wtorek, 12 grudnia 2017 r.

Lublin

Chirurdzy z DSK dokonali cudu na sali operacyjnej

  Edytuj ten wpis
Dodano: 28 maja 2009, 14:15

Chłopiec urodził się z wątrobą i jelitami poza jamą brzuszną. Po niezwykle trudnej operacji lekarze włożyli organy na swoje miejsce. Dziś Radek wraca do zdrowia, choć wcześniej nie dawano mu szans na przeżycie.

- W swojej ponad 40-letniej praktyce nie spotkałem tak ciężkiego przypadku - powiedział nam dziś prof. Jerzy Osemlak, ordynator Oddziału Chirurgii i Traumatologii Dziecięcego Szpitala Klinicznego w Lublinie.

Od operacji minęło kilkanaście dni, ale lekarze dopiero teraz zdecydowali się o tym opowiedzieć. Dziś bowiem wiadomo, że Radkowi już nic nie grozi.

- Uratowali go lekarze, ale też na pewno jego siła i chęć do życia. Choć jest taki malutki - mama malca nie ukrywa łez wzruszenia.

O tym, że są nieprawidłowości w rozwoju płodu, dowiedziała się w połowie ciąży. Badanie USG pokazało, ze organy dziecka rozwijają się poza jego brzuchem. Kobieta trafiła do DSK, a tu lekarze zdecydowali o cesarskim cięciu.

- Gdy wyjęliśmy dziecko, okazało się, że jelita i wątroba były połączone z ciałem malca tylko naczyniami krwionośnymi i nerwowymi - opowiada profesor. - Ojciec noworodka długo zastanawiał się, czy pozwolić nam operować syna. W końcu się zdecydował.

Bez zabiegu Radek nie miałby żadnych szans na przeżycie. Ale i operacja wiązała się z ogromnym ryzykiem. Udało się.

- Trwało to ponad trzy godziny - wspomina prof. Osemlak. - Najwięcej trudności mieliśmy z włożeniem wątroby do znacznie mniejszego otworu. Musieliśmy to robić stopniowo.

- Obawialiśmy się również, że we wnętrzu brzucha zarówno wątroba jak i jelita zaczną obumierać - mówi. - Baliśmy się też czy podejmą normalną pracę. Jednak po czterech dniach okazało się, że pracują jak należy.

Mama Radka nie kryje wdzięczności lekarzom.

- Z początku wydawało się to niemożliwe, że syn będzie żył - mówi kobieta. I zastrzega, że nie chce rozgłosu. - Ale udało się. Dzisiaj Radek niczym nie różni się od dzieci, z którymi przebywa na oddziale chirurgii. Normalnie reaguje, uśmiecha się, płacze i krzyczy.

Prof. Osemlak mówi, że przypadki z przepukliną pępowinową zdarzają się raz na dwa tysiące porodów.

- Jednak są to zwykle niegroźne przypadki - mówi. - Na zewnątrz ciała znajduje się niewielki fragment jelit czy wątroby. Tutaj było zupełnie inaczej.

O sprawie napisał dziś portal www.mmlublin.pl
  Edytuj ten wpis
Czytaj więcej o:
Gość
Ojciec
~Ania~
(6) komentarzy

Skomentuj

avatar
Komentujesz jako Gość (Zaloguj się)

Zaznacz "Nie jestem robotem", by dodać komentarz:

Ostatnie komentarze

Gość
Gość (5 lipca 2009 o 19:56) 0
Zaloguj się, aby oddać głos
Ojciec napisał:
Szkoda, że z moim dzieckiem tak mu nie poszło. Razem ze swoim synalkiem doprowadził moje dziecko do kalectwa i oby zdechł.



Twoje dziecko miało pecha, lekarze nie są cudotwórcami, w wielu wypadkach są bezradni a w innych o przezyciu decyduje natura. Czym jest jeden nieudany przypadek na setki zakończonych sukcesem? Niczym wielkim.
Rozwiń
Ojciec
Ojciec (4 lipca 2009 o 13:26) 0
Zaloguj się, aby oddać głos
Szkoda, że z moim dzieckiem tak mu nie poszło. Razem ze swoim synalkiem doprowadził moje dziecko do kalectwa i oby zdechł.
Rozwiń
~Ania~
~Ania~ (28 maja 2009 o 18:36) 0
Zaloguj się, aby oddać głos
Gratulacje dla lekarzy i całego personelu! Uściaki dla rodziców i życzenia szybkiej rekonwalescencji dla Dzielnego Pacjęta. Moja córka też dokonała niemożliwego. Cuda się zdarzają trzeba tylko wierzyć.
Rozwiń
Gość
Gość (28 maja 2009 o 17:37) 0
Zaloguj się, aby oddać głos
koniował napisał:
No,chociaż jeden pozytywny artykuł o DSK.A do niedawna pisano bardzo źle zarówno o szpitalu jak i o ordynatorze.A to lekarz zoperowal zdrową nogę dziecka zamiast chorej,to znowu mgr rehabilitacji operuje kręgosłupu.Innym razem ordynator jest......
W tej sytuacji istotnie,przypadek trudny,ale uczciwie trzeb apowiedzieć,że przy umiejętnościach tamtejszych lekarzy (szefostwa?) to naprawdę cud.


No i po sielance.
Trzy lata temu do tego samego szpitala trafiła moja siostrzenica, która urodziła się m.in. z otwartą jamą brzuszną i pęcherzem moczowym na wierzchu. DSK odwiozło ją do Warszawy. Pęcherz do dnia dzisiejszego jest na wierzchu bo nikt nie chce się podjąć zoperowania dziecka z powodu tłuszczaka, którego ma na plecach, i którego zresztą też nie chcą operować. Odsyłają od neurochirurga do urologa i z powrotem.
Szkoda słów na cierpienie tego dziecka.
Rozwiń
ja ;)
ja ;) (28 maja 2009 o 15:04) 0
Zaloguj się, aby oddać głos
WIELKI UKŁON W STRONĘ LEKARZY!! MALCOWI ŻYCZĘ ZDRÓWKA A RODZICOM GRATULUJĘ WIELKIEGO BOHATERA!!
Rozwiń
Zobacz wszystkie komentarze (6)

Pozostałe informacje

Alarm 24
Widzisz wypadek? Jesteś świadkiem niecodziennego zdarzenia?
Alarm24 telefon 691 770 010

Wyślij wiadomość, zdjęcie lub zadzwoń.

Kliknij i dodaj swojego newsa!