środa, 18 października 2017 r.

Chełm

Zaufanie nie popłaca

  Edytuj ten wpis
Dodano: 22 listopada 2004, 22:00
Autor: Anna Cykier

Agnieszka Mazurek z Włodawy kupiła dwupokojowe mieszkanie w bloku. Zdziwiła się bardzo, kiedy po dokonaniu transakcji poszła obejrzeć swój zakup. Na miejscu okazało się, że poprzedni właściciel wymontował z domu gniazdka i kontakty elektryczne, zabrał zlewozmywak. Znikły też pokojowe drzwi.

– Mieszkanie nie było tanie – opowiada Agnieszka Mazurek. – Sprzedający, czyli pan K., wycenił je na 55 tysięcy złotych. Nie targowałam się. Uważałam, że za drugie piętro zawsze płaci się drożej. Gdybym wiedziała, jakie niespodzianki mi zgotują, w życiu bym tego mieszkania nie kupiła.
Z zamiarem kupna własnego M-3, pani Agnieszka nosiła się od dawna. Dogadała się z koleżanką, która akurat takie mieszkanie chciała sprzedać. – Bezwiednie jej zaufałam – mówi. – Znałyśmy się przecież. Mieszkanie oglądałam. Podobało mi się. Poszłam na wszelkie ustępstwa. Zgodziłam się nawet, aby w akcie notarialnym pojawił się zapis, że ja im zapłacę do końca września, a oni opuszczą dom z końcem października. To był błąd. Trzeba było zostawić parę złotych tytułem zabezpieczenia, ale nie pomyślałam, o tym. K. Wyglądali na porządnych ludzi.
31 października odebrała klucze do mieszkania. 2 listopada ojciec Agnieszki Mazurek poszedł spisać wszystkie liczniki. – W domu było ciemno – mówi Franciszek Mazurek. – Po omacku szukałem kontaktu i wsadziłem rękę w kable. Zacząłem się rozglądać, odsłoniłem żaluzje i wtedy zobaczyłem, że praktycznie z każdej ściany sterczą niezabezpieczone przewody elektryczne. Nawet z sufitu zwisały gołe druty. Całe szczęście, że mnie prąd nie kopnął.
Po dalszych oględzinach, okazało się, że w mieszkaniu nie ma również kuchennego zlewu, drzwi do kuchni i dużego pokoju. Najgorszą informację przekazali jednak pani Agnieszce nowi sąsiedzi. Dowiedziała się, że w jej mieszkaniu są karaluchy – Ta informacja mnie już zupełnie dobiła – mówi Mazurek. – Poszliśmy z ojcem do sprzedającego z żądaniem zwrotu pieniędzy. W odpowiedzi usłyszeliśmy, że dobrowolnie nic nam nie odda. Nie chciał też słuchać o jakiejkolwiek rekompensacie za to co zrobił.
  Edytuj ten wpis
Czytaj więcej o:
(0) komentarzy

Skomentuj

avatar
Komentujesz jako Gość (Zaloguj się)

Zaznacz "Nie jestem robotem", by dodać komentarz:

Ostatnie komentarze

Na razie brak komentarzy, Twój może być pierwszy.

Pozostałe informacje

Alarm 24
Widzisz wypadek? Jesteś świadkiem niecodziennego zdarzenia?
Alarm24 telefon 691 770 010

Wyślij wiadomość, zdjęcie lub zadzwoń.

Kliknij i dodaj swojego newsa!