wtorek, 17 października 2017 r.

Biała Podlaska

Chłopiec ze wsi ma przechlapane

  Edytuj ten wpis
Dodano: 14 stycznia 2003, 12:18

Powiatowa Komenda Policji w Radzyniu Podlaskim finalizuje postępowanie przeciwko czterem młodym ludziom, podejrzanym o pobicie uczniów na terenie Zespołu Szkół Ponadgimnazjalnych. Nastolatkowie bezkarnie okładali pierwszaków na terenie szkoły.

– W Radzyniu można spotkać starszych chłopców, którzy chcą zabłysnąć cudzym kosztem. Kiedy się idzie z kimś lub w większej grupie, nie atakują. Gdy dostrzegą, że uczeń przyjeżdżający ze wsi do radzyńskiej szkoły jest sam, wtedy zaczepiają i biją. Czasami kończy się na przezwiskach lub na groźbach – wyjaśnia Staś, ofiara pobicia.

W szkole biją

– Byliśmy akurat na szkolnym placu, w pobliżu dworca PKS. Przyszedł taki jeden z włosami postawionymi na żel. Zaczepiał mnie już wcześniej na dworcu. Razem z nim dwaj wysocy chłopcy. Jeden miał czapkę z daszkiem, a drugi był w kapturze. Wiedziałem, że nic dobrego się nie szykuje. Musieli wiedzieć skąd jestem – że nie pochodzę z miasta, więc mogą się na mnie wyżyć. Pierwszakom z Radzynia łatwiej o silnych kumpli, którzy obronią przed atakiem. Chłopiec ze wsi ma przechlapane. I taka jest już u nas tradycja – mówi Staś.
Kiedy jeden z napastników coś mówił, wtedy drugi bez uprzedzenia uderzył Stasia w twarz. Napastnicy pobili też jego kolegę.
Po kilku godzinach grupka wyrostków z radzyńskich Bulwarów znów przyszła na teren szkolny. Była przerwa. Staś nie zdążył nawet zdjąć plecaka, kiedy napastnicy bez słowa wymierzyli mu kilka ciosów. Wtulił się w siatkę, a rośli napastnicy bili go po głowie. Po lekcjach chciał wyjść w stronę dworca PKS, aby pojechać autobusem do domu. Starszy kolega ostrzegł go, że przed szkołą czeka na niego banda. Staś bał się zostać w pustej szkole. Wyszedł boczną bramą i rzucił się do ucieczki.

We władzy gangu

Matka chłopca jest przerażona nagonką na jej syna. Nie kryje żalu:
– Kiedy Staś przebiegł prawie 5 kilometrów bocznymi drogami i wszedł do mieszkania siostry, rodzina nie mogła go poznać. Był kompletnie załamany i wyczerpany psychicznie. Potem przez cztery dni nie wyszedł z domu. Bał się spać. Musiał przyjechać z Warszawy drugi syn, aby Stasia odwozić do Radzynia. Gdy pojechałam do szkoły, wicedyrektor dał mi nawet „obstawę” na dworzec. Widziałam, że ci sami, którzy pobili mego syna, stali pod szkołą i pewnie oczekiwali na ofiary. Oni chcą być ważni w Radzyniu, by młodzież zaczęła się ich bać. Dowiedziałam się, że rodzice napastników są zamożni. Mają sporą firmę. Ich dzieci czują się bezkarne – mówi matka. Postanowiła zawiadomić policję.

Od razu zawiadamiamy

Najpierw trafiamy do Wiesława Korólczyka, zastępcy dyrektora radzyńskiego Zespołu Szkół Ponadgimnazjalnych. Przyznaje, że pierwszoklasista „oberwał trochę”. – Póki co nie stać nas na ochronę w szkole. Zdarza się, że do starego budynku przy ul. Armii Krajowej przez bramę wchodzą postronni osobnicy. Każdy może tam wejść. Nie jesteśmy w stanie legitymować uczniów. Kiedy dojdzie do pobicia, natychmiast informujemy policję i wysyłamy naszych dyżurnych.
– Na teren nowego budynku i placu nikt nie ma prawa wchodzić. Gorzej ze starym. Jesienią i zimą kręci się tam nie najlepsze towarzystwo. Szybko dowiedzieliśmy się kim byli napastnicy i powiadomiliśmy o tym matkę. Nie możemy sami zgłaszać tego policji, bo rodzice mogą później odmówić składania wyjaśnień – wyjaśnia Zdzisław Janus, dyrektor ZSP. Przyznaje, że akurat podczas tego incydentu nauczyciel wychowania fizycznego miał zajęcia na placu szkolnym i widział, jak jeden z trzech napastników bił ucznia. Obcy szybko odeszli.
Nadkomisarz Mirosław Piecak, rzecznik Komendy Powiatowej Policji w Radzyniu Podlaskim, potwierdza zainteresowanie sprawą. – Kilka osób biło chłopca. Tym przypadkiem zajęła się nasza sekcja kryminalna, bo napastnicy mieli więcej niż 17 lat. Nie bagatelizujemy zdarzenia. W pobliżu szkół i w centrum miasta prowadzimy działania prewencyjne. Aż do skutku.
Rzecznik przyznaje, że wcześniej już zdarzały się pobicia w rejonie szkoły. – Zbyt często kierownictwo zespołu w takich przypadkach starało się „wyciszyć sprawę” i twierdzić, że „wszystko gra” – dodaje.
Dyrektor Janus jest zdziwiony opiniami policji. – Dobrze nam się współpracuje z komendą. Sami zgłaszamy większość spraw. Kiedy coś wymaga interwencji, to wtedy organa ścigania się zjawiają. Proszę policję i straż, aby kierowały patrole koło szkoły – podkreśla.

Imię chłopca zostało zmienione
  Edytuj ten wpis
Czytaj więcej o:
(0) komentarzy

Skomentuj

avatar
Komentujesz jako Gość (Zaloguj się)

Zaznacz "Nie jestem robotem", by dodać komentarz:

Ostatnie komentarze

Na razie brak komentarzy, Twój może być pierwszy.

Pozostałe informacje

Alarm 24
Widzisz wypadek? Jesteś świadkiem niecodziennego zdarzenia?
Alarm24 telefon 691 770 010

Wyślij wiadomość, zdjęcie lub zadzwoń.

Kliknij i dodaj swojego newsa!