poniedziałek, 5 grudnia 2016 r.

Lublin

Czekają w kolejce dziesięć lat

Dodano: 14 lutego 2003, 20:16

Od kilku tygodni do kilku lat, tyle czeka się na przyjęcie do domów opieki społecznej na Lubelszczyźnie. Zdarza się, że chętni rezygnują z miejsca w kolejce, bądź po prostu umierają zanim nadejdzie ich kolej. Tylko nieliczne DPS przyjmują od ręki.

Długie oczekiwanie na miejsce w DPS spowodowane jest dużą liczbą chętnych. A miejsca zwalniają się najczęściej wtedy, gdy któryś z pensjonariuszy umiera. Rzadko ktoś rezygnuje, choć i takie przypadki się zdarzają. Zdecydowanie największe oblężenie przechodzą placówki dla osób z zaburzeniami psychicznymi. W niektórych na miejsce trzeba czekać nawet dziesięć lat.
– Do tego rodzaju placówek trafiają zwykle ludzie w sile wieku i pozostają najczęściej do końca życia, dlatego kolejki są długie – mówi Anna Waldowska, inspektor z Powiatowego Centrum Pomocy Rodzinie w Chełmie. – Do Domu Pomocy Społecznej w Chojnie Nowym rocznie przyjmuje się od pięciu do sześciu osób, a na liście oczekujących jest 50 nazwisk.
Podobna sytuacja jest w domach pomocy w Bończy i Surhowie, gdzie na miejsce oczekuje około 80 osób. Jak mówi Krzysztof Mazurek, główny specjalista ds. pomocy instytucjonalnej z PCPR w Krasnymstawie, kolejka oczekujących z roku na rok się wydłuża. Jeszcze w listopadzie ubiegłego roku o miejsce ubiegało się o dziesięć osób mniej niż obecnie. Rocznie obydwa domy przyjmują średnio 11 osób.
W Krasnobrodzie na przyjęcie do domu pomocy trzeba czekać do trzeciego kwartału przyszłego roku, ale już w Majdanie i Ruskich Piaskach okres oczekiwania jest kilkuletni. W DPS w Tyszowicach skierowania wypisywane są na 2005 rok. – Kolejka był zawsze, odkąd dom istnieje – mówi Mirosław Bilski, dyrektor placówki. – Ludzie o tym wiedzą i dlatego formalności załatwiają z wyprzedzeniem. Jeżeli ich sytuacja rodzinna w międzyczasie się zmieni po prostu rezygnują, nie ponosząc żadnych konsekwencji. Takie wypadki zdarzają się jednak rzadko.
W Różance, z listy oczekujących w miejscowym DPS rocznie z tego powodu ubywa około 5 nazwisk. Drugie tyle wykreśla sama natura. W lubelskim DPS im. Wiktorii Michelisowej na wolne miejsce czeka się do czterech lat. W DPS im. Matki Teresy z Kalkuty, maksymalnie trzy lata. Najwięcej chętnych zgłasza się w okresie jesienno-zimowym. To także jest czas, gdy zwalnia się najmniej miejsc. – Przez półtora miesiąca przed Bożym Narodzeniem nie mieliśmy żadnego zgonu – mówi Jakub Adamczuk, pracownik socjalny z DPS im. Matki Teresy z Kalkuty. – Trudno wyjaśnić dlaczego tak jest, ale ludzie przed świętami nie umierają.

Dopłata za luksus

W placówkach państwowych miesięczny koszt pobytu określa ustawa. Wynosi on 70 procent dochodu mieszkańca w przypadku gdy dom nie spełnia pełnego standardu (na Lubelszczyźnie żadna placówka nie spełnia go w 100 procentach). W domach prywatnych koszty są różne. Np. pensjonariusz Domu Opieki „Forest” w Lublinie płaci miesięcznie od 1400 do 2100 zł.
Czytaj więcej o:
(0) komentarzy

Skomentuj

avatar
Komentujesz jako Gość (Zaloguj się)

Ostatnie komentarze

Na razie brak komentarzy, Twój może być pierwszy.

Pozostałe informacje

Alarm 24

CENEO