niedziela, 20 sierpnia 2017 r.

Łęczna

Złote ręce chirurgów oparzeniówki w Łęcznej. Pomogli kilkudziesięciu małym pacjentom

Dodano: 16 grudnia 2015, 12:01
Autor: Paweł Puzio

„Rodzinne” zdjęcie pacjentów, rodziców i lekarzy<br />
„Rodzinne” zdjęcie pacjentów, rodziców i lekarzy

Zuzia Chmiel ucierpiała wyciągając cytrynę z gorącej herbaty, a Konrad Wójcik poparzył 80 proc. ciała przy rozpalaniu kominka. To dwójka z kilkudziesięciu małych pacjentów „oparzeniówki” w Łęcznej, których wyleczono tam w ciągu ostatniego roku.

Profesor Jerzy Strużyna jest oddziałowym „dziadziem”. Tak od roku zwracają się dzieci do ordynatora łęczyńskiej „oparzeniówki”. – Każdego dnia boję się, że trafi się nam przypadek, któremu nie damy rady. Na szczęście stoi za mną świetny zespół ludzi, chirurgów, którzy leczą z wielkim sercem – mówi prof. Strużyna.

Ponad rok temu powstał Oddział Oparzeń we Wschodnim Centrum Leczenia Oparzeń i Chirurgii Rekonstrukcyjnej w Łęcznej. Wczoraj rodzice i mali pacjenci spotkali się na oddziałowej wigilii. Przez nieco ponad rok lekarze pomogli 200 pacjentom, w tym 67 z oparzeniami.

Najdłużej małego pacjenta leczono 122 dni. Był nim Konrad Wójcik. Wczoraj przyjechał do Łęcznej z Mazowsza. W marcu podczas rozpalania kominka poparzył 80 proc. ciała. – Gdyby nie pomoc lekarzy z oddziału oparzeń, to nie wiem, jak by się to skończyło. Mojej wdzięczności nie można wyrazić słowami – mówi mama Konrada.

Po nastoletnim chłopcu nie widać dziś przeżytej traumy. Podobnie jak po 1,5-rocznej Zuzi. – Chciała wyjąć cytrynę z gorącej herbaty. I tak trafiliśmy na „oparzeniówkę”. Niezwykle życzliwa, rodzinna atmosfera, piękne, kolorowe sale, możliwość przebywania z dzieckiem przez cała dobę. Gdyby nie zabiegi, to pobyt na oddziale wspominałabym jak wczasy – dodaje Iwona Chmiel z Łęcznej, mama Zuzi.

Chirurdzy dziecięcy zajmują się nie tylko leczeniem skutków oparzeń. – W ciągu minionego roku zespół lekarzy wykonał także blisko 140 zabiegów rekonstrukcji. Były to operacje warg, podniebienia i nosa – dodaje Krzysztof Bojarski, dyrektor szpitala w Łęcznej. – Nie zamierzamy jednak na tym poprzestać. Najbliższe nasze plany to uruchomienie zabiegów replantacji, czyli przyszywania odciętych kończyn. W naszym mieście jest to niezwykle potrzebna specjalizacja, m.in. ze względu na dużą liczbę wypadków w rolnictwie – dodaje dyrektor Bojarski.

Warto dodać, że łęczyńska „oparzeniówka” jest jednym z dwóch takich centrów specjalizujących się w leczeniu oparzeń u dzieci. Drugie jest w Szczecinie.

Czytaj więcej o: Łęczna zdrowie
Gość
(1) komentarzy

Skomentuj

avatar
Komentujesz jako Gość (Zaloguj się)

Zaznacz "Nie jestem robotem", by dodać komentarz:

Ostatnie komentarze

Gość
Gość (17 grudnia 2015 o 00:20) 0
Zaloguj się, aby oddać głos
brawo dla lekarzy !!!!
Rozwiń
Zobacz wszystkie komentarze (1)

Pozostałe informacje

Alarm 24
Widzisz wypadek? Jesteś świadkiem niecodziennego zdarzenia?
Alarm24 telefon 691 770 010

Wyślij wiadomość, zdjęcie lub zadzwoń.

Kliknij i dodaj swojego newsa!