czwartek, 19 października 2017 r.

Lublin

Klimatyczny urzędnik: Zamienili samochody na rowery i dobre buty

  Edytuj ten wpis
Dodano: 28 kwietnia 2011, 18:02
Autor: Dominik Smaga

Lublin. Kinga Jarmołowicz z miejskiego Wydziału Funduszy Europejskich kupiła wygodne buty i chodzi d
Lublin. Kinga Jarmołowicz z miejskiego Wydziału Funduszy Europejskich kupiła wygodne buty i chodzi d

16 lubelskich urzędników rywalizuje między sobą o… weekendowy wyjazd. Zamiast autem jadą do pracy rowerem lub idą pieszo. A potem liczą, o ile mniej dwutlenku węgla trafiło do atmosfery. Wygrają ci z najlepszym wynikiem.

– Zostawiłam auto w garażu, kupiłam wygodne buty. To tańsze od paliwa. Na Leszczyńskiego chodzę pieszo ze Związkowej. Najpierw szłam 50 minut, później 40, teraz tylko 35 – śmieje się Kinga Jarmołowicz z miejskiego Wydziału Funduszy Europejskich. – Wracam też pieszo.
Pieszo lub rowerem, do pracy i z pracy. Przez dwa tygodnie. Takie wyzwanie podjęło 16 lubelskich urzędników.

– Do konkursu zaprosiliśmy pracowników Urzędu Miasta, Urzędu Marszałkowskiego i Lubelskiego Urzędu Wojewódzkiego. Było wielu chętnych, najwięcej z Urzędu Miasta. Tylko z marszałkowskiego nie zgłosił się nikt – mówi Krzysztof Gorczyca, prezes Towarzystwa Dla Natury i Człowieka, które organizuje konkurs.

– Chcemy pokazać, że nie trzeba jeździć autem. Najwięcej urzędów jest właśnie w centrum, a więc to, że są tu korki i nie ma gdzie parkować jest w dużej mierze „zasługą” urzędników – dodaje Gorczyca.

Każdy uczestnik akcji musi liczyć, ile dwutlenku węgla oszczędził innym, rezygnując z samochodu. – Wzór do liczenia jest mocno skomplikowany, trochę mnie przerósł – przyznaje Sławomir Piotrowski z Lubelskiego Urzędu Wojewódzkiego. – Ale mam nadzieję, że reszta drużyny pomoże.

W sumie są cztery 4-osobowe drużyny. Wygra ta z najlepszym wynikiem CO2. Zespoły z pierwszego i drugiego miejsca wygrają weekend w ośrodku agroturystycznym na Polesiu Lubelskim.

Startować mogli tylko ci, którzy do pracy mają dalej niż 2 km. – Jeden pan dojeżdża z Jastkowa, mamy małżeństwo, które chodzi z Kośminka – wylicza Aleksander Wiącek z TDNiC.

– Ja na Spokojną idę z Krańcowej. Wcześniej czasem mi się zdarzało spacerować, ale nie codziennie. Konkurs był dobrym pretekstem – mówi Piotrowski. – Konkurs świetnie wstrzelił się w mój nowy styl życia, bo chodzić zaczęłam już kilka tygodni temu. Dlaczego? Dla zdrowia, dla poprawy kondycji i z braku miejsc parkingowych – stwierdza pani Kinga.
  Edytuj ten wpis
Czytaj więcej o:
herbatnik
irena
kuna
(11) komentarzy

Skomentuj

avatar
Komentujesz jako Gość (Zaloguj się)

Zaznacz "Nie jestem robotem", by dodać komentarz:

Ostatnie komentarze

herbatnik
herbatnik (29 kwietnia 2011 o 12:28) 0
Zaloguj się, aby oddać głos
Urząd Marszałkowski to co innego niż Urząd Wojewódzki

A idea świetna.
Powinno się tylko zgłosić więcej osób.
Rozwiń
irena
irena (29 kwietnia 2011 o 10:52) 0
Zaloguj się, aby oddać głos
Idea bardzo dobra, brawo dla uczestników a mniej goryczy i niezadowolenia dla niektórych wypowiadajacych się
Rozwiń
kuna
kuna (29 kwietnia 2011 o 10:51) 0
Zaloguj się, aby oddać głos
przyda sie pare kilogramow zgubic!
Rozwiń
wtf
wtf (29 kwietnia 2011 o 10:11) 0
Zaloguj się, aby oddać głos
A czy ruda morda Łątka również zapitala w trampeczkach?
Rozwiń
koko
koko (29 kwietnia 2011 o 09:19) 0
Zaloguj się, aby oddać głos
[quote name='Qavtan' timestamp='1304059999' post='470491']
"Tylko z marszałkowskiego nie zgłosił się nikt – mówi Krzysztof Gorczyca"
"Wzór do liczenia jest mocno skomplikowany, trochę mnie przerósł – przyznaje Sławomir Piotrowski z Lubelskiego Urzędu Wojewódzkiego. "

Urząd marszałkowski to nie jest urząd wojewódzki?
[/quote]


nie
Rozwiń
Zobacz wszystkie komentarze (11)

Pozostałe informacje

Alarm 24
Widzisz wypadek? Jesteś świadkiem niecodziennego zdarzenia?
Alarm24 telefon 691 770 010

Wyślij wiadomość, zdjęcie lub zadzwoń.

Kliknij i dodaj swojego newsa!