środa, 23 sierpnia 2017 r.

Chełm

Nadzieja w Wiśniewskim

Dodano: 15 lutego 2005, 22:31
Autor: Anna Cykier

Kolejna zmiana na dyrektorskim stołku Samodzielnego Publicznego Zakładu Opieki Zdrowotnej we Włodawie. Tym razem zarządzanie placówką przekazano w ręce Andrzeja Wiśniewskiego, dotychczasowego przewodniczącego rady społecznej szpitala.

– Objąłem tę funkcję na prośbę starosty – mówi Andrzej Wiśniewski. – Dla mnie nie była to łatwa decyzja, bo prowadzę własną firmę. Znam jednak specyfikę tego szpitala i mam kilka pomysłów, które być może pomogą uzdrowić sytuację.
Poprzednik Wiśniewskiego, Ryszard Gołąb, zarządzał szpitalem siedem miesięcy. Przez ten czas zwolnił kilkudziesięciu pracowników, pozostałym obniżył pensje do ustawowego minimum. Zrównoważył wydatki z dochodami, czym sprawił, że ciążący na szpitalu prawie 12- mln dług nie wzrasta. On sam zarobił ponad 30 tys. zł, pozostawił sfrustrowaną załogę i odszedł.
– Decyzje Gołębia były bolesne, ale konieczne – mówi Wiśniewski. – Reorganizacja jednak pomogła. Długi stanęły w miejscu. Efekt będzie widoczny po kolejnych kilku miesiącach. Jedno jest pewne. Żadnych zwolnień już nie będzie. Mogą nastąpić kosmetyczne ruchy, ale nie w personelu medycznym. Pozostało ok. 210 pracowników i to jest stan, który musi być utrzymany.
Pierwsze działania Wiśniewskiego, które mają pomóc szpitalowi, to wzrost przychodów z tytułu kontraktu na 2006 rok.
– Dotychczasowe kontrakty były szykowane w ostatniej chwili – mówi. – Ja chcę to zmienić. Już teraz prowadzimy rozmowy z NFZ. Procedury medyczne, które dzisiaj są wykonywane na oddziałach mogą być lepiej płatne, przy wykorzystaniu lepszego sprzętu. Konieczny jest więc zakup nowych urządzeń medycznych. Moi poprzednicy o tym nie pomyśleli, a przecież są pieniądze z UE, o które wystarczy się postarać.
Od trzech miesięcy pracownicy włodawskiego szpitala dostają pełne wynagrodzenia. Dotychczasowe procedury zarządzania były takie, że nikt z nikim nie rozmawiał. Wiśniewski chce to zmienić. Co tydzień spotyka się z ordynatorami oddziałów, raz w miesiącu będzie rozmawiał z pielęgniarkami oddziałowymi. – Załoga, która pozostała jest dobra – mówi. – Mimo wielu rozczarowań chcą pracować. Sam się dziwię, że tyle wytrzymali. Trzeba jednak jasno powiedzieć, że sami sobie nie poradzimy. Tak jak inne placówki liczymy na pomoc z zewnątrz.
Czytaj więcej o:
(0) komentarzy

Skomentuj

avatar
Komentujesz jako Gość (Zaloguj się)

Zaznacz "Nie jestem robotem", by dodać komentarz:

Ostatnie komentarze

Na razie brak komentarzy, Twój może być pierwszy.

Pozostałe informacje

Alarm 24
Widzisz wypadek? Jesteś świadkiem niecodziennego zdarzenia?
Alarm24 telefon 691 770 010

Wyślij wiadomość, zdjęcie lub zadzwoń.

Kliknij i dodaj swojego newsa!