Przedstawiamy mistrzynie Polski w koszykówce kobiet - Lotto AZS UMCS Lublin
2/17
ROBBI RYAN
Mecze: 28 * Minuty (średnio): 26:25 * Punkty (średnio): 14,6
Tego sukcesu na pewno nie byłoby bez 28-letniej Amerykanki. Ona już rok temu miała wielką ochotę na mistrzostwo, ale wówczas rozgrywki w barwach Ślęzy zakończyła na trzecim miejscu. Wielu zastanawiało się jak odnajdzie się w Lublinie. Obawy okazały się zupełni niepotrzebne, bo Ryan była kluczową zawodniczką. Znakomicie regulowała tempo, potrafiła wziąć na siebie ciężar gry, ale imponowała też w defensywie. Jej serce do walki niejednokrotnie wyciągało drużynę z kłopotów. Była też bardzo regularna – zaliczyła zaledwie dwa słabsze mecze - z Jelenią Górą i Poznaniem. Pierwszy mecz nie miał najmniejszego znaczenia, a drugi, rozgrywany w stolicy Wielopolski, zakończył się wysokim zwycięstwem gospodyń. Po niespełna trzech miesiącach Ryan wróciła do tego miejsca i... rozegrała swój najlepszy mecz w sezonie. W niedzielę zdobyła 18 pkt i zebrała 12 pkt. I to wszystko mając ledwie 175 cm wzrostu.
3/17
MARKEISHA GATLING
Mecze: 29 * Minuty (średnio): 25:12 * Punkty (średnio): 13,2
Kiedy przyjechała na pierwsze treningi do Lublina, to wielu kibiców zastanawiało się czy LOTTO AZS UMCS potrzebuje zawodniczki, która jest tak mało mobilna. Gatling szybko odpowiedziała krytykom – tak, Lublin potrzebuje koszykarki, która jest jak skała i stanowi barierę nie do przejścia dla rywalek. To jedna z najlepszych zawodniczek, które kiedykolwiek pojawiły się w AZS UMCS. Ma znakomicie opanowane ruchy centra. Kiedy dostanie piłkę w „pomalowanym”, to nie ma siły, aby ją zatrzymać. Ale Gatling potrafi też podawać – średnio w tym sezonie notowała 1,8 asysty na mecz. Wady? W serii play-off bywała nieregularna; potrafiła nawet nie trafić żadnego rzutu do kosza w meczu z Wisłą Kraków. Dostała jednak nagrodę MVP finałów, co jest uznaniem jej wkładu w defensywę. Chociaż trzeba pamiętać, że kluczowe piłki ostatniej kwarty niedzielnego meczu w Poznaniu trafiały właśnie do Gatling.
4/17
BROOQUE WILLIAMS
Mecze: 16 * Minuty (średnio): 23:13 * Punkty (średnio): 12,4
Miała wejść w buty Destiny Slocum, z którą rozstano się w trakcie sezonu zasadniczego. Czy jej się to udało? Chyba nie do końca, bo Slocum była nieco lepszą zawodniczką. Williams jednak także ma swoje atuty. Jest nim doświadczenie, które przekłada się na umiejętność regulowania tempa gry. Nieźle rzuca za 3 pkt, chociaż w trakcie sezonu obniżyła swoje loty. Miała jednak świetne wejście do zespołu, kiedy Contimaxowi MOSiR Bochnia rzuciła aż 28 pkt. Jej notę może obniżać fakt, że w niedzielnym spotkaniu w Poznaniu złapała 5 przewinień i przedwcześnie musiała zejść z boiska.
5/17
KAMILA BORKOWSKA
Mecze: 19 * Minuty (średnio): 27:10 * Punkty (średnio): 11,3
Śmiem twierdzić, że tego tytułu nie byłoby bez Kamili Borkowskiej. Dziś nikt sobie tej drużyny bez niej nie wyobraża, ale chyba mało osób pamięta, że akademiczki zaczynały ten sezon właśnie bez niej. Borkowska wówczas wałczyła na parkietach greckiej ekstraklasy. Wróciła, bo uznała, że w wieku 24 lat za wcześnie jest na granie ogonów nawet w tak mocnej lidze jak grecka. Z szansy skorzystał LOTTO AZS UMCS. Karol Kowalewski miał ją pod opieką w reprezentacji Polski i doskonale wiedział, że jej zatrudnienie jest jednym z najważniejszych ruchów w tym sezonie. Udało się, a Borkowska odwdzięczyła się kapitalną postawą. W tym sezonie zdecydowanie poprawiła rzut za trzy punkty, chociaż nadal najlepiej czuje się w „pomalowanym”. W Polsce pewnie spędzi już niewiele czasu, bo potencjał uprawnia ją do gry w silnych klubach, a być może nawet do WNBA.
6/17
DRAGANA STANKOVIĆ
Mecze: 24 * Minuty (średnio): 23:27 * Punkty (średnio): 8,5
LOTTO AZS UMCS Lublin miał najlepsze podkoszowe w tym sezonie. Tercet Gatling – Borkowska – Stanković był zaporą nie do przejścia zarówno w obronie, jak i ataku. Stanković była doskonałym uzupełnieniem dwóch pozostałych, a trenerowi Karolowi Kowalewskiemu dawała możliwość rotacji, zwłaszcza jeśli Gatling grała słabiej, czy miała problemy z faulami. Szkoleniowiec LOTTO AZS UMCS zna ją doskonale, bo trenował ją jeszcze w czasach swojej pracy w KGHM BC Polkowice. Zresztą Kowalewski sam jest odpowiedzialny za jej sprowadzenie do Lublina. I bardzo dobrze, bo Serbka wykonała tu kapitalną pracę. Przede wszystkim była bardzo regularna. Zagrała może jeden czy dwa mecze poniżej swojego stałego poziomu. Pierwszym było spotkanie z Eneą AZS Politechnika Poznań, gdzie jednak dopiero wdrażała się w grę nowego zespołu. Słabiej też zagrała w konfrontacji z Gorzowem Wielkopolskim, kiedy po raz jedyny w tym sezonie nie trafiła
7/17
KLAUDIA WNOROWSKA
Mecze: 32 * Minuty (średnio): 24:48 * Punkty (średnio): 8,4
Wymogi Orlen Basket Ligi mówią o konieczności przebywania na boisku jednej zawodniczki, którą można określić jako młodzieżowiec. Karol Kowalewski miał olbrzymi komfort, bo Klaudia Wnorowska, która pełniła tę rolę, była wartością dodaną tego zespołu. 22-latka imponowała walecznością, ale również chłodną głową. Notowała mało strat, a zespół z nią na boisku funkcjonował bardzo dobrze. Świadczy o tym wskaźnik +/-, który z obecnej kadry miała trzeci w całej drużynie. Kiedy ona była na parkiecie, to drużyna wygrała ten fragment 7 punktami. Na pewno musi popracować nad utrzymywaniem formy na wysokim poziomie. W kluczowych momentach jednak nie zawodziła i to wydaje się najważniejsze.
8/17
DOMINIKA ULLMANN
Mecze: 32 * Minuty (średnio): 20:57 * Punkty (średnio): 6,7
Teoretycznie za nią najlepszy sezon w trakcie trzyletniego pobytu w Lublinie. Patrząc jednak na jej talent, to można czuć lekkie rozczarowanie. Ullman jest wybitną snajperką i nie ma co do tego wątpliwości. Kolokwialnie mówiąc jednak, rzut musi jej siedzieć. A problemem tego sezonu jest to, że momentami trzeba było zbyt dużo czekać, aby ten rzut zaczął siedzieć. Kiedy tak się działo, jak chociażby w drugim meczu półfinałowej rywalizacji ze Ślęzą Wrocław, to było cudownie. Ullmann wówczas trafiła 6 „trojek” i wygrała lubliniankom mecz. Problemem było to jednak, że stała się w ofensywie zawodniczką jednowymiarową. Warto pewnie więc wrócić pamięcią i nawykami do czasów, kiedy w koszykówce 3x3 reprezentowała Polskę w kategoriach młodzieżowych. Wówczas gry 1x1 z jej strony było znacznie więcej i przynosiła ona zazwyczaj sporo pozytywnych efektów.
9/17
ALEKSANDRA WOJTALA
Mecze: 32 * Minuty (średnio): 23:27 * Punkty (średnio): 5,3
Przykład zawodniczki, która rosła z każdym meczem. Początkowo nie odgrywała pierwszoplanowej roli w zespole. Z czasem jednak jej znaczenie było coraz większe i już nie była zastępstwem Robbi Ryan, Destiny Slocum czy Brooque Williams, ale ich doskonałym uzupełnieniem. W przyszłości powinna trochę popracować nad rzutem. Przegląd pola już ma idealny, o czym świadczy 10 asyst w jednym ze spotkań ćwierćfinałowej serii z Wisłą Kraków. Jak zacznie częściej trafiać do kosza, to wejdzie na poziom europejski. Na tym krajowym już jest, bo Karol Kowalewski dość często korzysta z jej usług w reprezentacji Polski.
10/17
ALDONA MORAWIEC
Mecze: 25 * Minuty (średnio): 16:21 * Punkty (średnio): 4,7
Dla niej ten medal ma słodko-gorzki smak. Słodki, bo mistrzostwo Polski wywalczone w takim stylu musi cieszyć. Gorzki, bo udział Morawiec w tym triumfie był znikomy. Doświadczoną zawodniczkę pokonały problemy zdrowotne. Widać to zresztą po czasie spędzonym na parkiecie. Na początku sezonu regularnie była w meczowej rotacji i zazwyczaj nie zawodziła. Później, już grała coraz mniej, a jej statystyki były na niższym poziomie. Morawiec bazuje jednak na rzucie, a tego bez regularnego i mocnego treningu nie da się wypracować.
11/17
WIKTORIA KACZMAREK
Mecze: 4 * Minuty (średnio): 2:53 * Punkty (średnio): 0,8
19-latka do kadry pierwszej drużyny została włączona dopiero w końcówce sezonu. Zdążyła jednak rozegrać w fazie play-off cztery spotkania. Jedno z nich zapamięta pewnie do końca życia. 21 marca w swoim debiucie przeciwko Wiśle Kraków zdobyła pierwsze w karierze punkty. Trafiła „trójkę”, później Karol Kowalewski zabrał ją na konferencję prasową, a koleżanki z drużyny serdecznie jej gratulowały. Na razie jednak wciąż pozostaje młodym i obiecującym talentem, który będzie jeszcze terminował na zapleczu Orlen Basket Ligi.
12/17
NIKOLA POGORZELSKA
Mecze: 5 * Minuty (średnio): 1:09 * Punkty (średnio): 0
19-latka od wielu lat trenuje w lubelskim klubie i dobrze, że wreszcie na stałe została włączona do kadry pierwszego zespołu. W Orlen Basket Lidze grała bardzo mało i jeszcze nie zdążyła zdobyć pierwszych punktów. Oddała w tym sezonie jednak tylko 3 rzuty. Kolejny rok pewnie spędzi ponownie na zapleczu Orlen Basket Ligi.
13/17
JULIA RAKOWSKA
Mecze: 1 * Minuty (średnio): 8:55 * Punkty (średnio): 0
Zdążyła zagrać tylko jeden mecz, który miał miejsce w październiku. W rywalizacji z Artego Bydgoszcz nie zdołała jednak trafić do kosza. 19-latka to spory talent i oby w kolejnych latach dopisywało jej zarówno szczęście, jak i zdrowie.
14/17
DESTINY SLOCUM
Mecze: 15 * Minuty (średnio): 27:33 * Punkty (średnio): 14,3
W Lublinie była do stycznia i zazwyczaj nie zawodziła. Bardzo dobra koszykarka i można się dziwić, że pozwolono jej odejść. Klub jednak nie zanotował aż tak dużej straty, bo jej następczyni, Brooque Williams, też wniosła sporo pozytywnego do gry lublinianek. Miała kilka wybitnych spotkań, jak chociażby 28 pkt rzuconych Contimaxowi MOSiR Bochnia.
15/17
LAURA GIL
Mecze: 9 * Minuty (średnio): 27:17 * Punkty (średnio): 13,1
Hiszpanka, która ma przecież bardzo bogate CV, w Lublinie pozostawiła po sobie znakomite wrażenie. Gil odeszła z powodów osobistych i można tego bardzo żałować. Obserwowanie jej gry, ale również patrzenie jak wykorzystuje swoje doświadczenie, było przyjemnością dla kibiców. Praktycznie, nigdy nie zawodziła. Potrafiła skompletować double-double w dwóch kolejnych spotkaniach i to nie z byle jakimi rywalami. Ze Ślęzą zdobyła 19 pkt i zebrała 11 piłek, a z Politechniką miała 12 pkt i 14 zbiórek.
16/17
SEEHIA RIDARD
Mecze: 2 * Minuty (średnio): 25:57 * Punkty (średnio): 11
Francuzka w Lublinie rozegrała tylko 2 mecze. Później trafiła do hiszpańskiego Cadi La Seu, gdzie odnalazła się znacznie lepiej.
17/17
JUSTYNA ADAMCZUK
Mecze: 11 * Minuty (średnio): 13:07 * Punkty (średnio): 3,7
Wielka szkoda że młoda podkoszowa nie odnalazła się w zespole Karola Kowalewskiego. Pod wodzą Krzysztofa Szewczyka dostawała znacznie więcej szans i grała nawet w Eurolidze. U trenera Kowalewskiego jej rola została kompletnie zmarginalizowana. A wraz z tym przyszły typowe problemy jak brak pewności siebie, zerwane rzuty czy niepotrzebne faule. Ostatecznie, sezon skończyła we włoskiej Serie A.
Reklama
Napisz komentarz
Komentarze