piątek, 22 maja 2015 r.

Katastrofa śmigłowca pod Lubartowem

Dodano: 29 października 2008, 14:51
Autor:

Przyczyną katastrofy śmigłowca Mi-2 mogła być awaria silnika. Maszyna została zabezpieczona. Jeden z pilotów walczy o życie. (Wkrótce wideo)

- W maszynie mógł nie być zakręcony zawór paliwa, co groziło wybuchem - zdradza starszy kpt. Grzegorz Szyszko z lubartowskiej straży pożarnej.

Dlatego strażacy polewali wrak śmigłowca pianą. Na miejscu pracowało 6 zastępów strażackich.

- Zabezpieczyliśmy teren w promieniu 200 metrów - mówi Szyszko. - Czekamy teraz na ekipy Żandarmerii Wojskowej i z Dęblina. Oni zajmą się dalszym zabezpieczaniem maszyny i wstępnym badaniem przyczyn wypadku.

Śmigłowiec Mi-2 rozbił się około godz. 14. Runął na pole niedaleko Firleja w miejscowości Luszawa, 200 metrów od lasu i 500 metrów od najbliższych zabudowań.

- W śmigłowcu było dwóch pilotów. Obaj przeżyli, ale są ranni - mówi Ryszard Starko, rzecznik Komendy Wojewódzkiej Państwowej Straży Pożarnej w Lublinie. - Jednego zabrał do szpitala śmigłowiec, drugi został na miejscu.

Pilot walczy o życie na sali operacyjnej. Ma uszkodzoną wątrobę, złamania w obrębie czaszki, uszkodzone płuco i kolano.

Przyczyny katastrofy na razie nie są znane. Jak udało nam się dowiedzieć, k. Lubartowa leciały dwa śmigłowce szkoleniowe. Zepsuł się tylko jeden z nich.

- Na wysokości ok. 100 metrów nad ziemią stanął silnik jednej z maszyn. To ona runęła na ziemię - mówi st. kpt Grzegorz Szyszko. - Dlaczego? Tego na razie nie wiadomo.

Niósł rannego pilota śmigłowca na łopacie śmigła

Gdy podbiegłem do śmigłowca, jeden pilot leżał obok maszyny zakrwawiony, a drugi stał nad nim - opowiada nam Tadeusz Paluszek, który jako pierwszy dobiegł do wraku śmigłowca.

- Widziałem dwa lecące śmigłowce - relacjonuje pan Tadeusz. - Nagle usłyszałem w powietrzu jakieś łupnięcie. I zobaczyłem, jak jedna z maszyn łagodnie opada na ziemię. Śmigłowiec uderzył w pole dziobem, a potem zaczął się kręcić wokoło.

Paluszek natychmiast ruszył do maszyny. - Gdy dobiegłem, jeden z pilotów powiedział, że w baku jest 600 litrów paliwa i może wybuchnąć - wyjaśnia. - Razem z sąsiadami zabraliśmy stamtąd zakrwawionego pilota. Nieśliśmy go na łopacie śmigła, która wcześniej odpadła.

(MB, ER)


Wyświetl większą mapę

Czytaj więcej o:
0 komentarzy
Skomentuj
avatar
Komentujesz jako Gość (Zaloguj się)
Ostatnie komentarze

Na razie brak komentarzy, Twój może być pierwszy.

Pozostałe informacje