Opieńki pana Wiesława
Fot. Ewelina Burda
1/3
– Nie przywiązywałem do tego większej wagi. Obserwowałem tylko jak przy pniu ściętego drzewa wyrastały grzyby. Jeden po drugim. Aż w końcu, na moim podwórku powstał „opieńkowy” konglomerat – śmieje się Wiesław Szyc, który niezwykłe okazy wyhodował na swojej działce w Julkowie, k. Białej Podlaskiej.
Pan Wiesław grzybów nie zrywa, bo jak mówi wrosły one w naturalny krajobraz posesji. – Kosząc trawę omijam kępki. Nawet koty ich nie niszczą. Żona kazała ścinać, ale zaprotestowałam, bo to przecież ozdoba naszej działki – przekonuje.
Niedługo grzyby zaczną więdnąć, ale prawdziwy pasjonat się tym nie przejmuje. – Póki co, jedne się rozkładają, ale obok powstają nowe narosty. Jednak zostanie w ziemi i za rok znowu się pojawią – mówi właściciel działki z opieńkami.
Miodowe kapelusze wzbudzają zaciekawienie mieszkańców. – Na szczęście nikt ich nie zrywa, chociaż niektóre wyrastają nawet za ogrodzeniem. To ewenement, bo takiego skupiska opieńków nawet w lesie nigdy nie widziałem, a lubię zbierać grzyby. Co więcej, nie stosowałem do gleby żadnych dodatkowych ulepszaczy – zapewnia.
Aby dopełnić „opieńkowych” formalności, pan Wiesław odwiedził nawet Powiatową Stację Sanitarno-Epidemiologiczną w Białej Podlaskiej.
– Nie umieli mi jednoznacznie określić czy grzyby nadają się do spożycia, czy do kosza. Faktem jest, że mój kot ich nie tyka – żartuje Szyc.
Jego zdaniem, opieńkowym konglomeratem powinny zainteresować się ośrodki naukowe. – Może to błahy materiał do badań, ale warto sprawdzić dlaczego grzyby rosną akurat na moim terenie i to w takich masowych ilościach – sugeruje emeryt.
Reklama
Napisz komentarz
Komentarze