piątek, 9 grudnia 2016 r.

Lublin

Kukułki odlatują z Opola

Dodano: 1 maja 2003, 21:26

- Żal, po prostu żal każdego z nich - mówi Łukasz. - Ale nie ma wyjścia. Wyprzedaję kolekcję. Jak uz
- Żal, po prostu żal każdego z nich - mówi Łukasz. - Ale nie ma wyjścia. Wyprzedaję kolekcję. Jak uz

Gdyby wszystkie zegary zostały nastawione, w domu Łukasza Daruka słychać byłoby wyłącznie tykanie i kukanie. Choć chłopak ma zaledwie 21 lat, zgromadził ich sporą kolekcję. Najukochańsze to te z kukułkami. Powoli jednak zostają po nich puste miejsca na ścianach. Łukasz wyprzedaje swoje ukochane zegary. - To jedyna szansa by zebrać pieniądze i wyjechać z Opola - mówi. - Tu nie ma dla mnie miejsca

Marzenia Łukasza związane są z zegarami. Chciałby mieć swój własny antykwariat. Brałby zegary w komis, kupował, naprawiał. Ludzie by przychodzili, wybierali te, które najbardziej przypadłyby im do gustu. Ale na to w Opolu nie ma szans. Ludzie są bez pracy, nie mają pieniędzy. Nikt w takich czasach o antykach nie myśli. Matka Łukasza, która prowadzi sklep z bielizną, dodaje, że i jej interes podupada. Miasto, niegdyś handlowe, gdzie sklepy wyrastały, jak grzyby po deszczu, dziś nie daje już możliwości utrzymania się z drobnego biznesu.
A Łukasz o innym zajęciu nawet myśleć nie chce - dodaje. - Tylko zegary mu w głowie. Więc może uzbiera pieniądze i poszuka szczęścia w innym miejscu?

Zawsze był inny

Skąd kolekcja zegarów u dwudziestojednolatka? Łukasz śmieje się, że urodził się z pasją do zegarów. Odkąd zaczął cokolwiek kojarzyć, interesowało go tylko to, co chodziło i tykało. Tak naprawdę zakochał się jednak w zegarach z kukułką. Kiedy miał pięć lat, zobaczył taki w sklepie w Kazimierzu. Zegar był zniszczony, uszkodzony. Kosztował niebotyczną kwotę - 4,5 miliona złotych. Mama nie zgodziła się na jego zakup.
- Co ja potem miałam - wzdycha matka Łukasza. - Nie jadł, nie spał przez dwa tygodnie. Ale przecież w domu nie było pieniędzy na takie zbytki.
Pasję Łukasza do staroci podtrzymywała jego babcia.
- To ona nauczyła mnie miłości do pięknych przedmiotów i do muzyki klasycznej - mówi Łukasz. - I doskonale mnie rozumiała. Każdy grosz, który mi dawała, odkładałem. Oczywiście, zbierałem na zegary. Mama denerwowała się, że wszystkie pieniądze wydaję na antyki. Ale teraz widzi, że nic się nie zmarnowało.
Matka Łukasza nie ukrywa, że syn był zawsze inny. Rówieśnicy biegali, grali w piłkę, marzyli o modnych ciuchach. A jej syn słuchał muzyki, czytał książki i dłubał w zegarach. Ale przecież każdy ma prawo do swojego życia.

Najlepszy Schwarzwald

Pierwszą kukułkę Łukasz kupił od kolekcjonera z okolic Poniatowej. Już wtedy wiedział, że najbardziej znane zegary z kukułką pochodzą ze Schwarzwaldu.
- To piękne zegary wykonywane przez rzemieślników - tłumaczy Łukasz. - Mają skomplikowany mechanizm. W końcu jest tam ruchoma figurka, która wychodzi na zewnątrz i w dodatku kuka. Niektóre kukułki otwierają przy tym dziobki i machają skrzydłami.
Nie ma też dwóch takich samych zegarów, bo to wszystko ręczna robota. Owszem, motywy się powtarzają. Są więc liście dębu albo liście klonu, głowa jelenia, kukułka, zające czy akcesoria myśliwskie. Wszystko pięknie wystrugane. Ostateczny efekt zawsze zależy od kunsztu artysty.
- Ale teraz kukułki mają małe wzięcie - mówi Łukasz. - Ludzie nie doceniają tej pięknej roboty. Wolą inne zegary, jak choćby Gustawa Beckera. A to proste mechanizmy, choć dobre i niezawodne. Ale gdzie im tam do zegarów z kukułką!
Szczególnie do takich rarytasów, jakie Łukasz ma w swojej kolekcji. Jak na przykład kwadransiak - kukułka odzywa się tylko w pełne godziny, natomiast każdy kwadrans zapowiada przepiórka.
Jednak to zegar Gustawa Beckera zniknął z kolekcji Łukasza jako pierwszy. Poszły też do ludzi pierwsze kukułki. Są jeszcze do wzięcia "drewniaki” - ich nazwa pochodzi od drewnianych płyt mechanizmu i francuskie zegary kominkowe. Te ostatnie są bardzo dekoracyjne. Ich właściciel podkreśla, że rzemieślnicy francuscy zawsze bardzo dbali o wygląd zegara. Stąd bogate zdobienia, nierzadko piękne rzeźby.

Wszystko idzie na konto

Każdy sprzedany zegar to wyższy stan konta. Łukasz pieniędzy nie trwoni, nie potrzebuje modnych ciuchów, samochodu, komórki. Ale każde rozstanie to także ból serca. Kolekcja gromadzona była przez całe lata. Każdy zegar to wspomnienia - jak i gdzie został kupiony, ile trzeba było włożyć pracy w jego naprawę i renowację.
- Żal, po prostu żal każdego z nich - mówi Łukasz. - Ale nie ma wyjścia. Lubię Opole, bo się tu wychowałem. Niestety, z moją pasją nie ułożę sobie tutaj życia. Na razie więc jestem bezrobotny i wyprzedaję kolekcję. Jak uzbieram wystarczająco dużo, będę szukał szczęścia gdzie indziej.
Matka Łukasza popiera działania syna, choć i jej serce się kraje, gdy widzi puste miejsce na ścianach.
- Człowiek tyle lat żył z tymi zegarami, po prostu się do nich przyzwyczaił - mówi. - Ale to miasto zamiera, tu już nie ma przyszłości dla młodych ludzi.

Bez perspektyw dla młodych

Bezrobocie w powiecie opolskim wynosi już 20,5 procent. Największe zakłady pracy to szpital, PKS, mleczarnia. Nowych miejsc nie przybywa.
- Wiele osób jest bez pracy i bez prawa do zasiłku - wzdycha Bożena Wojdat, kierownik Wydziału Rynku Pracy Powiatowego Urzędu Pracy w Opolu Lubelskim. - A my nie mamy wiele do zaoferowania. Dziś na przykład tylko trzy oferty.
I z roku na rok sytuacja się pogarsza. W 1999 roku bezrobocie nie przekraczało 20 procent. Kilka lat temu dawało się żyć z handlu, drobnego biznesu. Teraz powoli wszystko upada. Więc co może robić w Opolu chłopak z pasją do antyków?
- Nie ma żadnych szans - mówi Bożena Wojdat. - Dla młodych tu w ogóle nie ma perspektyw.
Czytaj więcej o:
(0) komentarzy

Skomentuj

avatar
Komentujesz jako Gość (Zaloguj się)

Ostatnie komentarze

Na razie brak komentarzy, Twój może być pierwszy.

Pozostałe informacje

Alarm 24

CENEO