wtorek, 26 września 2017 r.

Kraj Świat

Włamanie w Brukseli. Kto nie lubi polskiego europosła?

Dodano: 4 listopada 2013, 20:05

Krzysztof Lisek to czołówka aktywności polskich europarlamentarzystów (Archiwum Krzysztofa Liska)
Krzysztof Lisek to czołówka aktywności polskich europarlamentarzystów (Archiwum Krzysztofa Liska)

Kto włamał się do brukselskiego domu europosła PO, Krzysztofa Liska? Eurodeputowany o lubartowskich korzeniach opowiada nam o tym kuriozalnym przestępstwie.




Waldemar Piasecki: Tegoroczny dzień Wszystkich Świętych zapamięta Pan dobrze?

Krzysztof Lisek: – Bez wątpienia. Przyjechałem z Brukseli do Polski na groby najbliższych wraz z żoną Dorotą, synem Maćkiem i córką Zuzią. 1 listopada około 13:30 zadzwoniła pani zajmująca się naszym mieszkaniem z informacją, że było włamanie.

Podobno w szczególnie mało wyrafinowany sposób?

– Na tak zwany rympał. Drzwi z fragmentem futryny wywalono łomem.

To jedyne drzwi do apartamentu?

– Nie. Są jeszcze drugie od ogrodu, z tyłu domu. Znacznie bardziej zaciszne i mniej widoczne miejsce. Jeżeli włamywacze chcieliby mieć więcej czasu i spokoju oraz zmniejszyć ryzyko wpadki, "powinni” iść tą drogą.

Co zastał Pan w środku?

– Bałagan. Powywalano wszystko z szaf i szuflad. Nie ruszono sprzętu elektronicznego, w tym nowego iPada i drogiego cyfrowego aparatu fotograficznego. Ani nawet... pieniędzy, jakie były w skarbonce syna. Biżuteria żony także nie zainteresowała naszych "gości” – była porozrzucana po podłodze.

Czy mieszkanie posiadało jakieś dodatkowe zabezpieczenia?

– Drzwi były antywłamaniowe, ale apartament nie miał zabezpieczenia alarmowego czy monitoringu kamerowego. Nie sądzę, aby mieli go także sąsiedzi. Choć to wymaga sprawdzenia, bo jeżeli mieli kamerę rejestrującą obraz z zewnątrz, to może się coś nagrało.

Dlaczego nie miał Pan takich dodatkowych zabezpieczeń?

– Bo ten kompleks mieszkalny uchodzi i jest polecany, jako bardzo bezpieczny, zapewniający prywatność i wygodę. Znajdują się w nim ambasady i rezydencje wielu państw. Vis a vis mnie mieszka sławny profesor medycyny, o pięćdziesiąt metrów na skos – naczelny rabin Beneluksu. Dotąd rzeczywistość w zupełności odpowiadała renomie tej okolicy. Nie było na mojej ulicy żadnych włamań.

Dlaczego zamieszkał Pan z rodziną w Brukseli? To nie jest typowe rozwiązanie dla europosłów?

– Żeby naprawdę poważnie wypełniać obowiązki eurodeputowanego, nie można tracić połowy tygodnia na podróże w tę i z powrotem pomiędzy Polską i Belgią. Uznałem, że uczciwiej i efektywniej jest wynajmować większe mieszkanie razem z rodziną, zamiast mniejszego i brać pieniądze z parlamentarnej kasy za podróżowanie. Nie mówiąc już o tym, że takie rozwiązanie sprzyja także życiu rodzinnemu. Sprzyja także – moim zdaniem – efektywności wypełniania mandatu.

Szybko zjawiła się po zgłoszeniu włamania policja?

– Patrol policyjny – tak. Natomiast na ekipę kryminalistyczną, które m.in. zabezpieczała ślady, czekać trzeba było do następnego dnia.

Oczywiście nie należy przesadzać w opcjach spiskowych, ale warto zapytać, czym się Pan zajmuje w Parlamencie Europejskim?

– Od początku mojej kadencji jestem zaangażowany w sprawy gruzińskie. Konkretnie w monitorowanie przemian demokratycznych w tym kraju i aspirowanie Gruzji do struktur Zachodu, w tym UE. Także w złożoną i burzliwą materię stosunków gruzińsko-rosyjskich. Ostatnio kierowałem grupą obserwatorów Europarlamentu na wybory prezydenckie w Gruzji, wcześniej – na wybory parlamentarne.

Gruzini uhonorowali Pana swoim najwyższym odznaczeniem państwowym

– Tak, w 2011 roku otrzymałem Order Świętego Jerzego. Takie samo odznaczenie otrzymał niedawno także Jarosław Kaczyński.

Jest Pan także bardzo aktywny w obszarze relacji Parlamentu Europejskiego z bliższym sąsiedztwem Polski: Rosją i Ukrainą.

– Tak. Jestem członkiem zespołów współpracujących z rosyjską Dumą i parlamentem ukraińskim. Jak wiadomo nie są to relacje pełne wyłącznie zrozumienia, jednolitości poglądów i wolne od różnicy zdań. Niedawno właśnie spotykałem się w Moskwie z członkami ich zespołu w Dumie.

Nie usłyszeliśmy jeszcze o Pańskich relacjach euroatlantyckich, zainteresowaniu sprawami amerykańskimi

– Moje zainteresowanie Stanami Zjednoczonymi ma długą historię. Byłem delegatem Europarlamentu na konwencje partyjne kandydatów na prezydenta USA. Obserwowałem wybory prezydenckie. Byłem gościem rozmaitych gremiów i organizacji amerykańskich. Niedawno mogłem, na przykład, zapoznać się z ochroną granic Stanów Zjednoczonych przed różnymi zagrożeniami. Z wielu z nich Unia Europejska mogłaby skorzystać.

Uchodzi Pan za przyjaciela Ameryki, czego dowiódł Pan parę dni temu w energicznej polemice z prezydenckim ministrem ds. zagranicznych, profesorem Romanem Kuźniarem. Czego dotyczyła?

– Najogólniej oceny Edwarda Snowdena. W moim przekonaniu amerykańskiego zdrajcy i rosyjskiego szpiega. Pan minister uważa go za bohatera i miał za złe Parlamentowi Europejskiemu, że nie przyznał mu nagrody praw człowieka imienia Sacharowa. Odpowiedziałem ministrowi Kuźniarowi, że eksponowanie takich poglądów z jego pozycji i tuż przed wizytą w Polsce amerykańskiego sekretarza stanu Johna Kerry jest nieodpowiedzialna i sprzeczna z polską racją stanu oraz wygląda na głupią prowokację. Albo jesteśmy sojusznikami Ameryki i tego samego oczekujemy od niej, albo – nie. Nie jestem w tym sądzie odosobniony.

Pańskie mieszkanie ma zostać zbadane pod kątem podsłuchowym?

– Tak. Zwróciłem się o to do służb belgijskich. Chciałbym wiedzieć, czy mam w domu jakiś podsłuch lub czy... miałem.

A podczas "włamania” go zdemontowano?

– Na przykład...

Rozważając inne wersje, czy uprawniona jest taka, że była to jakaś nieudolna próba włamania, a ktoś wykonawców tej "roboty” po prostu spłoszył”...

– Jest to jedna z opcji.

A to, że ktoś Pana po prostu chciał zastraszyć i zostawił panu komunikat: "Daje se Lisek na wstrzymanie...”

– To też może być jakaś opcja, ale nie przesadzałbym z jej eksponowaniem.

Czy zamierza Pan dokonać refleksji nad obszarami Pańskiej aktywność europarlamentarnej po piątkowym włamaniu?

– Jedyna refleksja jest taka, że powinienem mieć w bardziej solidne drzwi, a na korytarzu monitoring. Będę o tym rozmawiał z właścicielami wynajmującymi mieszkanie. Reszta pozostanie bez zmian.

Dziękuję za rozmowę.


Czytaj więcej o:
(0) komentarzy

Skomentuj

avatar
Komentujesz jako Gość (Zaloguj się)

Zaznacz "Nie jestem robotem", by dodać komentarz:

Ostatnie komentarze

Na razie brak komentarzy, Twój może być pierwszy.

Pozostałe informacje

Alarm 24
Widzisz wypadek? Jesteś świadkiem niecodziennego zdarzenia?
Alarm24 telefon 691 770 010

Wyślij wiadomość, zdjęcie lub zadzwoń.

Kliknij i dodaj swojego newsa!