czwartek, 24 sierpnia 2017 r.

Gry

Men of War: Leci wojsko z daleka

Dodano: 24 lipca 2009, 18:08

Red Tide – tak nazywa się pierwszy dodatek do Men of War. Moim zdaniem najlepszej gry osadzonej w realiach II wojny światowej.

I jednej z najtrudniejszych, bo już dawno się tak nie namęczyłem jak z misją "Ostatni Bastion” w kampanii rosyjskiej. Choć zaczynałem na średnim poziomie trudności, to szybko spuściłem z tonu, bo ta gra błędów nie wybacza.

Jak wygląda wojna

Men of War to produkcja ukraińskiego studia Best Way. Ukraińcy mieli dwa pomysły: za każdym razem zmieniać nazwę gry (najpierw było "Soldier: Ludzie honoru” z dodatkiem "Outfront”, a potem "Faces of War”) i nigdy nie zmieniać tego, co dobre, a tylko dodawać nowe bajery.

Założenia gry są proste: to połączenie strategii czasu rzeczywistego z misjami w stylu niezapomnianego "Commandos”. Do możliwość przejęcia bezpośredniej kontroli nad każdą jednostką i kierowania nią za pomocą strzałek i myszy, spory realizm połączony z doskonałym modelem zniszczeń, ogromem dostępnego sprzętu i uzbrojenia oraz bardzo pomysłowe misje.

Właściwie każdą misję zaczynamy z niewielkimi siłami. Ot, kilku żołnierzy, jeden uszkodzony czołg i może jeszcze wóz pancerny.

A tu nam lektor w odprawie tłumaczy, że mamy najpierw przebić się przez wioskę pełną okopanych faszystów, potem odeprzeć trzy kontrataki, a następnie osłonić przejazd kolumny ciężarówek z zaopatrzeniem. To na początek, bo misje są dynamiczne; odsłaniają się kolejne fragmenty mapy, a my dostajemy kolejne zadania.

To może być równie dobrze zadanie cichego przedarcia się przez miasto do informatora, jak i rozkaz zatopienia statków transportowych. Trzeba przyznać, że twórcy nad tym pomyśleli i gra nie nudzi. Tym bardziej, że tu się nie da naprodukować jednostek, zaznaczyć wszystkich i wysłać na wroga.

Bez paska życia

Gry takie jak "Company of Heroes” zachwycają grafiką i świetnie sprawdzają się w rozgrywkach sieciowych. Tylko te "paski życia” nad czołgami… Albo fakt, że czołgi strzelają do siebie z odległości kilku metrów, a amerykański sherman jest właściwie niewiele gorszy od niemieckiego tygrysa.

W grach spod znaku "Men of War” jest zupełnie inaczej. Tu w czołgach czy innych pojazdach, uszkodzeniu ulegają poszczególne elementy: gąsienice, kadłub, wieżyczka, czy działo. Zależy od tego, w jaką część celujemy i czym strzelamy. Wspomniany sherman z tygrysem ma szansę tylko na bliższym dystansie i tylko przy trafieniu w najsłabiej opancerzone miejsce.

Szansę ma też piechota: żołnierz uzbrojony w koktajl mołotowa albo granat przeciwpancerny (zwykłe żadnej krzywdy nie zrobią).

Zresztą amunicja to oddzielny temat, po podzielono ją na burząca i przeciwpancerną i każda zachowuje się inaczej. Co prawda amunicję do broni ręcznej podzielono tylko na tę, przeznaczoną do pistoletów maszynowych, ckm-ów i karabinów, ale to małe ustępstwo na rzecz grywalności nie przeszkadza.

Co masz w plecaku

Każdy pojazd i żołnierz ma swój ekwipunek. Od amunicji, przez hełm, nóż, pistolet z tłumikiem, wykrywacz min czy zapałki, a skończywszy na apteczce (te jednak działają bardzo powoli). Podobnie z pojazdem: uszkodzoną gąsienice da się naprawić, ale trwa to wieki.

Z benzyną jeszcze gorzej: trzeba znaleźć beczkę z ropą, albo kanister, z którym nasz żołnierz podrepcze do innego pojazdu i spuści nieco paliwa. Nie każdemu takie mikrozarządzanie będzie się podobać, ale wymusza na graczu rozsądek i uwagę w używaniu dostępnych środków

Co by tu zniszczyć?

Choć silnik graficzny gry ma już swoje lata, to wciąż prezentuje się całkiem dobrze. Jednak największe wrażenie robi tu model zniszczeń. Eksplodujące na różne sposoby czołgi i wozy pancerne robią świetne wrażenie. Tym bardziej, że fruwające w powietrzu kawałki naszego T-34 mogą zranić pobliskich żołnierzy. Albo podpalić kawałek lasu.

Zresztą niemal wszystko można tu zniszczyć: czy to płot, czy sławojkę czy chałupę we wsi. Albo i sznur z rozwieszonym praniem. Większe budynki też da się zrównać z ziemią; albo ogniem z dział, albo czołgiem.

Równie wysoki poziom ma oprawa dźwiękowa. Owszem, lektorzy są koszmarni, a muzyka przeciętna, ale odgłosy bitwy i wrzaski żołnierzy: pierwsza klasa.

Co nowego

A teraz wszystkiego będzie więcej z racji samodzielnego (czyli niewymagającego gry "Men of War”) dodatku "Red Tide”. Tym razem ukraińscy twórcy trochę poszaleli, bo wcielimy się w dowódcę oddziału sowieckich marines, znanych także jako "Black Coats”.

Brzmi dziwnie? Nic dziwnego, bo programiści sięgnęli po twórczość Aleksandra Zoricha (pseudonim, pod którym ukrywa się dwójka pisarzy: Yana Botsman i Dmitry Gordevsky).

Kampania z ich udziałem ma się składać z ponad 20 misji (i kilku samodzielnych scenariuszy) powiązanych z historycznymi bitwami i wydarzeniami z lat 1941-44. Z pepeszą w ręku zwiedzimy m.in. Odessę, Sewastopol, Teodozję i Eltingen.
Dojdzie też sporo nowego sprzętu i to bardzo nietypowego, jak np. gigantyczny Messerschmitt Me 323 Gigant.

Premierę gry zapowiedziano na jesień tego roku. Czy wyjdzie także u nas? Jest duża szansa.
Czytaj więcej o:
(0) komentarzy

Skomentuj

avatar
Komentujesz jako Gość (Zaloguj się)

Zaznacz "Nie jestem robotem", by dodać komentarz:

Ostatnie komentarze

Na razie brak komentarzy, Twój może być pierwszy.

Pozostałe informacje

Alarm 24
Widzisz wypadek? Jesteś świadkiem niecodziennego zdarzenia?
Alarm24 telefon 691 770 010

Wyślij wiadomość, zdjęcie lub zadzwoń.

Kliknij i dodaj swojego newsa!