Skarby Kultury Przestrzeni: Pnącza w krajobrazie Lublina
1/13
Ściana domu na ul. Krańcowej
Przemyślane działanie właścicieli posesji w porozumieniu z sąsiadami, aby ich ulica była ładniejsza. Upiększenie publicznej przestrzeni na miarę prywatnych możliwości. Magdalena Skiba: "Ślepa ściana domu, na którą musieli patrzeć nasi mili sąsiedzi zamieniła się w kawał zielonego, pionowego ogrodu i powiększyła ich gród o kilkadziesiąt metrów. Ta zielona ściana ma wiele zalet. O każdej porze roku wygląda odmiennie i za każdym razem cudownie. Chcę podkreślić praktyczne zalety pnączy. Przy największej ulewie ściana pod liśćmi pozostaje sucha (nie przypadkiem domy w Anglii bardzo często są porośnięte bluszczem). Pnącza wysysają całą wilgoć z murów. W naszym domu porośniętym bluszczem nawet w największe upały jest chłodno”
2/13
Ściana bloku na ul. Nowowiejskiego
Upiększanie osiedla poprzez zagospodarowanie elewacji w formie zielonej ściany górującej nad uroczym ogródkiem przy wejściu do klatki schodowej. Efekt czyjejś wieloletniej pracy i troski. Jacek Werner: "Latem kojąca zieleń i chłód, jesienią mocne pobudzające barwy, zimą podziwiać można strukturę pnączy. Naprawdę uroczy zakątek się zrobił. Jeśli chodzi o mieszkańców, z którymi rozmawiałem, bardzo im się to podoba. Aż strach pomyśleć o ocieplaniu budynku..." Zamiast szarej płaszczyzny (którą najwyżej można by pomalować na kolorowo) jest tam żywa ściana o ciekawej fakturze, poruszająca się na wietrze, ochładzająca otoczenie i zmieniająca się wraz z porami roku. Gdyby chodziło o jakąś technologię, powiedzielibyśmy, że jest to ściana "inteligentna"...
3/13
Podwórko na Peowiaków
Spektakularny, artystyczny efekt dzikich pnączy to atut w ofercie dla turystów zainteresowanych niestandardowym zwiedzaniem. "Artystyczne zarastanie miasta" zasługujące na uwagę szczególnie w centrum. Przykład, że nawet puste podwórko może zmienić się pod wpływem zieleni w przytulne miejsce. Warto też docenić za odwagę administratorów, ponieważ powstało wiele historii jak bluszcz niszczy elewację budynków. Zieleń w centrum miasta topnieje w oczach. Na miejscu wyciętych bądź uschniętych drzew nie dosadza się nowych ze względu na nieekonomiczny rozkład podziemnych sieci. Taka tendencja zapewne będzie jeszcze wiele lat obecna. Zazielenianie miasta jest jednak konieczne, by przygotowywać je do zmian klimatycznych, już coraz bardziej nam doskwierających. Bluszcze przeróżnych gatunków wydają się być idealne nawet tam, gdzie na dorodne drzewo nie ma miejsca bądź możliwości.
4/13
Budynek przy skwerze Zawistowskiego
Piękne połączenie architektury i gatunku pnącza. To jedno z piękniejszych miejsc w Lublinie. Gdyby tylko ulica Wyszyńskiego albo Misjonarska były bardziej uczęszczane, ten zakątek Lublina byłby ikoną miasta. Bardzo ciekawe jest też najbliższe otoczenie: mały dziedziniec poniżej poziomu ulicy ze starodawną barierką i podcienia od strony skweru tworzą wiele dodatkowych zakątków i widoków. Kolejne zielone zakamarki wyłaniają się przed nami w miarę jak się oglądamy to miejsce. Jest to przestrzeń, którą można aktywnie odkrywać i w której chciałoby się pobyć dłużej. Podobnie jak w innych przypadkach połączenia zieleni i architektury, tutaj trzeba pilnować, aby zieleń podkreślała piękno i nadawała obiektowi i jego otoczeniu fajnej, schładzająco-uspokajającej atmosfery. Zabytek choć usytuowany przy jednej z głośniejszych ulic centrum wydaje się dzięki otaczającej go zieleni zawsze tajemniczy i zachęcający do zatrzymania się i obejrzenia go z bliska.
5/13
„Wiszący ogród” przy Rymwida i Grażyny
Pnącza jako część kompozycji. Występują one u jej podstawy jako rośliny okrywające grunt, skarpę i ścianę oraz (do niedawna) jako pionowe elementy łączące kwietniki na balkonach. Podziw budzi różnorodność roślin. Wzorcowe połączenie murów i zieleni na osiedlu, w miejscu o specjalnym znaczeniu krajobrazowym: upiększenie eksponowanego punktu i ciekawy dizajn. Mieszkańcy znają to miejsce od pół wieku, więc należy ono już do lokalnej tradycji. Takie piękne zielone zakamarki na osiedlach mieszkaniowych są ciekawymi „jaskółkami” pokazującymi innym mieszkańcom, że niewiele trzeba by odmienić oblicze nawet blokowej ściany czy czasem topornych balkonów rodem z PRL. Brawa dla każdego z autorów, a także dla lokalnej społeczności, bo bez niej utrzymanie tej aranżacji byłoby trudniejsze.
Reklama
Napisz komentarz
Komentarze