czwartek, 18 stycznia 2018 r.

Lublin

Nowe plany zagospodarowania zbyt przychylne dla deweloperów? Miasto musi je poprawić

Dodano: 27 grudnia 2017, 20:02
Autor: Dominik Smaga

Na ugorach przy Szeligowskiego plan dopuszcza nową zabudowę
Na ugorach przy Szeligowskiego plan dopuszcza nową zabudowę

Miasto będzie poprawiać dopiero co uchwalone plany zagospodarowania części Czechowa i Ponikwody. Niektóre ich postanowienia były niezgodne z prawem i zbytnio szły na rękę deweloperom. Błędy zauważył wojewoda, unieważniając wadliwe zapisy

Plany zagospodarowania są uchwalanymi przez Radę Miasta przepisami mówiącymi o tym, co można budować na danych nieruchomościach: czy mogą to być domy jednorodzinne czy biurowce, stacje paliw czy bloki mieszkalne, parki czy parkingi... Określają nie tylko przeznaczenie terenu, ale też dozwoloną „intensywność zabudowy”, która w tym przypadku była ustalona sprzecznie z prawem.

Wadliwe plany były uchwalone we wrześniu i październiku. Jeden dotyczył dolnego fragmentu Czechowa, ciągnącego się między al. Solidarności a ul. Północną od skrzyżowania z al. Kompozytorów Polskich do ul. Prusa. Ten sam plan dotyczył też terenów położonych powyżej ul. Północnej między ul. Szeligowskiego i Jaczewskiego, w tym działek zajętych przez policję i Instytut Medycyny Wsi oraz sąsiadujących z nimi ugorów. Na ugorach dopuszczał nową zabudowę, a przez uczelniany ogród z tabliczką „rośliny trujące” miałaby biec nowa droga prowadząca ruch od Ruskiej do ronda Kamińskiego.

Kolejne uchwały, z października, dotyczyły dziewięciu obszarów na Ponikwodzie. Mowa tu m.in. o nieruchomościach przy al. Spółdzielczości Pracy, położonych po przeciwnej stronie niż IKEA i ciągnących się od Dożynkowej do rejonu skrzyżowania z Nasutowską. Plan dopuszczał tu budowę nowych obiektów usługowych, podobnie przy Dożynkowej za skrzyżowaniem z ul. Bielskiego, zaś przy Magnoliowej umożliwiono budowę sklepu. Jedna z uchwał dotyczyła Kalinowszczyzny, gdzie dopuszczała zabudowę wielorodzinną w rejonie biurowca przy al. Andersa (mieści się tu NFZ i MOPR).

Błąd polegał na wadliwym określeniu wskaźnika „intensywności zabudowy”, czyli proporcji między powierzchnią działki, a powierzchnią wszystkich kondygnacji budynku stawianego na tej działce. Wszystkich, więc także podziemnych, tymczasem do planów wpisano inną definicję, która mówi, że liczą się tylko kondygnacje nadziemne.

Ta różnica ma duże znaczenie dla inwestorów, bo jeśli wskaźnik intensywności zabudowy wynosi np. 3, to mogą postawić budynek o metrażu trzykrotnie większym od powierzchni działki. Trzykrotnie i ani metra więcej. Wynik będzie zupełnie inny, w zależności od tego, czy do dozwolonego metrażu wliczymy tylko to, co nad ziemią, czy również podziemne garaże i piwnice.

Sprzeczne z prawem zapisy ograniczające wyliczenia do kondygnacji nadziemnych zostały unieważnione przez wojewodę. Ratusz mógł zaskarżyć decyzje wojewody do sądu administracyjnego, ale tego nie zrobił i stwierdził, że lepiej i szybciej będzie naprawić błąd. – Biorąc pod uwagę interpretację wojewody zawartą w rozstrzygnięciu nadzorczym, argumentację prawną, jak też wieloletni proces sądowy, uznaliśmy, że lepiej będzie przeprowadzić zmiany w planie – wyjaśnia Joanna Bobowska z Urzędu Miasta.

Na rozpoczęcie prac nad korektą planów zgodzili się już radni. Prace mają potrwać kilka miesięcy. – Szacujemy, że propozycje zmian będą mogły zostać skierowane do Rady Miasta tuż przed lub tuż po wakacjach – informuje Bobowska. – Do tego czasu obowiązywać będą wszystkie zapisy planu, bez unieważnionej definicji.

W dużym uproszczeniu oznacza to, że inwestorzy mogą teraz wznosić o jedną kondygnację mniej, niż zamierzali dopuścić urzędnicy tworzący plan zakwestionowany przez wojewodę. Poprawki, do których przymierzają się miejscy urbaniści mają „zniwelować” skutki rozstrzygnięcia wydanego przez wojewodę.

Użytkownik niezarejestrowany
Użytkownik niezarejestrowany
L
(34) komentarzy

Skomentuj

avatar
Komentujesz jako Gość (Zaloguj się)

Zaznacz "Nie jestem robotem", by dodać komentarz:

Ostatnie komentarze

Gość
Gość (28 grudnia 2017 o 15:51) 0
Zaloguj się, aby oddać głos
Naprawdę wstyd dla miasta, że ma tak betonowego prezydenta, do którego nie docierają żadne ludzkie argumenty! Wszystko zabetonować! Liczy się tylko kasa, a beton zostaje na wieki! Gdzie ludzkie oblicze miasta? Gdzie planowanie przestrzenne uwzględniające potrzeby mieszkańców? Gdzie jakaś przestrzeń rekreacyjna dla wielotysięcznego Czechowa? To dzielnica traktowana od lat po macoszemu w inwestycjach miejskich, co widać po podjęciu dopiero teraz przebudowy skrzyżowania ul. Ducha, podczas gdy w ciągu lat rządów Żuka wydano miejskie pieniądze na mniej pilne cele. Ile godzin straconych przez kierowców Mamy bardzo słabych radnych z tej dzielnicy, ale gdzie jakaś elementarna uczciwość i odpowiedzialność władzy za całe miasto, a nie za wybrane rejony?
Rozwiń
Gość
Gość (28 grudnia 2017 o 15:49) 0
Zaloguj się, aby oddać głos
A da się jeszcze przychylniej? To miasto jest funkcją deweloperów a ich lokaj rzecznikiem
Rozwiń
L
L (28 grudnia 2017 o 15:38) 0
Zaloguj się, aby oddać głos
Jak będziesz bulil odszkodowania za nie rozumienie przepisów przez urzędników to sobie powtarzaj ze to wina Żuka.
Rozwiń
Gość
Gość (28 grudnia 2017 o 15:00) 0
Zaloguj się, aby oddać głos
Źuk zrobi wszystko dla deweloperów bo zbliża się kampania wyborcza. Ale widać że wreszcie ktoś potrafi zatrzymać tą mafie i ten układ biznesowy dbający tylko o siebie a nie o mieszkańców.
Rozwiń
Gość
Gość (28 grudnia 2017 o 14:17) 0
Zaloguj się, aby oddać głos
Tytuł artykułu jest co najmniej niestosowny ( mówiąc bardzo oględnie ). Gdyby Miasto chciało iść na rękę deweloperom określiłoby po prostu wyższe wskaźniki intensywności ( bo mogło np 2-3 razy wyższe niż zawarte w uchwalonych planach ). Tu nie chodzi o żadną przychylność a o samo rozumienie definicji intensywności zabudowy. Wydział Planowania zastosował taka jaka była w użyciu do zawsze i nikt nigdy jej nie kwestionował, bo jest to definicja logiczna . Skoro teraz wojewoda to zrobił to wystarczy uchwałą zmienić cyferkę określająca intensywność w tekście planu i wyjdzie praktycznie to samo. Gmina zachowała się jednak w sposób mówiąc wprost bezmyślny. Powinna zakwestionować decyzję wojewody zaskarżając ją do sądu administracyjnego , Zanim sprawa zostanie rozstrzygnięta przez WSA i NSA miną dwa lata a w międzyczasie można tę cyferkę zmienić uchwałą. Nie zaskarżając decyzji wojewody Gmina naraża się na wielomilionowe odszkodowania ze strony inwestorów i jest to tzw krótka piłka. Z ustawy a konkretnie z art 36 ust 3 ustawy o planowaniu wynika roszczenie za zmianę planu zmniejszającą wartość terenu. Więc roszczenie jest oczywiste i łatwe do egzekucji. Za to całe zamieszanie nie zapłaci jednak ani wojewoda ani prezydent a my mieszkańcy. Więc zarówno wojewoda jak i prezydent powinni się zastanowić nad konsekwencjami finansowymi swoich działań.
Rozwiń
Zobacz wszystkie komentarze (34)

Pozostałe informacje

Alarm 24
Widzisz wypadek? Jesteś świadkiem niecodziennego zdarzenia?
Alarm24 telefon 691 770 010

Wyślij wiadomość, zdjęcie lub zadzwoń.

Kliknij i dodaj swojego newsa!