wtorek, 22 sierpnia 2017 r.

Lublin

Obudził mnie zgrzyt

Dodano: 16 lipca 2002, 21:07

Ewelina wczoraj w szpitalu przygotowywana była do zabiegów (M. Kaczanowski)
Ewelina wczoraj w szpitalu przygotowywana była do zabiegów (M. Kaczanowski)

Trzęsienie, zgrzyty, hałasy i... spadłam z fotela. Nie było szyby, tylnych drzwi, pękła jakaś rura - opowiadała wczoraj naszemu reporterowi 16-letnia Ewelina Boruch, która była uczestniczką niedzielnego wypadku polskiego autokaru w Rumunii

Wczoraj Ewelina trafiła do Dziecięcego Szpitala Klinicznego w Lublinie. - Córka miała zawroty głowy, bóle... była bardzo zdenerwowana. Do szpitala pojechała z mamą i swoim młodszym bratem, który na kolonie nie pojechał z powodu pogryzienia przez psa - opowiada jej ojciec Waldemar Boruch. - Córka się skarżyła, że psycholodzy, którzy polecieli do Rumunii nie rozmawiali z nią.
Ewelina do Polski wróciła w poniedziałek samolotem. Z Warszawy do Nałęczowa dojechała pociągiem. - Odebrałem córkę na dworcu - mówi jej ojciec.
Dziewczyna doskonale pamięta wydarzenia z niedzieli. - Jak większość spałam w momencie wypadku - opowiada. - Po wypadku wszystko było jakieś dziwne, ale przejeżdżający obok Rumuni, którzy widzieli wypadek, od razu sięgali po komórki i dzwonili. Policja i karetki zjawiły się niemal od razu.
W autokarze jechał też jej brat, starszy o dwa lata Krzysztof. Siedział tuż przed nią. - Było straszne zamieszanie, więc rozmawiałam z nim bardzo krótko - opowiada dziewczyna. - Zajęto się nami natychmiast... Najgorsze było to, jak w telewizji zobaczyłam swojego kolegę, który stracił rękę.
Krzysztof Boruch doznał uszkodzenia kolana. Do jego oka dostały się też odłamki szkła z rozbitych okien autokaru. - Po badaniach w Warszawie okazało się, że nie wszystkie odłamki zostały usunięte - wyjaśniał wczoraj Waldemar Boruch. - Teraz właśnie trwa operacja. Zmieniono mu również szwy i gips na nodze.
Na kolonie do Bułgarii wyjechała szóstka dzieci z naszego regionu: troje z Nałęczowa (trzecie z nich, Dagmara Sawa, przebywała wczoraj w hotelu na Okęciu), dwójka z Chełma i jedno z Zamościa, które do Polski miało wrócić wczoraj przed wieczorem rządowym samolotem. Z dziećmi lub z rodzicami z Chełma mimo starań nie udało się naszym reporterom skontaktować.
Jak poinformowała attaché prasowy Ambasady Polski w Bukareszcie, Monika Wysocka, formalna ekspertyza w sprawie przyczyn wypadku miała zostać przekazana wczoraj do polskiego konsulatu. Na razie rumuńska policja nieoficjalnie sugerowała, że przyczyną wypadku mogło być zaśnięcie lub nieuwaga kierowcy przy nadmiernej prędkości pojazdu.

Chorzy w szpitalach

W rumuńskich szpitalach przebywa nadal 10 osób. Stan 4 dzieci jest bardzo ciężki, ale stabilny. Nie wiadomo, kiedy będzie można je przetransportować do Polski. Stan pozostałych osób oceniany jest przez lekarzy jako nie zagrażający ich życiu.
Czytaj więcej o:
(0) komentarzy

Skomentuj

avatar
Komentujesz jako Gość (Zaloguj się)

Zaznacz "Nie jestem robotem", by dodać komentarz:

Ostatnie komentarze

Na razie brak komentarzy, Twój może być pierwszy.

Pozostałe informacje

Alarm 24
Widzisz wypadek? Jesteś świadkiem niecodziennego zdarzenia?
Alarm24 telefon 691 770 010

Wyślij wiadomość, zdjęcie lub zadzwoń.

Kliknij i dodaj swojego newsa!