sobota, 10 grudnia 2016 r.

Lublin

Ogień zabrał nam szopkę

Dodano: 5 stycznia 2003, 21:07

Mimo że strażacy pojawili się na pl. Łokietka kilka minut po zgłoszeniu, nie zdołali uratować szopki
Mimo że strażacy pojawili się na pl. Łokietka kilka minut po zgłoszeniu, nie zdołali uratować szopki

Płomienie od razu wystrzeliły wysoko - opowiada pracownik komisu mieszczącego się tuż obok szopki. - Właśnie wychodziłem z biura. Najpierw przyjechała policja. Zdejmowali głośniki, zamiast ratować zwierzęta...

W sobotę o godzinie 23 przechodzień zauważył ogień w szopce przed lubelskim Ratuszem. O tej samej porze straż pożarna przyjęła pierwsze zawiadomienie od policji. Chwilę później strażaków zawiadomił jeden z dwóch strażników miejskich pełniących dyżur w Ratuszu tuż obok szopki. Drugi próbował gasić pożar.
- Pierwszy na miejscu pojawił się radiowóz patrolujący Starówkę - tłumaczy z-ca komendanta miejskiego policji w Lublinie, Zygmunt Sochaczewski. - W ratowaniu zwierząt przeszkadzał duży ogień i dym. Poza tym, policjanci nie znali rozkładu budowli. Nie wiedzieli, jak dostać się do zwierząt.
Straż pożarna dotarła na miejsce 5 minut po zgłoszeniu. - Już na ul. Narutowicza było widać łunę - mówi kpt. Andrzej Sławacki, dowodzący akcją. - Wokół szopki było tak gorąco, że musieliśmy odsuwać nasze wozy. Do zwierząt nie można było dotrzeć. Temperatura była zbyt wysoka. Z dachu spadały płonące snopki siana. To był prawdziwy deszcz ognia - dodaje A. Sławacki.
Oficjalnie przyczyna pożaru nie jest znana. Mogło nią być zwarcie instalacji elektrycznej lub podpalenie; również nieumyślne. - Tu wystarczyłby nawet niedopałek papierosa.
Na zgliszcza przyszło wczoraj wielu lublinian, a na ratuszowych schodach pojawiły się znicze zapalone ku pamięci zwierząt, które spłonęły w stajence. A dziś o godz. 17.30 na placu Łokietka odbędzie się msza św. i wspólne śpiewanie kolęd z udziałem Krystyny Prońko.
Prezydent Andrzej Pruszkowski powołał już specjalną komisję, która ma przeprowadzić dochodzenie. Sprawą zajmuje się również sekcja dochodzeniowo-śledcza Komendy Miejskiej Policji w Lublinie.
Straty to ok. 90 tys. zł. Większość zwróci ubezpieczyciel.

Straciliśmy szopkę

Do straży pożarnej zgłoszenie dotarło o godz. 23. O 23.05 pierwsze wozy były na miejscu. - Jeszcze nigdy nie widziałem tyle dymu na otwartej przestrzeni - przyznaje kpt. Andrzej Sławacki, dowodzący akcją.
Wcześniej do akcji wkroczyli strażnicy miejscy. W Ratuszu, obok którego stała szopka, dyżur pełni zawsze dwóch funkcjonariuszy. Obserwują obraz z kamery nad szopką. - Jeden zadzwonił do straży pożarnej, a drugi rozwinął węża strażackiego - poinformowali ich koledzy z następnej zmiany.

Chcieli ratować zwierzęta
- Z tego, co wiem, były próby ratowania zwierząt - tłumaczył Andrzej Pruszkowski, prezydent Lublina. - Strażnicy miejscy poinformowali też policjantów i strażaków o tym, że zwierzęta są w szopce.
- Dopiero po opanowaniu ognia można było do środka wprowadzić ludzi w aparatach oddechowych - dodaje A. Sławacki. - Strażnicy miejscy i policjanci pierwszą fazę akcji przeprowadzili prawidłowo, jednak byli bezsilni wobec ognia.
Dlaczego nikt, oprócz strażników, nie pilnował szopki? - Powołałem 3-osobową komisję, która przeprowadzi dochodzenie - mówi Andrzej Pruszkowski. - Pożar został zauważony przez przechodnia.

To on powiadomił straż pożarną.
Jednak pierwsze zarejestrowane zgłoszenie straż otrzymała od policji. A kiedy strażnicy z Ratusza zauważyli pożar? Czy postępowali prawidłowo? - Wyjaśni to nasza komisja - dodaje Edward Szempruch, zastępca prezydenta i przewodniczący komisji.

Nie ma magnetowidu
Miejski monitoring nie pomoże w wykryciu ewentualnych sprawców podpalenia. Obrazu z ratuszowej kamery nie nagrywał magnetowid... bo go nie ma. Miasto dopiero planuje jego zakup. Być może pomogą nagrania z pobliskich banków.
W ostatnich latach szopki pilnowało wojsko. W tym roku miasto zrezygnowało z pomocy żołnierzy. Strażników z Ratusza miał wspierać patrol policji ze Starówki. - Nie zwracaliśmy się do wojska z prośbą o pomoc - mówi Małgorzata Szatkowska z kancelarii prezydenta Lublina. - Chcieliśmy chronić szopkę własnymi siłami.
Czy stajenka była odpowiednio zabezpieczona przed pożarem i czy powinny się w niej znajdować żywe zwierzęta? - Od samego początku byliśmy przeciwni - mówi Halina Kowalska-Pyłka, prezes Lubelskiego Stowarzyszenia Ochrony Zwierząt. - Powinien ich przez całą noc pilnować dozorca albo zwierzęta powinny być zabierane na noc. Monitoring nic nie dał. Nie można zwierząt traktować jak zabawki, a od ustawiania szopek są kościoły.
Stowarzyszenie zastanawia się nad skierowaniem sprawy do sądu. - Będziemy o tym rozmawiać z senator Teresą Liszcz, która jest członkiem naszego stowarzyszenia - dodaje H. Kowalska-Pyłka. - Na pewno wystąpimy do prokuratury w sprawie niezabezpieczenia zwierząt
Urząd Miasta odpiera zarzuty. - Czy jakikolwiek właściciel siedzi przez całą noc ze zwierzętami w oborze? Dozorca doglądał ich za dnia. Robił to przez 4 lata ten sam człowiek - odpowiada M. Szatkowska.

Nikt ich nie ocalił...
W tym roku zwierzęta wypożyczono z Fermy Strusi Afrykańskich w Leonowie. - Zwierzęta chowały się u nas od samego początku i byliśmy z nimi bardzo zżyci - podkreśla Renata Siejko, współwłaścicielka. - Na deptaku było tylu ludzi, była policja i Straż Miejska, a nikt ich nie ratował. Ja wiem, że to wszystko działo się bardzo szybko, ale jednak...
E. Szempruch twierdzi, że na budowę szopki były wszelkie zezwolenia. - Cztery lata temu sprawdzaliśmy stajenkę. Była zabezpieczona preparatami ogniochronnymi - mówi Ryszard Starko, rzecznik prasowy Komendy Wojewódzkiej PSP w Lublinie. - Potem nikt się do nas z taką prośbą nie zwracał. A powinien? - Jest problem z zakwalifikowaniem takiej budowli - odpowiada R. Starko. - Gdyby jednak UM zgłosił się do nas z prośbą o pomoc, na pewno byśmy to zrobili.
Dlaczego tak się nie stało? Według prawa budowlanego taki obiekt nie wymaga pozwolenia na użytkowanie czy odbioru ze strony straży pożarnej - odpowiada M. Szatkowska.
Czy za rok powstanie kolejna szopka? - Myślę, że tak - odpowiada prezydent Pruszkowski.

Zapytaliśmy lublinian, co sądzą o wydarzeniach sobotniej nocy

Maria Jędrych - sprzątaczka
Myślę że szopki po prostu nie dopilnowano. Kiedyś pilnowało jej wojsko, a teraz? Uważam, że przyszłym roku szopka powinna znowu się pojawić, ale trzeba się nią troskliwiej zająć.

Andrzej Trześniewski - technik drogowy
Jestem zdruzgotany. Wydaje mi się, że można było tego uniknąć - przecież kiedyś też ktoś próbował podpalić szopkę, ale zareje- strowały to kamery w Ratuszu. Co się stało z kamerami w tym roku? Najbardziej szkoda zwierzaków, bo przecież nic nikomu nie zawiniły.

Renata Barańska - studentka, wokalistka zespołu "Być jak Tata”
W sobotę występowaliśmy tu jako ostatni zespół. Kiedy dowiedziałam się, co się stało, po prostu struchlałam. Najgorsze jest to, że spłonęły zwierzęta. Szopka powinna stanąć tu w przyszłym roku, ale trzeba bardziej zadbać o bezpieczeństwo.

Pytał Tomasz Kolasa
Czytaj więcej o:
(0) komentarzy

Skomentuj

avatar
Komentujesz jako Gość (Zaloguj się)

Ostatnie komentarze

Na razie brak komentarzy, Twój może być pierwszy.

Pozostałe informacje

Alarm 24

CENEO