środa, 16 sierpnia 2017 r.

Lubelskie

Eksbetanki przeżyły piekło

Dodano: 11 grudnia 2007, 19:46

Podczas modlitwy Jadwiga wstawała, biegała i zaczynała okładać pięściami. Dziewczyny miały siniaki, podbite oczy, były podrapane.

Wierzyłyśmy, że to metoda wypędzania złego ducha - wyznała reporterom była betanka.

Dramatyczną relację TVN wyemitował w poniedziałek w nocy. W programie Superwizjer kobieta opowiadała o dziwnych praktykach Jadwigi Ligockiej, byłej przełożonej zgromadzenia betanek w Kazimierzu Dolnym i ojca Romana Komaryczko, który mieszkał z siostrami w klasztorze. Ligocka miała bić siostry w specjalnym pokoju i nazywać to wypędzaniem złego ducha. - Te seanse przemocy nazywano modlitwą i przekazywaniem światła - relacjonowała była zakonnica.

Na początku biła tylko Jadwiga.

- Potem kazała się włączać także nam - wspomina w Superwizjerze kobieta. I dodaje, że pobitym można było być w każdej chwili. - Wystarczyło, że siostra Jadwiga czy ksiądz Roman powiedzieli: "zauważyłem, że ta dziwnie się zachowuje”, albo "jak ta na mnie spojrzała, diabelski wzrok, diabeł siedzi”.

Byłe siostry panicznie bały się wezwania do pokoju. Ale żadna się nie sprzeciwiała. Wierzyły, że taka jest metoda wypędzania złego ducha. Zwłaszcza, że siostra Jadwiga i ksiądz Roman roztaczali przed nimi wizje nadejścia "wiosny Kościoła”. Dla dziewczyn siostra przełożona była uosobieniem Maryi, a ksiądz - wcieleniem Jezusa.

Była betanka opowiada też o molestowaniu seksualnym.

Siostra Jadwiga miała zostawiać ją samą z księdzem Romanem. - Zdjął mi majtki i sobie też zdjął. Położył się na mnie. Leżał tak przez parę minut. Ubrał się, wstał i wyszedł. To było dla mnie dramatyczne. Nie mogłam tego przeżyć, nie mogłam sobie znaleźć miejsca, cały czas płakałam. Już nie wróciłam do normalności - wspomina.

Śledztwo, które ma wyjaśnić, co działo się w klasztorze, prowadzi Prokuratura Okręgowa w Lublinie

- Ustalenia śledczych są nieco inne od tych podanych w reportażu - mówi Beata Syk-Jankowska, rzecznik Prokuratury Okręgowej w Lublinie. Na czym polega różnica? Tego nie chciała zdradzić.

- Przesłuchaliśmy osoby, które opuściły klasztor, także rodziny byłych betanek - mówi pani rzecznik. - Chcemy skonfrontować zebrany materiał z zeznaniami kobiet, który były w budynku aż do dnia eksmisji.

Prokuraturze nie udało się jednak ustalić gdzie są teraz kobiety, które do końca wytrwały przy byłej przełożonej w kazimierskim klasztorze.
Czytaj więcej o:
Fanatyk Prawdy
betanki
misjonarz Roman
(3) komentarzy

Skomentuj

avatar
Komentujesz jako Gość (Zaloguj się)

Zaznacz "Nie jestem robotem", by dodać komentarz:

Ostatnie komentarze

Fanatyk Prawdy
Fanatyk Prawdy (12 grudnia 2007 o 20:17) 0
Zaloguj się, aby oddać głos
Rozumieć-Niewierzyć
Rozum nie pozwala na ślepą wiarę.
Zbyt dużo jednoznacznych faktów na korzyść Betanek w tej podłej rezurekcji inkwizycji o polskim zapachu (pieczonych ciał).
Rozwiń
betanki
betanki (12 grudnia 2007 o 12:07) 0
Zaloguj się, aby oddać głos
Mogło tam być różnie , należy jej zaufać
Rozwiń
misjonarz Roman
misjonarz Roman (12 grudnia 2007 o 09:53) 0
Zaloguj się, aby oddać głos
Dziwne jakieś te opowieści byłej betanki.Dziwne tym bardziej,że wiele kobiet wytwało do końca a nawet do tej pory przy zdymisjonowanej prze kościół byłej przełożonej Jadwidze Ligockiej.
Jeśli którejś ze zdziwaczałych bab działa się krzywda,to w każdej chwili mogla odejść ze zgromadzenia.A jeśli by dopuszczono się przestępstwa (np. seksualnego),to niewykorzystana seksualnie przez Komaryczkę (opowiadająca swe przeżycia była zakonnica) mogła zgłosić do prokuratury.Za ukrywanie przestępstwa powinna odpowiadać tak samo jak gwałciciel Komaryczko.
P.S.A co mogą wnieść do sprawy przesłuchania rodzin bvyłych betanek (doroslych przecież bab i ponoć nawet po studiach w KULu)
Rozwiń
Zobacz wszystkie komentarze (3)

Pozostałe informacje

Alarm 24
Widzisz wypadek? Jesteś świadkiem niecodziennego zdarzenia?
Alarm24 telefon 691 770 010

Wyślij wiadomość, zdjęcie lub zadzwoń.

Kliknij i dodaj swojego newsa!