wtorek, 30 czerwca 2015 r.

Katastrofa śmigłowca pod Lubartowem

Autor:

Przyczyną katastrofy śmigłowca Mi-2 mogła być awaria silnika. Maszyna została zabezpieczona. Jeden z pilotów walczy o życie. (Wkrótce wideo)

- W maszynie mógł nie być zakręcony zawór paliwa, co groziło wybuchem - zdradza starszy kpt. Grzegorz Szyszko z lubartowskiej straży pożarnej.

Dlatego strażacy polewali wrak śmigłowca pianą. Na miejscu pracowało 6 zastępów strażackich.

- Zabezpieczyliśmy teren w promieniu 200 metrów - mówi Szyszko. - Czekamy teraz na ekipy Żandarmerii Wojskowej i z Dęblina. Oni zajmą się dalszym zabezpieczaniem maszyny i wstępnym badaniem przyczyn wypadku.

Śmigłowiec Mi-2 rozbił się około godz. 14. Runął na pole niedaleko Firleja w miejscowości Luszawa, 200 metrów od lasu i 500 metrów od najbliższych zabudowań.

- W śmigłowcu było dwóch pilotów. Obaj przeżyli, ale są ranni - mówi Ryszard Starko, rzecznik Komendy Wojewódzkiej Państwowej Straży Pożarnej w Lublinie. - Jednego zabrał do szpitala śmigłowiec, drugi został na miejscu.

Pilot walczy o życie na sali operacyjnej. Ma uszkodzoną wątrobę, złamania w obrębie czaszki, uszkodzone płuco i kolano.

Przyczyny katastrofy na razie nie są znane. Jak udało nam się dowiedzieć, k. Lubartowa leciały dwa śmigłowce szkoleniowe. Zepsuł się tylko jeden z nich.

- Na wysokości ok. 100 metrów nad ziemią stanął silnik jednej z maszyn. To ona runęła na ziemię - mówi st. kpt Grzegorz Szyszko. - Dlaczego? Tego na razie nie wiadomo.

Niósł rannego pilota śmigłowca na łopacie śmigła

Gdy podbiegłem do śmigłowca, jeden pilot leżał obok maszyny zakrwawiony, a drugi stał nad nim - opowiada nam Tadeusz Paluszek, który jako pierwszy dobiegł do wraku śmigłowca.

- Widziałem dwa lecące śmigłowce - relacjonuje pan Tadeusz. - Nagle usłyszałem w powietrzu jakieś łupnięcie. I zobaczyłem, jak jedna z maszyn łagodnie opada na ziemię. Śmigłowiec uderzył w pole dziobem, a potem zaczął się kręcić wokoło.

Paluszek natychmiast ruszył do maszyny. - Gdy dobiegłem, jeden z pilotów powiedział, że w baku jest 600 litrów paliwa i może wybuchnąć - wyjaśnia. - Razem z sąsiadami zabraliśmy stamtąd zakrwawionego pilota. Nieśliśmy go na łopacie śmigła, która wcześniej odpadła.

(MB, ER)


Wyświetl większą mapę

Czytaj więcej o:
3 komentarzy
Skomentuj
avatar
Komentujesz jako Gość (Zaloguj się)
Ostatnie komentarze
Jacek (29 października 2008 o godzinie 16:58)
Załoga przeżyła tylko dzięki doświadczeniu i umiejętnościom pilota który wylądował dzięki autorotacji. Chylę czoła przed takimi ludźmi.
Stalker (29 października 2008 o godzinie 16:19)
Jest jeszcze autorotacja, co jest sytuacją awaryjną dla śmigłowca.Obracający się podczas autorotacji wirnik nośny pobiera energię od strug napływającego powietrza (pośrednio od ciężaru opadajacej maszyny) bez wykorzystania napędu (silników) zapewniając lot. Pilot wiropłata, w locie bezsilnikowym, dysponując sterowaniem okresowym i sterowaniem ogólnym może autorotacyjnie wylądować.To podstawa w szkoleniu pilotów śmigłowcowych.
pi-lot (29 października 2008 o godzinie 16:14)
100m to za mało aby wylądować bezpiecznie w autorotacji ukośnej, zwłaszcza że chyba padły dwa silniki i był miękki grunt
Zobacz wszystkie komentarze (3)
Pozostałe informacje