piątek, 9 grudnia 2016 r.

Lublin

Normalny ksiądz

Dodano: 16 maja 2003, 21:29

13 czerwca 1967 r. Uroczystość w auli Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego z okazji nominacji Karol
13 czerwca 1967 r. Uroczystość w auli Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego z okazji nominacji Karol

Na 83. urodziny papieża Jana Pawła II siostra Marylka wstanie rano i choć chora jak on, zmówi na klęczkach różaniec. Halina po pracy pójdzie do hospicjum, by rozdać uśmiech. Maria zajrzy
do wierszy papieża, siostra Urszula pomodli się w klasztornej kaplicy, gdzie spotykali się kilka lat. Marta pójdzie do lasu narwać mu kwiatów, a inna Maria upiecze piernik, który tak lubił...

Która z nich zna Go najdłużej? Siostra Marylka ze Zgromadzenia Sług Jezusa w Lublinie. Miała osiem lat, gdy za oknem jej domu we wsi Marszowice (Krakowskie) mocno sypał śnieg. Na stole naczynie ze święconą wodą. Dzwonek ministranta i w drzwiach stanął Karol Wojtyła.
- Zrzucił palto, ogrzał ręce, pomodlił się z nami i poświęcił dom. Pożartował. Tatuś wziął z komody pieniądze odłożone na ofiarę. Ksiądz Karol popatrzył, zanurzył ręce w kieszenie, wyjął garść monet, dał tatusiowi i poleciał dalej - opowiada ze wzruszeniem siostra Marylka.
Pamięta, że spytała rodziców, czemu ten ksiądz taki biedny, bo w wytartej sutannie i starych butach chodzi.
- Bo to jest, córeczko, taki ksiądz, że wszystko, co od ludzi dostanie, zaraz innym rozda - odpowiedziała mama. Dziś wiem, że po kolędzie przyszedł do nas święty ksiądz - dodaje siostra Marylka.

Umiał słuchać ludzi

Dwadzieścia lat krócej zna świętego księdza Maria Filipiak z Kolegium Międzywydziałowych Indywidualnych Studiów Humanistycznych na KUL. Ta niedziela była w Mszanie Dolnej wielkim świętem. Sakramentu bierzmowania miał udzielać kardynał Karol Wojtyła z Krakowa.
- Staliśmy wokół kościoła. Przyjechał z księdzem Dziwiszem. Uśmiechnięty, choć skupiony, z uwagą podchodził do każdego dziecka. A ja modliłam się w duchu: Panie Boże, żeby mnie tylko o coś nie spytał. Nie odpowiem i będzie taki wstyd - wspomina Maria Filipiak.
Padło na kogo innego, bierzmowanie szczęśliwie się skończyło. Potem Maria spotykała Wojtyłę kilkakrotnie. Jako profesora i jako papieża. Z warszawskiego seminarium najbardziej zapamiętała jego uważność.
- Umiał słuchać ludzi. Patrzył im prosto w oczy. Szybko nawiązywał kontakt. Ale czasem tak się zamyślił i zamodlił w sobie, że nie było do niego przystępu. Taki był. Jak jeździł nocnym pociągiem z Krakowa do Lublina, potrafił przeklęczeć w modlitwie całą podróż - dodaje M. Filipiak.

Mamy jego papcie

Do Lublina zaczął przyjeżdżać na zajęcia, jak jeszcze nie był profesorem ani biskupem. Zatrzymywał się na nocleg w klasztorze Sióstr Urszulanek. Siostra Urszula Borkowska ma z tego czasu wiele wspomnień.
- Kiedyś przyjechał ubrany w sweter, w którym siostra Honorata wypatrzyła dziury na łokciach. Uprosiła, żeby zdjął, wycerowała, a on uklęknął przed nią i pocałował w rękę. Jak został papieżem żartowałyśmy: Honorciu, teraz będziemy się ustawiać do ciebie w kolejce po to, żeby pocałować dłoń - śmieje się siostra Urszula.
Za chwilę idziemy do rozmównicy, która była jego pokojem. Skromna wersalka, stół, przy którym pracował i najbardziej wzruszająca pamiątka.
- Mamy nawet jego papcie - dodaje siostra prof. Urszula Borkowska OSU.

Nie grymasił przy stole

Z pociągu jechał na KUL. Po drodze zachodził pomodlić się do Matki Boskiej w katedrze. Jak miał więcej czasu, szedł jeszcze do dominikanów, by uklęknąć przed relikwiami Krzyża św. Potem zajęcia i przerwa na obiad.
- Przy stole nie grymasił. Najbardziej lubił kaszę gryczaną ze słoniną, albo ziemniaki z koperkiem. Z surówek marchewkę z utartym jabłkiem. Na deser pieczone jabłuszko z dżemem i rodzynkami w środku. Potem pił kawę. Do kawy drożdżowe ciasto. Bardzo posmakował mu piernik, więc jak wiedziałam, że przyjedzie na wykłady, piekłam blachę - opowiada Maria Wal, szefowa kuchni w rektoracie KUL.

Papieski piernik

• Pani Mario, a jaki to był piernik?
- Podać przepis?
• Proszę
- Potrzebujemy 10 jaj, 35 dag cukru, 10 dag masła, 2 łyżki oliwy, 2 łyżki karmelu, 1 kg mąki, 0,5 litra tłustej śmietany, 0,5 kg gryczanego miodu, 2,5 dag sody i przyprawę do piernika. Miód trzeba zagotować z masłem i oliwą. Potem przez 20 minut ucierać żółtka z cukrem. Przestudzony miód wlać cienkim strumieniem do żółtek i dodać śmietanę. Do przesianej mąki wsypać sodę, dać ubitą pianę, wyrobić ciasto, dodać 2 łyżki karmelu i przyprawę do piernika. Piec 1 godzinę w temperaturze 150 stopni.
• Musi być pyszny?
- Jest!

Posadzka zamiast klęcznika

Nocą z 8 na 9 czerwca 1987 roku nad Lublinem przeszła burza. Marta Denys wstała o szóstej i z wiklinowym koszykiem poszła na skraj Starego Lasu po prezent. Narwała Ojcu Świętemu kwiatów, narwała ziół, w okno wstawiła obraz papieża, na parapet dzbanki z kwiatami.
- Potem poszłam piechotą na Majdanek. Choć rano, ludzie tłumnie szli na Czuby, gdzie papież miał celebrować mszę. Był tłok, wszędzie było pełno milicji. Jednemu z funkcjonariuszy wypadła pałka. Schyliłam się, podniosłam i mówię: "Masz tu zgubę, pilnuj jej, bo bez tego co z ciebie za władza?”. Zaczerwienił się, szarpnął, schował za pas. Ale z całej pielgrzymki najbardziej zapamiętam to, co opowiedział mi ks. Stanisław Dziwulski, ówczesny administrator katedry. Wizyta w katedrze była pozaprogramowa i nieoficjalna. Przed barokowym ołtarzem stał przygotowany ozdobny klęcznik. Ojciec Święty wszedł i ukląkł obok klęcznika, na gołej posadzce - wspomina dzisiaj Marta Denys.

Ani z Motycza, ani z Leonowa, tylko od urszulanek

Z katedry papież pojechał na KUL. Po spotkaniu ze studentami i kolegami profesorami zjadł obiad w Salonach Rektorskich.
- Posiłki przygotowywaliśmy w oddzielnym pomieszczeniu, pod kontrolą pracowników Biura Ochrony Rządu i sanepidu. Pamiętam, że badano każdy produkt. Surowych warunków postawionych przez sanepid nie spełniła sałata z Leonowa ani Motycza. Do jedzenia nadawała się ta z ogrodu sióstr urszulanek - opowiada Halina Grzesiak, kierownik stołówki akademickiej KUL.
Ojciec Święty spróbował bulionu z diablotką, duszonej cielęciny w jarzynach, schabu, piersi z kurczka, pieczarek z rusztu. Na deser nie obyło się bez piaskowej babki i oczywiście - piernika.
- Po obiedzie podszedł do nas i powiedział: "Dobrze żeście mnie ugościły”. Przygarnął mnie do siebie. To była najszczęśliwsza chwila w moim życiu - dodaje Maria Wal.
To tyle wspomnień.

Na urodziny

Na urodziny siostra Marylka wstanie rano i zmówi za Ojca Świętego różaniec:
- Jestem po kilku operacjach, źle ze mną, ofiaruję mu swoje cierpienie - mówi wzruszona.
Halina Grzesiak pójdzie po pracy do hospicjum, by rozdać potrzebującym współczucie i uśmiech:
- Jestem prostym człowiekiem. Ale wiem, że musimy rozdawać nie tylko to, co mamy, musimy dawać także to, czym jesteśmy. On całe życie rozdawał siebie, ja próbuję robić to samo. Idę jego śladem.
Maria Filipiak, która od wielu lat dokumentuje działalność papieża i zna jego utwory jak nikt inny w Lublinie, zajrzy do ostatniego tomiku "Tryptyk Rzymski”:
- Pomodlę się słowami wiersza:
To co było piękne - oto teraz brzydota spustoszenia.
A przecież nie cały umieram,
To co we mnie niezniszczalne trwa!
I będę życzyć mu zdrowia...
Siostra Urszula zajdzie do klasztornej kaplicy:
- Wiele razy go tu na modlitwie spotykałam. Pomodlę się razem z nim. Niech Bóg da mu zdrowie.
Marta Denys raniutko pójdzie na spacer:
- Narwę mu naręcze najpiękniejszych kwiatów. Dużo fiołków, które lubi. Dołożę pachnących ziół.
Maria Wal przygotuje sobie pachnącego miodu, zrobi karmel, przesieje najlepszą mąkę i upiecze Ojcu Świętemu piernik.
- Wiem, że lubi kremówki. Nawet ich próbowałam. Ale mój piernik lepszy...

Czytaj więcej o:
(0) komentarzy

Skomentuj

avatar
Komentujesz jako Gość (Zaloguj się)

Ostatnie komentarze

Na razie brak komentarzy, Twój może być pierwszy.

Pozostałe informacje

10-11 grudnia
komentarze (0)0
polubienia (0)0
09-12-2016

10-11 grudnia

Alarm 24

CENEO