wtorek, 17 października 2017 r.

Kraj Świat

Prokuratura wznowiła śledztwo ws. wpisów w internecie nt. szefa MSZ Radosława Sikorskiego, które nawoływały do waśni narodowościowych, znieważały osoby lub grupy z racji przynależności narodowej, propagowały totalitarny ustrój państwa oraz zniesławiały ministra.

Ponowną analizę całej sprawy zaleciła Prokuratura Generalna, która krytycznie oceniła umorzenie tego śledztwa w 2013 r. Jak powiedział we wtorek PAP prok. Przemysław Nowak, rzecznik warszawskiej Prokuratury Okręgowej w Warszawie, wznowienie śledztwa wynikało z konieczności uzupełnienia materiału dowodowego (przesłuchania dodatkowych świadków) i ponownej analizy całości materiałów. Podkreślił, że decyzja o wznowieniu śledztwa nie oznacza automatycznego stawiania komuś zarzutów, choć nie można tego wykluczyć. Mec. Roman Giertych, pełnomocnik szefa MSZ, który złożył zawiadomienie o przestępstwie, liczy, że prokuratura postawi zarzuty osobom z portalu "Fakt.pl", które - jego zdaniem - wiedziały o bezprawnych wpisach. Według Giertycha sami autorzy wpisów powinni być karani finansowo w trybie nakazowym, co byłoby "wystarczającą przestrogą dla innych". W 2011 r. Sikorski wypowiedział walkę antysemickiej i rasistowskiej "mowie nienawiści" w sieci. Zawiadomił prokuraturę o przestępstwie szerzenia nienawiści na tle narodowościowym (grozi za to do 3 lat więzienia); wytoczył też kilku mediom procesy cywilne za takie wpisy na ich forach internetowych. Minister złożył w prokuraturze wydruki z sieci, np.: "Hitler zaczął, my skończymy. Do pieca, smażyć się, żyduchy, do pieca"; "Mam złość na Adolfa H., że nie skończył gazowania rzydostwa". Przytaczał też wpisy o sobie: "Sikorski - mąż ortodoksyjnej z dziada pradziada amerykańskiej żydówki, wróg Polskości, biegle władający językiem polskim amerykański agent i mason, zdalnie sterowany przez teścia, naczelnego czosnka nowego Yorku, przejął pałeczkę destrukcji i destabilizacji kraju od niejakiego michnika - jednak bardziej niebezpieczny z racji zajmowanego wysokiego stanowiska - pod maską dobrotliwego gogusia ukryty bezwzględny sprzedawczyk, wyzbyty wszelkich zasad wykonawca rozkazów międzynarodowej kliki". Prokuratura wszczęła śledztwo z art. 212 par. 2 kodeksu karnego - o zniesławienie ministra w mediach. Ustaliła adresy komputerów, z których dokonywano wpisów, po czym w 2012 r. umorzyła śledztwo. "Pan Sikorski ma profesjonalnego pełnomocnika i może ścigać sprawców z oskarżenia prywatnego" - mówił ówczesny rzecznik prokuratury. W styczniu 2013 r sąd uwzględnił zażalenie mec. Giertycha i nakazał ponowne śledztwo. Rozszerzono jego zakres na przestępstwa publicznego znieważania innych osób z powodu przynależności narodowej czy rasowej, publicznego propagowania faszystowskiego lub innego totalitarnego ustroju państwa oraz prezentowania i rozpowszechniania takich treści (grozi za to kara do 2 lat więzienia). W śledztwie przesłuchano kilkadziesiąt osób, ale nie można było dowieść, że to właśnie one były autorami wpisów, bo tłumaczyły, że z komputerów korzystają też inni. Przyznała się jedna osoba; prokuratura postanowiła nie stawiać zarzutów pomówienia Sikorskiego temu starszemu i choremu mężczyźnie, który przeprosił za wpis. Prokuratura nie dopatrzyła się też odpowiedzialności po stronie prowadzących fora internetowe. Śledztwo umorzono ponownie w listopadzie 2013 r. Krytyczną ocenę umorzenia przedstawiła Prokuratura Generalna. Teraz śledztwo wznowiono w zakresie nawoływania do waśni narodowościowych, znieważania z racji przynależności narodowej oraz propagowania totalitarnego ustroju państwa oraz prezentowania i rozpowszechniania takich treści przez fora internetowe. Nowak dodał, że co do pomówienia ministra, śledztwo wznowiono jedynie w wątku starszego mężczyzny. Giertych powiedział PAP, że oczekuje, iż prokuratura postawi zarzuty osobom prowadzącym z "Fakt.pl". "Mając świadomość charakteru wpisów, pozostawili je" - dodał. Powołał się m.in. na niedawny wyrok Sądu Najwyższego, który nakazał ponowne zbadanie jego pozwu o obraźliwe komentarze dotyczące go na "Fakt.pl". Według Giertycha SN uznał, że każda moderacja oznacza, że wydawca portalu wiedział o treści komentarza. W maju 2011 r. wydawcy "Faktu" oraz "Pulsu Biznesu" przeprosili Sikorskiego za takie wpisy. Sikorski uznał to jednak za niewystarczające i poszedł do sądu. W 2012 r. ugodę z Sikorskim zawarł wydawca "Wprost", a w 2013 r. - portal "Pulsu Biznesu". Trwa nadal proces przeciw wydawcy "Faktu". Według pozwów wpisy na forach widniały przez dłuższy czas. Pozwani podkreślali, że w końcu wpisy usunięto, a Sikorskiego już za nie przeproszono. Według pozwanych nie można obarczać wydawców winą za naruszenie prawa, dopóki nie udowodni się, iż wiedzieli o obraźliwym wpisie. Giertych mówi, że wpisy na forum to jak listy do redakcji, za które redakcja odpowiada.
  Edytuj ten wpis
Czytaj więcej o: giertych hejterzy sikorski
(0) komentarzy

Skomentuj

avatar
Komentujesz jako Gość (Zaloguj się)

Zaznacz "Nie jestem robotem", by dodać komentarz:

Ostatnie komentarze

Na razie brak komentarzy, Twój może być pierwszy.

Pozostałe informacje

Alarm 24
Widzisz wypadek? Jesteś świadkiem niecodziennego zdarzenia?
Alarm24 telefon 691 770 010

Wyślij wiadomość, zdjęcie lub zadzwoń.

Kliknij i dodaj swojego newsa!