wtorek, 6 grudnia 2016 r.

Lublin

Obudził mnie zgrzyt

Dodano: 16 lipca 2002, 21:07

Ewelina wczoraj w szpitalu przygotowywana była do zabiegów (M. Kaczanowski)
Ewelina wczoraj w szpitalu przygotowywana była do zabiegów (M. Kaczanowski)

Trzęsienie, zgrzyty, hałasy i... spadłam z fotela. Nie było szyby, tylnych drzwi, pękła jakaś rura - opowiadała wczoraj naszemu reporterowi 16-letnia Ewelina Boruch, która była uczestniczką niedzielnego wypadku polskiego autokaru w Rumunii

Wczoraj Ewelina trafiła do Dziecięcego Szpitala Klinicznego w Lublinie. - Córka miała zawroty głowy, bóle... była bardzo zdenerwowana. Do szpitala pojechała z mamą i swoim młodszym bratem, który na kolonie nie pojechał z powodu pogryzienia przez psa - opowiada jej ojciec Waldemar Boruch. - Córka się skarżyła, że psycholodzy, którzy polecieli do Rumunii nie rozmawiali z nią.
Ewelina do Polski wróciła w poniedziałek samolotem. Z Warszawy do Nałęczowa dojechała pociągiem. - Odebrałem córkę na dworcu - mówi jej ojciec.
Dziewczyna doskonale pamięta wydarzenia z niedzieli. - Jak większość spałam w momencie wypadku - opowiada. - Po wypadku wszystko było jakieś dziwne, ale przejeżdżający obok Rumuni, którzy widzieli wypadek, od razu sięgali po komórki i dzwonili. Policja i karetki zjawiły się niemal od razu.
W autokarze jechał też jej brat, starszy o dwa lata Krzysztof. Siedział tuż przed nią. - Było straszne zamieszanie, więc rozmawiałam z nim bardzo krótko - opowiada dziewczyna. - Zajęto się nami natychmiast... Najgorsze było to, jak w telewizji zobaczyłam swojego kolegę, który stracił rękę.
Krzysztof Boruch doznał uszkodzenia kolana. Do jego oka dostały się też odłamki szkła z rozbitych okien autokaru. - Po badaniach w Warszawie okazało się, że nie wszystkie odłamki zostały usunięte - wyjaśniał wczoraj Waldemar Boruch. - Teraz właśnie trwa operacja. Zmieniono mu również szwy i gips na nodze.
Na kolonie do Bułgarii wyjechała szóstka dzieci z naszego regionu: troje z Nałęczowa (trzecie z nich, Dagmara Sawa, przebywała wczoraj w hotelu na Okęciu), dwójka z Chełma i jedno z Zamościa, które do Polski miało wrócić wczoraj przed wieczorem rządowym samolotem. Z dziećmi lub z rodzicami z Chełma mimo starań nie udało się naszym reporterom skontaktować.
Jak poinformowała attaché prasowy Ambasady Polski w Bukareszcie, Monika Wysocka, formalna ekspertyza w sprawie przyczyn wypadku miała zostać przekazana wczoraj do polskiego konsulatu. Na razie rumuńska policja nieoficjalnie sugerowała, że przyczyną wypadku mogło być zaśnięcie lub nieuwaga kierowcy przy nadmiernej prędkości pojazdu.

Chorzy w szpitalach

W rumuńskich szpitalach przebywa nadal 10 osób. Stan 4 dzieci jest bardzo ciężki, ale stabilny. Nie wiadomo, kiedy będzie można je przetransportować do Polski. Stan pozostałych osób oceniany jest przez lekarzy jako nie zagrażający ich życiu.
Czytaj więcej o:
(0) komentarzy

Skomentuj

avatar
Komentujesz jako Gość (Zaloguj się)

Ostatnie komentarze

Na razie brak komentarzy, Twój może być pierwszy.

Pozostałe informacje

Alarm 24

CENEO