Reklama
Przedstawiamy mistrzynie Polski w koszykówce kobiet - Lotto AZS UMCS Lublin
2/5
ROBBI RYAN
Mecze: 28 * Minuty (średnio): 26:25 * Punkty (średnio): 14,6
Tego sukcesu na pewno nie byłoby bez 28-letniej Amerykanki. Ona już rok temu miała wielką ochotę na mistrzostwo, ale wówczas rozgrywki w barwach Ślęzy zakończyła na trzecim miejscu. Wielu zastanawiało się jak odnajdzie się w Lublinie. Obawy okazały się zupełni niepotrzebne, bo Ryan była kluczową zawodniczką. Znakomicie regulowała tempo, potrafiła wziąć na siebie ciężar gry, ale imponowała też w defensywie. Jej serce do walki niejednokrotnie wyciągało drużynę z kłopotów. Była też bardzo regularna – zaliczyła zaledwie dwa słabsze mecze - z Jelenią Górą i Poznaniem. Pierwszy mecz nie miał najmniejszego znaczenia, a drugi, rozgrywany w stolicy Wielopolski, zakończył się wysokim zwycięstwem gospodyń. Po niespełna trzech miesiącach Ryan wróciła do tego miejsca i... rozegrała swój najlepszy mecz w sezonie. W niedzielę zdobyła 18 pkt i zebrała 12 pkt. I to wszystko mając ledwie 175 cm wzrostu.
3/5
MARKEISHA GATLING
Mecze: 29 * Minuty (średnio): 25:12 * Punkty (średnio): 13,2
Kiedy przyjechała na pierwsze treningi do Lublina, to wielu kibiców zastanawiało się czy LOTTO AZS UMCS potrzebuje zawodniczki, która jest tak mało mobilna. Gatling szybko odpowiedziała krytykom – tak, Lublin potrzebuje koszykarki, która jest jak skała i stanowi barierę nie do przejścia dla rywalek. To jedna z najlepszych zawodniczek, które kiedykolwiek pojawiły się w AZS UMCS. Ma znakomicie opanowane ruchy centra. Kiedy dostanie piłkę w „pomalowanym”, to nie ma siły, aby ją zatrzymać. Ale Gatling potrafi też podawać – średnio w tym sezonie notowała 1,8 asysty na mecz. Wady? W serii play-off bywała nieregularna; potrafiła nawet nie trafić żadnego rzutu do kosza w meczu z Wisłą Kraków. Dostała jednak nagrodę MVP finałów, co jest uznaniem jej wkładu w defensywę. Chociaż trzeba pamiętać, że kluczowe piłki ostatniej kwarty niedzielnego meczu w Poznaniu trafiały właśnie do Gatling.
4/5
BROOQUE WILLIAMS
Mecze: 16 * Minuty (średnio): 23:13 * Punkty (średnio): 12,4
Miała wejść w buty Destiny Slocum, z którą rozstano się w trakcie sezonu zasadniczego. Czy jej się to udało? Chyba nie do końca, bo Slocum była nieco lepszą zawodniczką. Williams jednak także ma swoje atuty. Jest nim doświadczenie, które przekłada się na umiejętność regulowania tempa gry. Nieźle rzuca za 3 pkt, chociaż w trakcie sezonu obniżyła swoje loty. Miała jednak świetne wejście do zespołu, kiedy Contimaxowi MOSiR Bochnia rzuciła aż 28 pkt. Jej notę może obniżać fakt, że w niedzielnym spotkaniu w Poznaniu złapała 5 przewinień i przedwcześnie musiała zejść z boiska.
5/5
KAMILA BORKOWSKA
Mecze: 19 * Minuty (średnio): 27:10 * Punkty (średnio): 11,3
Śmiem twierdzić, że tego tytułu nie byłoby bez Kamili Borkowskiej. Dziś nikt sobie tej drużyny bez niej nie wyobraża, ale chyba mało osób pamięta, że akademiczki zaczynały ten sezon właśnie bez niej. Borkowska wówczas wałczyła na parkietach greckiej ekstraklasy. Wróciła, bo uznała, że w wieku 24 lat za wcześnie jest na granie ogonów nawet w tak mocnej lidze jak grecka. Z szansy skorzystał LOTTO AZS UMCS. Karol Kowalewski miał ją pod opieką w reprezentacji Polski i doskonale wiedział, że jej zatrudnienie jest jednym z najważniejszych ruchów w tym sezonie. Udało się, a Borkowska odwdzięczyła się kapitalną postawą. W tym sezonie zdecydowanie poprawiła rzut za trzy punkty, chociaż nadal najlepiej czuje się w „pomalowanym”. W Polsce pewnie spędzi już niewiele czasu, bo potencjał uprawnia ją do gry w silnych klubach, a być może nawet do WNBA.
Reklama
Napisz komentarz
Komentarze