wtorek, 22 sierpnia 2017 r.

Lublin

Przywieźli ją karetką, 6 godzin czekała na lekarza. Pomogli jej w innym szpitalu

Dodano: 17 czerwca 2015, 08:40

73-letnia pacjentka z nowotworem miała w trybie pilnym trafić z Centrum Onkologii Ziemi Lubelskiej do pulmonologa w SPSK4. Tam 6 godzin czekała na szpitalnym oddziale ratunkowym. Znalazła pomoc w innym mieście, gdzie dotarła na własny koszt.

- Mamie, z powodu choroby nowotworowej w jamie otrzewnowej i opłucnej zbiera się płyn, który jest upuszczany przez przeprowadzenie punkcji obarczającej. Zgłosiłyśmy się do Centrum Onkologii Ziemi Lubelskiej, ale z powodu przeprowadzki zostałyśmy odesłane do SPSK4. Mama została tam przywieziona karetką w trybie nagłym w związku z wystąpieniem duszności i trudności z oddychaniem – relacjonuje córka pacjentki.

– Na przybycie pulmonologa czekałyśmy sześć godzin. Gdy w końcu przyszedł, personel SOR-u poinformował go, że pacjentka jest zniecierpliwiona bardzo długim czasem oczekiwania na pomoc. Zareagował na to oburzeniem. Oznajmił, że idzie na oddział i wróci dopiero za półtorej godziny. Kobiety podjęły wówczas decyzję o wypisie. 

- Byłyśmy przestraszone i zdecydowałyśmy, że zwrócimy się o pomoc w innym szpitalu. Mama coraz gorzej się czuła – podkreśla córka pacjentki. – Pojechałyśmy do szpitala do Zamościa. Tam po upływie zaledwie trzech minut lekarka udzieliła mamie pomocy i przeprowadziła zabieg. Mama miała w płucach prawie trzy litry płynu. Uważam, że sytuacja jest skandaliczna i poniżająca. To łamanie praw pacjenta.

Rzeczniczka SPSK4 odpiera zarzuty, tłumacząc się przepełnieniem SOR-u.

- Dzień, w którym trafiła do nas pacjentka był wyjątkowy ze względu na przeprowadzkę w COZL. Mieliśmy bardzo dużo pacjentów – zaznacza Marta Podgórska, rzeczniczka SPSK4. - Faktem jest, że pacjentka długo czekała na diagnostykę, jej stan był jednak stabilny. W systemie triażu, który stosujemy w naszym szpitalu miała kolor żółty, który oznacza, że nie ma bezpośredniego zagrożenia życia, a mieliśmy pacjentów, gdzie takie zagrożenie było. To nimi najpierw muszą zająć się lekarze.

Dodaje, że pulmonolog miał w tym czasie na oddziale pacjenta z krwawieniem z dróg oddechowych. - Musiał więc się nim zająć w pierwszej kolejności – zaznacza Podgórska. - Gdyby pacjentka jeszcze zaczekała, trafiłaby na oddział pulmonologiczny, gdzie zostałby wykonany zabieg.

– Jest bardzo duże prawdopodobieństwo, że doszło do naruszenia prawa pacjenta. Dlatego zajęliśmy się tą sprawą. Zwróciliśmy się do dyrekcji placówki o wyjaśnienia. Na razie możemy się tylko opierać na skardze pacjentki – mówi Marek Cytacki z biura Rzecznika Praw Pacjenta. - Trudno będzie usprawiedliwić sześciogodzinne opóźnienie. Można było zapewnić konsultację przez lekarza oddziału spośród wszystkich obecnych lekarzy. Learze SOR-u wykazali się nieuzasadnioną i działającą na szkodę pacjenta solidarnością z pulmonologiem. Nie zawiadomili przełożonych o pojawieniu się bariery w udzieleniu świadczenia, a także nie skorzystali z możliwości przewiezienia pacjenta do innego ośrodka.

Gość
Gość
KRYSTYNA
(52) komentarzy

Skomentuj

avatar
Komentujesz jako Gość (Zaloguj się)

Zaznacz "Nie jestem robotem", by dodać komentarz:

Ostatnie komentarze

Gość
Gość (19 czerwca 2015 o 19:27) 0
Zaloguj się, aby oddać głos
6 godzin duszności, 3 litry płynu w płucach, przewieziona pacjentka w trybie pilnym a ten mi tu tłumaczy jak SOR działa:)
Rozwiń
Gość
Gość (19 czerwca 2015 o 17:11) 0
Zaloguj się, aby oddać głos
Czytam te komentarze i widzę że żaden tzw. znawców nie wie jak pracuje szpital. SOR to nie sklep ani restauracja, gdzie sprawy załatwia się od ręki. Oczekiwanie na SOR (przy braku zagrożenia życia) jest rzeczą normalną i to w każdym kraju. Gadanie o przyjmowaniu w prywatnym gabinecie na dyżurze to brednie frustrata.
Rozwiń
KRYSTYNA
KRYSTYNA (18 czerwca 2015 o 23:38) 0
Zaloguj się, aby oddać głos

NIC MNIE NIE DZIWI JEŚLI CHODZI O TEN SZPITAL. MIAŁAM WĄTPLIWĄ PRZYJEMNOŚĆ BYĆ PACJENTEM TEGO SZPITALA. NIE MAM POJĘCIA JAK ONI LECZĄ, NA ŁADNE OCZY CZY JAK, TAM PROCEDURA NIE PRZEWIDUJE DIAGNOSTYKI. OD DOKTORA DOSTAŁAM KSERO Z JAKIEJŚ GAZETY Z INFORMACJĄ O CZYM MOGĄ ŚWIADCZYĆ MOJE DOLEGLIWOŚCI, DO WYBORU DO KOLORU... :)

UCIEKAJ  STAMTĄD KTO MOŻE...

Rozwiń
Gość
Gość (18 czerwca 2015 o 12:21) 0
Zaloguj się, aby oddać głos
WSPÓŁCZUJĘ. ALE TO NIESTETY TAKI SZPITAL. OSTATNIO BYŁAM W PRZYCHODNI CZEKAŁAM NA UMÓWIONA WIZYTĘ U PEWNEJ PANI PROFESOR, OKAZAŁO SIĘ ŻE PANI NIE BĘDZIE ALE MA BYĆ JAKIEŚ ZASTĘPSTWO Z NIEJAKIM DR CZERWIŃSKIM CZY TEŻ ZCZERWIŃSKIM (COŚ TAKIEGO). WIĘKSZOŚĆ PACJENTÓW ZREZYGNOWAŁA, ALE JA I JEDNA Z PAŃ POSTANOWIŁYŚMY ZOSTAĆ, TYM BARDZIEJ ŻE LUDZIE W PRZYCHODNI POW. ŻE TO BARDZO DOBRY LEKARZ. A PAN DOKTOR GDY SKOŃCZYŁ PRZYJMOWAĆ SWOICH PACJENTÓW KAZAŁ CHWILKĘ NAM ZACZEKAĆ, BO MA TELEFON WAŻNY. CZEKAŁYŚMY I CZEKAŁYŚMY. OKOŁO 20 MINUT. POSTANOWIŁYŚMY ZAJRZEĆ DO GABINETU. CO SIĘ OKAZAŁO? ŻE PAN DOKTOR WYSZEDŁ BOCZNYMI DRZWIAMI (A ŻE MY GO NIE ZNAŁYŚMY TO NAWET NIE WIEDZIAŁYŚMY, ŻE PRZESZEDŁ OBOK NAS) A PIELĘGNIARKOM POWIEDZIAŁ ŻE DWIE OSOBY SIĘ NIE ZGŁOSIŁY.... TAKI DOBRY PAN DOKTOR. POZDRAWIAM!!!
Rozwiń
Gość
Gość (18 czerwca 2015 o 10:05) 0
Zaloguj się, aby oddać głos
A co na to nowy minister. To wyłącznie jemu podlega PSK-4. Ja na miejscu ministra już bym wyciągał konsekwencje wobec wszystkich winnych. Bo nie ma żadnego logicznego wytłumaczenia. Nic nie ma gorszego jak czekanie w nieskończoność zamiast od razu porządnej informacji. Wręcz przeciwnie pacjenci są celowo wprowadzani w błąd.Gdyby taka sytuacja zaistniała w prywatnej placówce już winni szukali by sobie nowej pracy.
Rozwiń
Zobacz wszystkie komentarze (52)

Pozostałe informacje

Alarm 24
Widzisz wypadek? Jesteś świadkiem niecodziennego zdarzenia?
Alarm24 telefon 691 770 010

Wyślij wiadomość, zdjęcie lub zadzwoń.

Kliknij i dodaj swojego newsa!