sobota, 10 grudnia 2016 r.

Biała Podlaska

Chłopiec ze wsi ma przechlapane

Dodano: 14 stycznia 2003, 12:18

Powiatowa Komenda Policji w Radzyniu Podlaskim finalizuje postępowanie przeciwko czterem młodym ludziom, podejrzanym o pobicie uczniów na terenie Zespołu Szkół Ponadgimnazjalnych. Nastolatkowie bezkarnie okładali pierwszaków na terenie szkoły.

– W Radzyniu można spotkać starszych chłopców, którzy chcą zabłysnąć cudzym kosztem. Kiedy się idzie z kimś lub w większej grupie, nie atakują. Gdy dostrzegą, że uczeń przyjeżdżający ze wsi do radzyńskiej szkoły jest sam, wtedy zaczepiają i biją. Czasami kończy się na przezwiskach lub na groźbach – wyjaśnia Staś, ofiara pobicia.

W szkole biją

– Byliśmy akurat na szkolnym placu, w pobliżu dworca PKS. Przyszedł taki jeden z włosami postawionymi na żel. Zaczepiał mnie już wcześniej na dworcu. Razem z nim dwaj wysocy chłopcy. Jeden miał czapkę z daszkiem, a drugi był w kapturze. Wiedziałem, że nic dobrego się nie szykuje. Musieli wiedzieć skąd jestem – że nie pochodzę z miasta, więc mogą się na mnie wyżyć. Pierwszakom z Radzynia łatwiej o silnych kumpli, którzy obronią przed atakiem. Chłopiec ze wsi ma przechlapane. I taka jest już u nas tradycja – mówi Staś.
Kiedy jeden z napastników coś mówił, wtedy drugi bez uprzedzenia uderzył Stasia w twarz. Napastnicy pobili też jego kolegę.
Po kilku godzinach grupka wyrostków z radzyńskich Bulwarów znów przyszła na teren szkolny. Była przerwa. Staś nie zdążył nawet zdjąć plecaka, kiedy napastnicy bez słowa wymierzyli mu kilka ciosów. Wtulił się w siatkę, a rośli napastnicy bili go po głowie. Po lekcjach chciał wyjść w stronę dworca PKS, aby pojechać autobusem do domu. Starszy kolega ostrzegł go, że przed szkołą czeka na niego banda. Staś bał się zostać w pustej szkole. Wyszedł boczną bramą i rzucił się do ucieczki.

We władzy gangu

Matka chłopca jest przerażona nagonką na jej syna. Nie kryje żalu:
– Kiedy Staś przebiegł prawie 5 kilometrów bocznymi drogami i wszedł do mieszkania siostry, rodzina nie mogła go poznać. Był kompletnie załamany i wyczerpany psychicznie. Potem przez cztery dni nie wyszedł z domu. Bał się spać. Musiał przyjechać z Warszawy drugi syn, aby Stasia odwozić do Radzynia. Gdy pojechałam do szkoły, wicedyrektor dał mi nawet „obstawę” na dworzec. Widziałam, że ci sami, którzy pobili mego syna, stali pod szkołą i pewnie oczekiwali na ofiary. Oni chcą być ważni w Radzyniu, by młodzież zaczęła się ich bać. Dowiedziałam się, że rodzice napastników są zamożni. Mają sporą firmę. Ich dzieci czują się bezkarne – mówi matka. Postanowiła zawiadomić policję.

Od razu zawiadamiamy

Najpierw trafiamy do Wiesława Korólczyka, zastępcy dyrektora radzyńskiego Zespołu Szkół Ponadgimnazjalnych. Przyznaje, że pierwszoklasista „oberwał trochę”. – Póki co nie stać nas na ochronę w szkole. Zdarza się, że do starego budynku przy ul. Armii Krajowej przez bramę wchodzą postronni osobnicy. Każdy może tam wejść. Nie jesteśmy w stanie legitymować uczniów. Kiedy dojdzie do pobicia, natychmiast informujemy policję i wysyłamy naszych dyżurnych.
– Na teren nowego budynku i placu nikt nie ma prawa wchodzić. Gorzej ze starym. Jesienią i zimą kręci się tam nie najlepsze towarzystwo. Szybko dowiedzieliśmy się kim byli napastnicy i powiadomiliśmy o tym matkę. Nie możemy sami zgłaszać tego policji, bo rodzice mogą później odmówić składania wyjaśnień – wyjaśnia Zdzisław Janus, dyrektor ZSP. Przyznaje, że akurat podczas tego incydentu nauczyciel wychowania fizycznego miał zajęcia na placu szkolnym i widział, jak jeden z trzech napastników bił ucznia. Obcy szybko odeszli.
Nadkomisarz Mirosław Piecak, rzecznik Komendy Powiatowej Policji w Radzyniu Podlaskim, potwierdza zainteresowanie sprawą. – Kilka osób biło chłopca. Tym przypadkiem zajęła się nasza sekcja kryminalna, bo napastnicy mieli więcej niż 17 lat. Nie bagatelizujemy zdarzenia. W pobliżu szkół i w centrum miasta prowadzimy działania prewencyjne. Aż do skutku.
Rzecznik przyznaje, że wcześniej już zdarzały się pobicia w rejonie szkoły. – Zbyt często kierownictwo zespołu w takich przypadkach starało się „wyciszyć sprawę” i twierdzić, że „wszystko gra” – dodaje.
Dyrektor Janus jest zdziwiony opiniami policji. – Dobrze nam się współpracuje z komendą. Sami zgłaszamy większość spraw. Kiedy coś wymaga interwencji, to wtedy organa ścigania się zjawiają. Proszę policję i straż, aby kierowały patrole koło szkoły – podkreśla.

Imię chłopca zostało zmienione
Czytaj więcej o:
(0) komentarzy

Skomentuj

avatar
Komentujesz jako Gość (Zaloguj się)

Ostatnie komentarze

Na razie brak komentarzy, Twój może być pierwszy.

Pozostałe informacje

Alarm 24

CENEO