wtorek, 17 października 2017 r.

Lublin

Pogryziona Pusia pokonała 40 kilometrów i wróciła do Lublina

  Edytuj ten wpis
Dodano: 26 lutego 2010, 21:00

Przed tygodniem zamieściliśmy wzruszającą opowieść Agnieszki z Chełma o Zuzi, kociej znajdzie, która – choć nic tego nie zapowiadało – stała się ulubienicą całej rodziny. Dziś kolejna niezwykła historia, opisana przez naszą Czytelniczkę z Lublina.

Witam serdecznie!
Przeczytałam o konkursie na temat niezwykłej przygody z udziałem pupila. Wg mnie to nic nie przebije pieska, który płynął tyle km na krze.

Ale chciałabym się podzielić taką opowiastką, również niesamowitą i świadczącą o wielkim przywiązaniu. Moja sąsiadka miała kilka psów, które, niestety, nie były zbyt dobrze karmione. Jeden z nich, a właściwie jedna, bo to suczka, najmniejsza ze wszystkich, wydostawała się dziurą w płocie i przychodziła regularnie pod mój dom. Zawsze staraliśmy się ją dokarmiać.

Z biegiem czasu przywiązała się i przychodziła nie tylko po jedzenie, ale też, aby ją przytulić, pogłaskać. Często odprowadzała mnie do pracy i odchodziła dopiero jak kazałam jej wracać do domu.

Miała do mnie zaufanie i w jej oczach widać było taką wdzięczność. Pozwalała mi swobodnie brać szczeniaki.

Któregoś dnia nie przyszła. Następnego dnia – również.
Zaniepokojona – zapytałam sąsiadkę, gdzie jest Pusia. Okazało się, że postanowili ją oddać do rodziny na wieś. Zawieźli ją w pudelku 40 km za Lublin.

Smutno mi było, bo zdążyłam się przywiązać, ale miałam nadzieję, że znajdzie tam lepszy dom.

Jakież było moje, nie tylko moje zresztą, zdziwienie, kiedy po prawie 2 tygodniach zobaczyliśmy Pusię w Lublinie. Pogryziona, pokrwawiona, zmęczona, ale doszła sama tyle kilometrów. To było niewiarygodne i wprost nie do pomyślenia.

Wtedy sąsiadka postanowiła, że już jej nie odda i od tego czasu lepiej ją traktowała.

Od roku, niestety, Pusi już z nami nie ma, zachorowała. Podobnie jak i mój piesek Maks. W jednym czasie straciliśmy wiernych przyjaciół...

Pozdrawiam Marzena Kwiatosz – Jędryczek
  Edytuj ten wpis
Czytaj więcej o:
~lena~
polak
polak
(6) komentarzy

Skomentuj

avatar
Komentujesz jako Gość (Zaloguj się)

Zaznacz "Nie jestem robotem", by dodać komentarz:

Ostatnie komentarze

~lena~
~lena~ (28 lutego 2010 o 16:44) 0
Zaloguj się, aby oddać głos
No właśnie - kilka dni temu ktoś podrzucił mi sliczną czarno - białą kotkę ze zwichniętą łapą na wycieraczkę domu. Lubię koty, mam w domu jednego i nie bardzo mogę zająć się dwoma /mieszkanie 3 pokojowe w bloku/. A kotek jest bardzo udomowiony - tylko kuweta i każde jedzenie... Ponadto tylko śpi. Szukam dla niej domu...
Rozwiń
polak
polak (27 lutego 2010 o 20:57) 0
Zaloguj się, aby oddać głos
Zobaczysz psa idiote wal w morde wlasciciela.
Rozwiń
polak
polak (27 lutego 2010 o 19:57) 0
Zaloguj się, aby oddać głos
Niema głupich psów.
Są głupi własciciele. Idioci ,bez wyobrazni bez lekcewazacy bezpieczenstwo ludzi i narazajacy swoje psy.
Przyklad .idzie dama ulica z psem na długiej lince.Pies placze sie pod nogami przechodniow.
Wygodni wypuszczaja psy by sie wybiegaly.
Sraja i sikaja na chodnikach. Czy to ich wina?
Nie i jeszcze raz nie.
To bezrozumni idioci ktorym podobno dobry Bóg dal rozumi wolna wole sa temu winni.
Obrazowo mówiac Kazdy Pies jest odbiciem charakteru włascicie;la
Rozwiń
Gość
Gość (27 lutego 2010 o 14:39) 0
Zaloguj się, aby oddać głos
Jaka dobrotliwa pani. Czasem pieska przytuliła, dokarmiła. Ale się babsko wysiliło. Morał jak w bajce - wśród serdecznych przyjaciół psy zająca zjadły.
Rozwiń
ZAJĄC
ZAJĄC (27 lutego 2010 o 14:36) 0
Zaloguj się, aby oddać głos
A mój zając zawsze przychodzi do mnie żeby go pogłaskać.
Rozwiń
Zobacz wszystkie komentarze (6)

Pozostałe informacje

Alarm 24
Widzisz wypadek? Jesteś świadkiem niecodziennego zdarzenia?
Alarm24 telefon 691 770 010

Wyślij wiadomość, zdjęcie lub zadzwoń.

Kliknij i dodaj swojego newsa!