sobota, 21 października 2017 r.

Kraj Świat

Solo Italia! Nowy Jork szalał z włoskiej radości

  Edytuj ten wpis
Dodano: 29 czerwca 2012, 15:43

SOLO ITALIA!  TYLKO WŁOCHY!   W piątek każdy był w Nowym Jorku Włochem<br />
 <br />
 (Patryk Małecki)
SOLO ITALIA! TYLKO WŁOCHY! W piątek każdy był w Nowym Jorku Włochem

(Patryk Małecki)

Po "rozjechaniu” Niemiec na polskim Stadionie Narodowym, nowojorscy Włosi oszaleli z radości. Słusznie im się należało. Mało kto spał piątkowej nocy.

O tym, że Włosi są w nowym Jorku, wie każdy. Przy czym wiedza ta niekoniecznie musi pochodzić z filmu "Ojciec chrzestny” wedle powieści Mario Puzo. Oni tu są od zawsze. Przywieźli tu pizzę, makaron, lody, espresso, powystawiali dziesiątki kościołów, założyli tysiące restauracji. Są.

Dwa centra ich obecności to oczywiście Little Italy na Dolnym Manhattanie oraz dzielnica Bensonhurst na Brooklynie ze słynną 18 Aleją, noszącą alternatywnie imię Krzysztofa Kolumba, który – "jak wiadomo” – był Włochem i lepiej na ten temat nie dyskutować.

Kiedy sędzia odgwizdał w Warszawie koniec meczu z Niemcami, Włochom na Bensonhurst wystarczyło pięć minut, aby opanować 18 Aleję i urządzić tam euforyczną balangę. Przyszło im to tym łatwiej, iż batalię oglądali zbiorowo w licznych kafejkach i klubach, w tym w bardzo popularnej "Italia Cafe” u zbiegu Alei Kolumba i 70 Ulicy.

Nagle ulice opanowali ludzie z zielono-biało-czerwonymi flagami i transparentami, często ubrani w koszulki o reprezentacyjnych barwach, wykrzykujący swą radość.

Mieszkając w tej dzielnicy nie można było nie być z nimi. Zwłaszcza, że mój włoski przyjaciel Arturo już trąbił w swoim kabriolecie pod domem. Gotów byłbym się założyć, że nie powinien prowadzić tego dnia czegokolwiek, a na pewno samochodu.

Towarzyszyło mu dwóch kumpli z flagami krzyczących, że Niemcy zostały pokonane, a Polacy pomogli w tym Włochom, bo im kibicowali. Oni to "widzieli” w telewizji i dlatego Polaków kochają. OK...

Razem z tym tercetem pojechaliśmy na "Osiemnastkę”. Tłum machał flagami, machali flagami jadący autami. Albo z ich okien, albo z dachów, na których siedzieli, a nawet z... bagażników.

Mimo zakazu picia alkoholu na ulicy, ludzie nalewali sobie wino do plastikowych kubków lub po prostu pomijali ten etap pośredni i czerpali z gwinta. Sypało się konfetti. Grała muzyka z powstawianych w oknach głośników.

Szybko najechało się policyjnych radiowozów, pokazali się także stróże porządku z NYPD. Wykazywali stosowne zrozumienie. Zresztą na ich identyfikatorach można było przeczytać nazwiska o brzmieniu bardzo podobnym do nazwisk tych, którzy szaleli.

Po prostu odpowiedni ludzie na swoim miejscu zapewniali pokojowy i przyjazny przebieg fiesty. Interweniowali delikatnie jedynie wtedy, gdy auta blokowały skrzyżowania nie przejeżdżając na zielonym świetle.

Na ulice wylegli także... Chińczycy, właściciele wielu okolicznych sklepów i robili zdjęcia, najwyraźniej zszokowani tym, co widzą.

– Jakie macie dziś święto? – dopytywała młoda Murzynka przez okno swej hondy parkującej przed pizzerią i zajadającej się pizzą, podobnie jak jej dwie koleżanki.

– Włochy wygrały wojnę z Niemcami.
– Naprawdę? Znowu była wojna w Europie? CNN rano nic nie podawał...

Kawalkada aut jeździła w kółko. Po przejechani kilku bloków skręcała na sąsiednią aleję i wracała na "Osiemnastkę”.

Niektóre pojazdy robiły wrażenie. Największe – ciężarówka-betoniarka. Nie tylko ustrojona flagami, ale także z trzema facetami stojącymi na szczycie "gruchy” i skaczącymi z radości. Cud, że nie pospadali. Bóg jednak miał tego dnia Włochów w swej opiece.

Magda Kamińska, uczennica okolicznej szkoły, była w siódmym niebie, gdy do drzwi jej domu zapukał kolega z klasy Dino Zicatelli i podarował jej koszulkę "Juventusu” Turyn. Z wielkiej radości. Jego dziadek i ojciec kibicowali Zibi Bońkowi, gwieździe tej drużyny.

Dino to – podobno – najładniejszy chłopak w szkole, o wielkim powodzeniu wśród dziewczyn. Polskie uczennice dowcipnie zmieniły mu nawet z tego powodu nazwisko na... Bzykatelli. Bo – jak mówią – i lubi to, i ma czym. Przyjaźń polsko-włoska po prostu.

Się nie spało tej nocy. Wszystkie okoliczne lokale tętniły do rana. Powroty do domu były trudne, bo często trudno było rozpoznać dom. Strach pomyśleć, co będzie w niedzielę. Tu naprawdę nie ma opcji, że Włochy mogą nie dokopać Hiszpanom.

  Edytuj ten wpis
Czytaj więcej o:
(0) komentarzy

Skomentuj

avatar
Komentujesz jako Gość (Zaloguj się)

Zaznacz "Nie jestem robotem", by dodać komentarz:

Ostatnie komentarze

Na razie brak komentarzy, Twój może być pierwszy.

Pozostałe informacje

Alarm 24
Widzisz wypadek? Jesteś świadkiem niecodziennego zdarzenia?
Alarm24 telefon 691 770 010

Wyślij wiadomość, zdjęcie lub zadzwoń.

Kliknij i dodaj swojego newsa!