sobota, 19 sierpnia 2017 r.

Lublin

Dzikie zwierzęta w mieście: Lisy nawet... podkradają buty

Dodano: 9 maja 2015, 14:44
Autor: Dominik Smaga

Lisy czekają aż ludzie skończą grillować i zostawią smaczne resztki, sarny spacerują po centrum, a dziki ryją w rabatkach. Dzikie zwierzęta coraz bardziej muszą się starać, by zaskoczyć mieszkańców miast. Być może dlatego lisom zdarza się nawet... ukraść buty.

Do wniosku, że piątek jest dobrym dniem, by napić się w Ogrodzie Saskim doszedł młody koziołek sarny. – Kręcił się koło stawów – powiadomiła nas Czytelniczka, która wracając z parku wstąpiła do naszej redakcji.

Gdy dobiegliśmy do Saskiego wciąż krążyli tam pracownicy Lubelskiego Centrum Małych Zwierząt wezwani przez strażników miejskich.

– Mieliśmy wiele telefonów. Mieszkańcy na bieżąco informowali, gdzie jest sarna – mówi nam Robert Gogola, rzecznik Straży Miejskiej.

Zwierzę śledziły też zamontowane w parku kamery. – Na monitorach było widać, że sarna uciekła z parku w rejon al. Długosza – słyszymy od rzecznika. W tym samym czasie na transport czeka inna sarna schwytana na jednej z posesji przy ul. Koncertowej.

Strażnicy zaczajali się na sarnę nie po to, by wlepić jej mandat za spożywanie, bo wodę w Saskim można pić do woli. Sarny nie ścigali też za złamanie regulaminu Ogrodu Saskiego, bo wstępu zakazuje on tylko psom. Chodziło o to, by zwierzę, które wpadło na drinka, nie wpadło potem na samochód. Bo słowo „martwa” pojawia się niestety przy większości saren z tabelki prowadzonej przez Straż Miejską.

Tabelka ma już 23 pozycje, a to nie wszystko, bo wykaz kończy się na kwietniu. Tymczasem w zeszły poniedziałek w mieście udało się schwytać dwie sarenki. Jedną przy peryferyjnej ul. Grenadierów, za to drugą przy ul. Sowińskiego.

– Ostatnio mamy coraz więcej zgłoszeń o zwierzętach w centrum – mówi Gogola.
W Lublinie przodują zgłoszenia o lisach i to do tego stopnia, że zwierzęta dorobiły się w komendzie własnej, osobnej tabelki. W tej „księdze gości” są już 74 wpisy o wizytach rudzielców na ulicach biegnących obok lasu (Bursztynowa, Janowska), nieco dalej (Jutrzenki, Ułanów), jak i w samym centrum, z Ogrodem Saskim włącznie.

Lisie wycieczki do Saskiego niepokoją miejskich urzędników stroskanych o los mieszkających w parku pawi. To dlatego Ratusz próbował urządzić zasadzkę: zamknął raz bramy, ustawił pułapki, ale lisy przechytrzyć się nie dały. Potem w Urzędzie Miasta pojawił się pomysł, żeby zorganizować... odstrzał. Prezydent dowiedział się o tym z gazety i uznał, że pomysł jest postrzelony. Dlatego myśliwych nie będzie.

Po strzelby sięgnięto za to niegdyś w Białej Podlaskiej, dokładnie jesienią 2013 r., gdy dzień w dzień osiedle Za Torami odwiedzały dziki. Jednocześnie podrzucano dzikom pożywienie do lasu, by oduczyły się jadać „na mieście”. Podziałało.

– Sytuacja się uspokoiła – mówi Artur Żukowski, komendant bialskiej Straży Miejskiej.
O wiele łatwiej jest być dzikiem w Lublinie, bo jeden z nich stał się przed rokiem lokalną gwiazdką internetu, choć – jak to z takimi gwiazdkami bywa – nic specjalnego nie zrobił. Ot, po prostu położył się w kałuży na Krakowskim Przedmieściu. Żaden to wyczyn w porównaniu z tym, co umieją lisy z Zamościa.

– Czasem podkradną buty – zdradza Piotr Łachno, szef zamojskiego schroniska.

eb, dd

(0) komentarzy

Skomentuj

avatar
Komentujesz jako Gość (Zaloguj się)

Zaznacz "Nie jestem robotem", by dodać komentarz:

Ostatnie komentarze

Na razie brak komentarzy, Twój może być pierwszy.

Pozostałe informacje

Alarm 24
Widzisz wypadek? Jesteś świadkiem niecodziennego zdarzenia?
Alarm24 telefon 691 770 010

Wyślij wiadomość, zdjęcie lub zadzwoń.

Kliknij i dodaj swojego newsa!