godzin zajmować się pacjentami w dobrym stanie i nagle trafia do nas nawet parę osób z zagrożeniem życia. Wtedy jest tyle pracy, że trzeba wzywać pomoc z „czystej strefy”.
3/25
Tak było m.in. w środę, kiedy medycy musieli jednocześnie reanimować dwoje pacjentów. – Zawsze trzeba być na to przygotowanym, chociaż większość przypadków nie jest tak poważna – dodaje jeden z ratowników. – Epidemia chyba powoli ustępuje. Widać to po liczbie pacjentów. Na początku ludzie obawiali się zakażenia i nie zgłaszali się do na oddział ratunkowy w błahymi sprawami. Teraz to się zmienia. Pacjentów jest coraz więcej.
Napisz komentarz
Komentarze