Fotograf dawnego Lublina odnaleziony
Opis galerii
1/15
Mieszkanie na jednym z chełmskich osiedli. W pudełkach leży kawałek historii Lublina z przełomu lat 60. i 70. ubiegłego stulecia. Są też zdjęcia starsze i młodsze. Wszystkie poukładane, wiele w plikach spiętych gumką i z karteczką: lipiec 1971, grudzień 1970… itd.
Pan Marian Budzyński wyjmuje kolejne porcje. Głównie czarno-białe odbitki w formacie pocztówek. Na niskim stole leży plan Lublina. – Bo ja już czasami zapominam, gdzie jest jakaś ulica. Dziesięć lat mieszkam w Chełmie – tłumaczy, ale rozpoznaje kolejne góry piachu na pustkowiu – to budowa trasy W-Z, a to będzie chyba Mełgiewska, jeszcze jak miała jedną jezdnię.
Z opakowań po papierze fotograficznym wyłania się budowa ulicy Ruskiej, fachowcy w kufajkach na rondzie przed ratuszem, pole za szpitalem przy ul. Jaczewskiego, które będzie al. Smorawińskiego, koniec świata w błocie, czyli zapowiedź ulicy Puławskiej.
2/15
– To dlaczego mnie pani szukała? I mówi pani, że gdzie znaleziono moje zdjęcia? Na śmietniku? A, w skupie makulatury. Ciekawe, kto tam je mógł wyrzucić? – zastanawia się autor kilkuset fotografii, które dokumentują ulice i inwestycje prowadzone w Lublinie w czasach PRL. Większość z nich powstała w czasie, gdy 80-letni dziś fotograf pracował w Miejskim Zarządzie Dróg Mostów i Zieleni przy Prezydium Miejskiej Rady Narodowej w Lublinie.
3/15
– Ja myślę, że to ktoś sprzątający. Może leżały w magazynie albo jakiejś szafie. Potrzebował makulatury i przywiózł. Albo likwidowano biuro czy coś takiego. Trzymamy je tak, jak były znalezione, w tych samych opakowaniach po papierze fotograficznym. Nie były w ogóle zniszczone, brudne czy zakurzone – mówi Jolanta Jurkiewicz, która na początku lat 80. ubiegłego wieku uratowała przed przemiałem kolekcję.
Bo dla nas ta historia zaczyna się dzięki małżeństwu z Lublina, które na stosie makulatury znalazło tekturowe koperty ze zdjęciami. Dzięki Jolancie i Wojciechowi Jurkiewiczom wiemy, że 40 lat temu Marian Budzyński fotografował Lublin.
4/15
– Tak sobie usiłuję przypomnieć, czy myśmy u mojej siostry byli wtedy we dwoje czy już z wózkiem z córką. A może byłam ciąży? – zastanawia się pani Jolanta. – Urszula mieszkała wtedy w domu na Pochyłej, a przy Kunickiego prowadziła punkt skupu surowców wtórnych. Makulatura, butelki, złom. Wtedy to się nazywało „Oszczędność”, ale nie wiem czy była ajentem, czy pracownikiem. Mama jej pomagała, w podwórku miały wynajęte pomieszczenia i ludzie przynosili - głównie makulaturę. To było podwórko przy kamienicy stojącej najbliżej wiaduktu, po stronie Domu Kolejarza. Wtedy pewnie trafiliśmy na moment przed wywozem makulatury. Zobaczyliśmy jakieś zdjęcia i zabraliśmy.
5/15
I tak fotografie (tu ul. Ruska) Mariana Budzyńskiego trafiły w dobre ręce i dobre towarzystwo. Z tego same źródła państwo Jurkiewiczowie mają album ze zdjęciami dokumentującymi roboty publiczne prowadzone w Lublinie w latach 1937/38, czy kilka tomów austriackiej encyklopedii z 1881 roku.
– Encyklopedia ma wyrwane kartki, pewnie służyła za papier toaletowy – narzeka pani Jolanta pokazując spore ubytki w grubym tomie. – Później dawali papier za makulaturę, encyklopedia ciężka, w grubych okładkach, to przynieśli i dostali prawdziwy toaletowy – żartobliwie komentuje mąż pani Jolanty.
Dziś brak środków higienicznych trudno sobie wyobrazić. Kłopoty z ich dostaniem w czasach PRL były powszechne. – Nie powiem, kto ani z jakiego oddziału, ale jak mama zachorowała i potrzebne było przyjęcie do szpitala i operacja, to się zastanawialiśmy, co dać lekarzowi. I daliśmy worek papieru toaletowego, taką łapówkę. Mogliśmy dzięki temu, że siostra miała ten skup – wspomina Jolanta Jurkiewicz.
Reklama
Napisz komentarz
Komentarze