Pracownicy DPS-ów wyszli na ulice: Żądamy podwyżek
1/10
– Mamy głodowe pensje, za prace w nocy dostajemy grosze, a za święta w ogóle nam nie płacą, dostajemy tylko wolny dzień – tłumaczył Grażyna Lalak z DPS w Matczynie.
– Pisaliśmy do starostwa, pisaliśmy do dyrekcji, teraz wyszliśmy na ulicę – mówiła Anna Gałkowska, z tego samego DPS-u. – Jedziemy cały czas na najniższej pensji.
Protest zorganizował NSZZ "Solidarność”. – Pikietujemy w imię tego, by poprawić sytuację materialną DPS-ów. Rosną wszystkie opłaty, a nie wzrasta dofinansowanie na podopiecznego. Pracownicy DPS-ów ubożeją, bo nie dostają podwyżek – mówił Piotr Najda, przewodniczący ponadregionalnej sekcji pracowników DPS. – Po 20 latach pracy w DPS zarabiam miesięcznie 1500 zł na rękę.
Związkowcy przeszli z transparentami ul. Królewskiej pod Urząd Wojewódzki i pod siedzibę starostwa. W obu urzędach zostawili petycje, w których wyliczają swoje postulaty. Oczekują m.in. podniesienia wynagrodzenia zasadniczego o minimum 500 zł, zagwarantowania corocznych podwyżek o wskaźnik inflacji oraz przywrócenia dodatku za pracę w niedziele i święta. Chcą także, aby dodatek za pracę w nocy wzrósł z 20 do 45 proc.
Z protestującymi spotkał się starosta lubelski, Paweł Pikula. Przyznał im rację, że wynagrodzenia w DPS-ach są za małe.
Związkowcy liczą na dalsze rozmowy.
Reklama
Napisz komentarz
Komentarze